Od małego marzył o wielkiej piłce. Grał w Wiśle Kraków, trenował z reprezentantami Polski, był blisko wielkiego futbolu. Kontuzje brutalnie przerwały jego karierę, ale nie odebrały pasji. Adam Paluszek stworzył własną akademię — AP 2019 Ruda — by przekazać dzieciakom coś, co futbol paradoksalnie sam mu zabrał: rozwój na najwyższym poziomie już od pierwszego kopnięcia piłki. To nie jest zwykła historia klubu. To historia człowieka, który postanowił dać młodym to, czego jemu zabrakło.
Co gra w klubie? Akademia Piłkarska AP 2019 Ruda
Kiedy przyjechałem w ubiegłym tygodniu na Camp Akademii AP 2019 Ruda (trwał od 14 do 18 lipca) w Małyszynie od razu zauważyłem, że nie jest to zwykła wakacyjna szkółka. Młodzi piłkarze z roczników 2016–2017 trenują od rana do popołudnia. Nie tylko grają mecze, biorą udział w turniejach, ale też uczą się systematyczności, odpowiedzialności i współpracy.
– Zbiórkę mamy o 8.00, o 8.30 śniadanie. Dzieci mają pół godziny dla siebie, a ja w tym czasie przygotowuję wszystko na boisku. Po obiedzie, który też mamy tutaj na miejscu jest luźniejszy czas – gramy w unihokeja, minigolfa, ale zawsze wokół sportu – tłumaczy portalowi kulisy.net Adam Paluszek trener i założyciel Akademii.
Regularne treningi odbywają się tu tymczasowo. Docelowo akademia wróci do swojej bazy w Rudzie, gdzie trwa remont boiska. Ale duch sportu nie zna adresu – liczy się podejście, a tego tu nie brakuje.
Akademia z misją
W AP 2019 trenuje ponad 50 dzieci – chłopców i dziewczynek – podzielonych na trzy grupy wiekowe: Skrzaty U6–U7, Żaki U8–U9, oraz Młodziki U12–U13. Nabór trwa nieustannie. Każdy może spróbować swoich sił. Wystarczy zadzwonić do trenera Paluszka (+48 572 442 511) albo napisać maila ([email protected]).
W czasie Campu rozegrano turniej „El Clasico” Real Madryt – FC Barcelona.
– Mamy tu fanów obu drużyn praktycznie po połowie, jedynie wśród bramkarzy dominuje opcja „Królewskich", więc będziemy musieli przeprowadzić cichy transfer – uśmiecha się trener Paluszek.
Na boisku nie brakowało też angielskiej Premier League – młodzi piłkarze grali turniej jako Liverpool, Manchester City, Arsenal czy Chelsea. Ale najważniejsze w tym wszystkim nie są wyniki, a rozwój.
– Nie chodzi o to żeby zawodnik trzymał mi wynik. Jeśli się rozwija – musi iść wyżej. Nawet jeśli odejdzie z naszej akademii. To nie ja mam wygrywać, tylko on ma rosnąć – mówi Paluszek i od razu wiadomo, że nie są to puste słowa, zresztą przykład Filipa Urbaniaka o którym później idealnie oddaje sens wypowiedzianych słów szkoleniowca.
Historia, która nie pozwala zapomnieć o marzeniach
Nim stał się trenerem i założycielem akademii, był piłkarzem między innymi Wisły Kraków. Jednak zanim tam trafił – ojciec Włodzimierz i dziadek Roman również byli piłkarzami. Wydaje się więc, że mały Adaś nie miał wyboru, geny mówią same za siebie – nawet dziś. To dziadek Roman przyprowadził wnuka na pierwszy trening Wieluńskiego Klubu Sportowego w wieku 10 lat. To był początek ośmioletniej przygody Adama Paluszka w WKS-ie. W wieku 15 lat dołączył jako junior do zespołu seniorów, który wtedy występował w 3. lidze. Dobra forma, świetne występy owocowały regularnymi powołaniami do kadr wojewódzkich, dzięki czemu dostał zaproszenie do SMSu Sport Contact Wrocław, a w efekcie powołanie do juniorskiej reprezentacji Polski U18. Debiutował w meczu Belgia–Polska, na boisko wszedł w 70. minucie, w kolejnym meczu z orzełkiem na piersi zagrał od początku, pełne 90. minut. Tym razem rywalem była Szwecja, strzelił gola i został wybrany najlepszym graczem spotkania. Można by pomyśleć, że wszystko układa się idealnie... ale wracając do Wisły Kraków. Oficjalnie trafił tam 1 stycznia 1998 roku. Wybór nie był przypadkowy – na stole były też oferty z Bayeru Leverkusen, IFK Goeteborg czy Espanyolu Barcelona, ale razem z ojcem uznał, że to Wisła będzie najlepszym wyborem.
Początki były obiecujące. Ciężkie obozy przygotowawcze, świetna forma… aż do jednego zderzenia z bramkarzem.
– Naderwany mięsień czworogłowy, stłuczona kość, potem ból w stawie skokowym, operacja w Niemczech, powrót, kontuzja nosa, znowu przerwa… – wylicza Paluszek. Kariera, która miała rozwijać się z rozpędem, przypominała raczej sinusoidę.
Kiedy wracał do formy, w kadrze byli już inni. Gdy był blisko debiutu, kolejna kontuzja zatrzymywała go na tygodnie. Aż w końcu – w wieku zaledwie 26 lat – powiedział sobie dość.
– Zrozumiałem, że jeśli nie mogę grać na najwyższym poziomie, nie chcę grać wcale – choć gorzko to jednak realistycznie.
Powrót do pasji przez Anglię
Z piłką nie zerwał. Przeniósł się do Wielkiej Brytanii i tam zajął się trenerką. – W Londynie dołączyłem do Akademii THE EIGHT (2016–2018 przyp.red.) Uczyliśmy się od najlepszych – Chelsea, West Ham, QPR… To tam złapałem bakcyla i miłość na pracę z dziećmi. Poczułem, że chcę zacząć z zawodnikiem od podstaw, od jego pierwszego kontaktu z piłką – wspomina.
Gdy wrócił do Polski, postanowił założyć własną akademię. AP – od jego inicjałów – 2019 – od roku założenia.
– Ponad rok trwały przygotowania. Chciałem stworzyć miejsce, gdzie dzieci będą miały szansę konkurować z najlepszymi. Nie chodziło o sprzęt, ale o podejście – indywidualne podejście do zawodnika, jego rozwój fizyczny, techniczny i mentalny – mówi. Pierwszy trening? Jesień 2019. I od razu dziesiątki dzieciaków na boisku.
Szansa, która nie znika
Dziś AP 2019 Ruda nie tylko szkoli lokalnie, ale daje szansę na więcej.
– Chcemy podłączyć akademię pod Piasta Rudę – mówi Paluszek. – Starsi chłopcy już za 2, 3 lata będą mogli ogrywać się w seniorskim zespole. A jeśli ktoś ma większe umiejętności – wysyłamy go dalej.
Dowody? Filip Urbaniak – dziś 10-latek – który trafił do Śląska Wrocław i grał przeciwko wychowankom La Masii w słynnej FC Barcelonie, czołowy strzelec turniejów międzynarodowych chociażby w Berlinie, w barwach Śląska Wrocław.
– Filip jest bardzo utalentowanym piłkarzem to u niego widać na pierwszy rzut oka. Najprawdopodobniej nasz wychowanek już niedługo będzie grał tylko i wyłącznie w barwach Śląska. Jednak to cieszy, motywuje nas do jeszcze cięższej pracy – zaznacza trener, który chwali nie tylko Urbaniaka.
– Nasi bramkarze w wieku 8-9 lat, którzy mają świetne warunki fizyczne od sierpnia będą jeździć na treningi do Łukasza Sapeli w GKS Bełchatów. Testy kolejnego piłkarza, który się u nas wyróżnia dostanie szansę w Ślęży Wrocław – wylicza szkoleniowiec.
W odniesieniu do wspomnianych wcześniej genów córka trenera, która pojedzie w sierpniu na międzynarodowy turniej do Berlina po treningach w Zagłębiu Lubin.
– Na początku chciałem, żeby się tylko ruszała. Teraz ma pościel Realu Madryt i na urodziny zaprosiła 12 chłopaków, ani jednej dziewczyny. Wkręciła się totalnie – śmieje się dumny tato-trener.
Kuszenie wielkiej piłki
Paluszek mógłby pracować w ekstraklasie.
– Byłem na stażu u Jacka Magiery w Śląsku Wrocław, pierwotnie na dwa tygodnie, przeciągnęło się jednak do miesiąca. Potem dostałem propozycję by dołączyć do jego sztabu. Z GKS Bełchatów też miałem ofertę – i przyjąłem ją. Pracowałem tam trzy lata, mieliśmy świetny zespół juniorów – mówi. I choć długo sam się zastanawiał co dalej robić w świecie piłki wybrał Akademię.
– W Śląsku? Przegrasz trzy mecze – nie ma cię, byłbym zwolniony i bez pracy. Akademii bym nie utrzymał, a ja nie chcę z tego rezygnować. To moje życie. Żyję tymi dzieciakami i widzę jak się rozwijają. To daje największą radość – mocno podkreśla.
„Dzisiaj każdy może założyć akademię”
Nie wszystko jednak jest takie różowe.
– Dziś każdy może otworzyć akademię, nie mając żadnych uprawnień ani doświadczenia. A przecież – jak mówił Arsène Wenger – lepiej, żeby dziecko grało na osiedlu samo w piłkę nie mając żadnego trenera niż miało głupiego trenera. Dziś każdy po dwutygodniowy kursie UEFA C może określać się mianem trenera – ostrzega Paluszek.
– Dzieci muszą być prowadzone z głową, bo można im nie tylko pomóc, ale i zaszkodzić – dodaje.
Złote lata Wisły... i Frankowski w koszulce Paluszka
Na koniec pytam o Wisłę Kraków. Uśmiecha się, ale widać w oczach nutę niedosytu.
– Jakbym mógł cofnąć czas, poszedłbym gdzie indziej. W Wiśle budowano potęgę Telefoniki, ściągali same gwiazdy. Na pierwszym obozie byłem w pokoju z Radkiem Kałużnym – kilka dni wcześniej oglądałem go w telewizji z orzełkiem na piersi. W jednej restauracji kiedy Wisła Kraków grała z Realem Madryt siedziałem obok Davida Beckhama czy Ronaldo Nazario jedząc obiad. To robiło wrażenie – zaznacza.
A najbardziej nieoczywista historia?
Tomasz Frankowski, jeden z najlepszych napastników w historii polskiej ligi, początkowo grał… w koszulce Paluszka. Tak mówił o tym w rozmowie z TVP Sport przed kilkoma laty.
– Nawet nie wiem, czy bardziej chodziło działaczom o nieujawnienie mojej tożsamości, czy koszulki bez nazwisk były już niedostępne. Jeden z piłkarzy, który nie pojechał na obóz, czyli Paluszek, zostawił tę koszulkę, a ja zacząłem w niej grać w meczach sparingowych w Niemczech. Dziennikarze szybko zainteresowali się mną, bo strzelałem w spotkaniach towarzyskich sporo goli, więc zaczęto węszyć. Podejrzewam, że na prośbę Zdzisława Kapki nie ujawniano mojego nazwiska, żeby żaden z klubów Ekstraklasy nie włączył się do negocjacji ze mną – mówił Frankowski w kontekście Paluszka.
Na koniec…
Gdy zamykam notes i żegnam się z Adamem Paluszkiem wiem jedno: nie każdy trener to były piłkarz, i nie każdy piłkarz potrafi być trenerem. Ale Paluszek to coś więcej – to przewodnik tej grupy w Rudzie, to widać i czuć od najmłodszych piłkarzy. Przez własne porażki i sukcesy pokazuje dzieciom, że piłka to nie tylko mecz i wynik. To charakter, pokora, odwaga.
I choć dziś nie biega po boiskach Ekstraklasy, jego wpływ na polski futbol wcale nie jest mniejszy. Jest może bardziej lokalny, ale za to głęboki i autentyczny. A to, jak uczy młodych ludzi może przynieść owoce większe niż niejeden medal.
Prywatnie zaś to cenna lekcja móc poznać człowieka, który był blisko największych sukcesów krakowskiej Wisły za czasów Henryka Kasperczaka chociażby. Ja wciąż mam w pamięci mecze z Schalke 04, Parmą czy Realem Madryt...
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze