Reklama

Nie mogą się doczekać walnego zebrania

Część członków Stowarzyszenia Ogrodowego „Warta” w Pajęcznie zaciera ręce. Na 27 maja, na 15:30 zaplanowano, walne zebranie członków. Pierwsze od trzech lat. Ma to być doskonała okazja do odwołania prezes, Piotra Walusiaka. Ludzie wcale się nie kryją ze swoimi zamiarami. Od miesięcy naciskali na zarząd, na czele z samym Walusiakiem, aby zebranie zwołać. Ten jednak zasłaniał się pandemią. Nie brakuje osób podejrzewających go o celowe opóźnianie zgromadzenie, by dłużej cieszyć się funkcją.

O sprawie Stowarzyszenia Ogrodowego „Warta” w Pajęcznie można było przeczytać na naszych łamach we wrześniu ubiegłego roku. Jej członkowie podnosili, że  prezes, Piotr Walusiak,  nie organizuje zebrania sprawozdawczo-wyborczego, zakrywając się pandemią. Wysuwali wobec niego też szereg zarzutów. Jednym z cięższych był brak przejrzystych rozliczeń finansowych. Jak zaznaczali, w preliminarzu wydatków, który wisiała w oknie „Domu działkowca” w 2021 r. bardzo krótko,  powstał zapisy, które wzbudzały  kontrowersje,  np. na kwotę 5 tys. zł na materiały biurowe czy  9 tys. na potrzeby zarządu. Walusiak tłumaczył, że to dlatego, iż dla zarządu planuje zakup laptopa, bo teraz ma używać prywatnego. Z kolei w potrzebach biurowych zaplanował zakup  programu księgowego. Członkowie Stowarzyszenie przyjmowali te informacje z szeroko otwartymi oczami, bowiem rozliczeniami zajmuje się biuro rachunkowe.
- Następny zarząd może nie  chcieć korzystać z biura – skwitował wtedy prezes pytany o sensowność podobnych wydatków.
Jak kasa został ostatecznie rozdysponowana, członkowie „Warty” mają nie wiedzieć, bowiem do tej pory nie dostali do rąk szczegółowych rozliczeń za rok 2021 r. Jak twierdzą w tym roku nie doczekali się też żadnego preliminarza, nawet wywieszonego na krótko.  
Ich wątpliwości wzbudza również koszt wylewki pod garaż dla małego traktorka do koszenia trawy.
- Zrobił wylewkę 4 m na 5 m, wziął 5 tys. 200 zł za to zapłacił, to się w głowie nie mieści  -  opowiada Jadwiga Szadkowska.
- Pytaliśmy eksperta od budowlanki, to powiedział od 1,5 do 2 tys. zł, a jeszcze ich materiał, a myśmy mieli betonowe płyty, te kamienie, sami narzucali tam i mieliśmy piach.
Działkowcy wyliczają, że w ubiegłym roku „Dom działkowca” był wynajmowany 10 razy, a wpisano że tylko trzy, zastanawiają się również co się stało z opłatami od nowych właścicieli działek, bowiem w pandemii zainteresowanie ogrodami wzrosło, nawet 10 mogło znaleźć nowych właścicieli.
Piotr Walusiak zdaje się nie mieć potrzeby sporządzenia rozliczenia do wglądu dla wszystkich.
- Jestem prezesem zarządu, a zarząd to jest organ, odpowiada przed innym organem, komisją rewizyjną – mówi, pytany przez dziennikarkę czy zdaje sobie sprawę z pretensji innych członków Stowarzyszenia.
Walusiak podaje, że też chciałby, aby zebranie się odbyło.
- Teraz pan minister mówił, że odwoła stan epidemii i zebranie będzie możliwe – zaznacza, dodając, że gdyby członków było poniżej 150, to spotkanie mogłoby się odbyć, a że jest ponad 200 to miał związane ręce. Na argument, że zebrania np.  sprawozdawczo-wyborcze strażaków odbywały się bez przeszkód, odpowiada „Mnie nie obchodzi co robią strażacy”.
Działkowicze działań prezesa mają dość i momentami tracą nadzieję na szansę realnych zmian.  
- Co roku otrzymywaliśmy takie zawiadomienie, że ma się odbyć walne zebranie, natomiast w tym roku nie ma powiadomienia, tylko maile mamy wszyscy podać, bo on będzie mailem powiadamiał, kiedy jest zebranie, no niestety, ale nie wszyscy maila chcą udostępnić i nie wszyscy mają – relacjonuje  Genowefa Woźniak.
- My jesteśmy tylko i wyłącznie użytkownikami działek nie bankomatami dla zarządu i pozostałych jego członków spoza terenu ogrodu – dodaje, spodziewając się kartki z prośbą o wnoszenie opłat, wiszącej na tablicy ogłoszeń.
- Opowiada, że sanepid nie pozwala. Ja napisałam do sanepidu, sądzi ze my ludzi w podeszłym wieku nie potrafimy pisma napisać – bulwersuje się kobieta.
- On powiedział, że nie zrobi zebrania, bo on  kury która złote jajka znosi nie puści od siebie  - dodaje Jadwiga Szadkowska.
- Słyszeliśmy jak Walusiak mówi „nazwali mnie Łukaszenko, a ja Putin” - relacjonuje.
- Dożywotnie jest to prezesowanie? – pyta Leszek Klimczak  
- Dlaczego on podpisuje się prezes, jak on nie prezes, kadencja mu się skończyła w 2020 r. – zastanawia się Woźniak.
- No czy on jest nietykalny?  On przegra te wybory i tego się boi – uważa Szadkowska.
- Nie możemy dalej w takim oszustwie żyć – mówi kobieta.
 Szadkowska podaje, że dotarł do niej mail z informacją o zebraniu.
- Ma się odbyć 27 maja, o 15:30, w Domu Działkowca”, to piątek – mówi.
- Wiem, że ludziom zależało bardziej na sobocie, bo pracują, ale on to specjalnie robi, chce żeby przyszło jak najmniej osób. – uważa.
- Ja nie wierzę, że on to zebranie zrobi, nie zdziwię się, jak znajdzie jakiś pretekst, żeby go jednak nie było. Miało być najpierw do końca kwietnia i nic z tego nie wyszło.
Osobne pretensje mają do prezesa Joanna i Leszek Klimczakowie, którzy mimo przegłosowania ich kandydatur w poczet członków Stowarzyszenia, nie zostają przez Walusiaka uznani.
- Starosta umywa ręce, napisałem skargę do wojewody, wojewoda przesłał staroście, a starosta odpisuje to co on powie, mimo tego, że udokumentowałem, że prawda leży po moje stronie – podaje Leszek Klimczak,
- Skoro walne zebranie podjęło uchwałę, że mamy należeć do stowarzyszenie, prawnik powiedział, że jeżeli był wniosek i było przegłosowane, to nie ma odwrotu.
Sam (jeszcze) prezes Walusiak  zaprasza „Kulisy…” na rozmowę, podaje, że wtedy pokaże dokumenty, którymi ma dysponować, jak twierdzi jest wśród nich m.in. odpowiedź starosty pajęczańskiego. Nie chce jednak zdradzić szczegółów, informując, że kwitów jest dużo.
Jak dalej potoczą się losy prezesa i zarządu „Warty” będziemy informować.

Magdalena Lizurej
[email protected]

Reklama

 

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kulisy.net




Reklama
Najnowsze wiadomości