27 czerwca, w poniedziałek, wójt Sulmierzyc, Gabriel Orzeszek, w imieniu prezydenta RP, uhonorował medalami mieszkańców, którzy przeżyli w związkach małżeńskich pół wieku. Jubilaci z nostalgią wracali do dni swoich zaślubin. Dzięki obecności kierowniczki Urzędu Stanu Cywilnego mieli okazje odnowić małżeńską przysięgę.
„Dziękuję ci mężu, że nasze małżeństwo było zgodne, szczęśliwe i trwałe. Za okazaną mi miłość, przywiązanie opiekę, Przyrzekam, że uczynię wszystko , aby nasze małżeństwo było nadal szczęśliwe” – obiecywały jubilatki, a zaraz po nich podobne słowa przysięgi, za Małgorzatą Michalak, kierowniczką USC w Sulmierzycach, powtórzyli mężowie. To pary: Anna i Henryk Białkowie z Chorzenic, Jan i Teresa Czołnowscy z Woli Wydrzyny, Teresa i Jerzy Kierasińscy z Eligiowa, Teresa i Bogdan Kołodziejczykowie z Sulmierzyc, Halina i Mariann Koszurowie z Chorzenic, Jadwiga i Tadeusz Maciaszkowie z Sulmierzyc, Dorota i Roman Noconiowie z Sulmierzyc, Teresa i Mirosław Papierzowie z Dworszowic Pakoszowych, Teresa i Aleksander Raczyńscy z Piekar, Maria i Leopold Różańscy z Woli Wydrzyny, Zofia i Jan Rudzcy z Bielików, Czesława i Zdzisław Sochowie z Woli Wydrzyny, Henryka i Mirosław Stępniowie z Eligiowa, Anna Sukiennik-Szydłowska i Stanisław Szydłowski z Sulmierzyc, Zofia i Stefan Szafrańscy z Sulmierzyc, Janina i Stefan Urbańscy z Sulmierzyc.
- (…) sądzę, że najważniejsze były dla państwa zwykłe, codzienne dni, uczucie obecności drugiego człowieka nawet w milczeniu, to was łączyło i umacniało waszą miłość – stwierdziła kierowniczka.
- (…) prawdziwą miłość poznaje się nie po sile, lecz po czasie jej trwania (…) na żaden medal nie pracuje się tak długo. Jest on podziękowaniem za wszystko, co przez tak długi okres tworzyliście i budowaliście jako małżeństwo – podawała, podkreślając, że zapewne wszystkie przeżycia, nawet tragiczne, związywały małżonków coraz bardziej.
Wójt Sulmierzyc życzył jubilatom zdrowia i pieniędzy.
- (…) życie ma to do siebie, że głównie jest tak sobie albo smutno – stwierdził Gabriel Orzeszek.
- Wam udało się, na szczęście, pokonać wszystkie przeciwności, te dni smutne również. Pokonaliście je bardzo dzielnie i przeżyliście razem 50 lat – gratulował samorządowiec (…).
- Życzę państwu wielu kolejnych lat bez trosk, z uśmiechem na twarzy. Żebyście nie musieli z tym życiem walczyć, żeby to życie było zawsze z wami, żebyście zawsze mieli z wiatrem (…).
Stanisław Szydłowski, jeden z jubilatów podkreślał rolę płci przeciwnej w budowaniu małżeńskiej codzienności.
- Były chwile szczęścia - stwierdził.
- Były nieraz i ciężkie chwile, ale myśmy to wszystko przetrwali. Po prostu dzięki naszym współmałżonkom te małżeństwa dotrwały do tego jubileuszu – zaznaczał.
Z kolei Maria Różańska uważa, że udane małżeństwo można stworzyć dzięki ogromnej dozie zaufania i jeszcze większej dozie cierpliwości. Wraz z małżonkiem przyznają ze śmiechem, że to ona rządzi.
- Poznaliśmy się w pracy, mąż pracował w zakładzie, ja akurat podjęłam pracę – wspomina pani Maria.
Wraz z mężem, Leopoldem, wracają do przeszłości.
- Na pewno nie ja podrywałam ,to raczej mężczyzna robi pierwszy krok – twierdzi jubilatka.
- Pewnie, że ją namówiłem, ale to trzeba dwóch, żeby te randki były – podkreśla jej ukochany, przyznając, że już nie pamięta, gdzie pierwsze spotkanie się odbyło. Kolejne to już spacery i trzymanie się za ręce. A co ich do siebie zbliżyło?
- Piękna była, młoda – mówi małżonek.
- Widziałam, że to był dobry człowiek, spokojny – dodaje żona.
Państwo Jadwiga i Tadeusz Maciaszkowie znają się od szkoły podstawowej.
- Żona podrywała mnie, były oczka, uśmiechy były, ładna dziewczyna była to się dałem poderwać – twierdzi jubilat.
- Wszystko w niej lubię – dodaje. A kto ma ostatnie słowo?
- Wiadomo kto – śmieje się pani Jadwiga.
- Ja jestem głową, a szyja tu kręci – dodaje pan Leopold, wskazując na małżonkę.
Państwo Maciaszkowie wychowali dwoje dzieci, mają wnuczka i wnuczkę.
Z kolei Roman Nocoń wypatrzył swoją małżonkę w grupie innych dziewcząt.
- Zobaczyłem żonę na ulicy, szedłem z kolegami, patrzyłem, patrzyłem, i stwierdziłem „to chyba ta” – relacjonuje.
- Miała tweedy 16 lat, a ja 19. Tak doszło do spotkanie, odbiłem ją od tego stadka – nie kryje dumy.
- Ja przyjechałam do babci – mówi jego małżonka, Dorota.
- Sama nie wiem, jak to wyszło. To było takie spontaniczne. Nawet nie wiem, co to było – uśmiecha się do wspomnień.
Małżonkowie przyznają jednak, że strzała Amora wcale w serce jubilatki nie wbiła się od razu głęboko i następne sześć lat ich związek rozwijał się…. korespondencyjnie.
- Ja nieraz nie przyjeżdżałam, a czasami sobie myślałam, że jak teraz pojadę, to skończę tę znajomość. Ostatecznie wcale do tego nie dochodziło. Chyba zapadł w sercu.
Małżonkowie przysięgę składali we wrześniu.
- Pogoda była okropna, ja zmarzłam – podaje pani Dorota.
- Mżawka była - dodaje pan Leopold.
Jubilaci wychowali dwóch synów i córkę, mają troje wnucząt. Uważają, że u podstaw dobrego związku leży wzajemne zaufanie i zrozumienie.
- Nie ma osoby, która by rządziła, chodzimy na kompromisy – twierdzi mąż.
- Kasa jest wspólna, nie ma podziału na to moje, to twoje – dodaje żona.
Magdalena Lizurej
[email protected]
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze