Reklama

Przemoc trwała latami, aż wybuchło piekło. Rodzina błagała o pomoc policję. Bezskutecznie

Ich dom miał być bezpiecznym miejscem, a stał się pułapką. Lata przemocy, ignorowane sygnały ostrzegawcze i bezsilność instytucji doprowadziły do tragedii, która rozegrała się 21 sierpnia w Starym Bugaju. Kobieta cudem przeżyła atak byłego męża. Kilkukrotnie dźgał ją nożem, najpewniej próbując zabić. Potem podpalił dom. Pożar zniszczył niemal cały dobytek. Dziś rodzina Królikowskich ze Starego Bugaja walczy o nowe, lepsze życie...

Jak długo można żyć w cieniu przemocy, zanim dojdzie do tragedii? Ta historia nie wydarzyła się nagle – była finałem długiego ciągu zdarzeń, na które nikt nie zareagował wystarczająco wcześnie. W tle dramatycznego pożaru domu – codzienny koszmar rodziny Królikowskich ze Starego Bugaja (gm. Praszka, pow. oleski).

Mimo licznych interwencji policji i prób reagowania ze strony innych służb, dramat rodziny przez lata rozgrywał się głównie za zamkniętymi drzwiami. Dopiero sierpień 2025 przyniósł tragiczny finał – wydarzenia, które na zawsze odmieniły ich życie. Teraz, po czasie milczenia i pomimo wciąż świeżych ran, rodzina zdecydowała się opowiedzieć swoją historię reporterce portalu kulisy.net. Po raz pierwszy publicznie mówią o przemocy, strachu i tragedii, która odebrała im dach nad głową, ale nie złamała nadziei.

Reklama

50-letni Adam K. od lat terroryzował rodzinę. Stosował przemoc fizyczną oraz psychiczną. W nocy z 9 na 10 sierpnia, Małgorzatę Królikowską zostawiono na chodniku przed domem po odwiezieniu karetką ze szpitala, do którego miała trafić przez Adama K. Drzwi do domu były zamknięte. Otworzył je oprawca. Był kompletnie pijany i nagi. Chciał ją wykorzystać. Kobieta uciekła i schowała się w pomieszczeniu gospodarczym. Przyszedł tam Adam K. i w alkoholowym, paranoicznym amoku miał wypytywać gdzie była. Zarzucał jej zdradę i mimo oporu trzymał ją na ziemi, a potem siłą próbował zaciągnąć do domu. Aby się oswobodzić, kobieta powiedziała, że pójdzie, po czym zaczęła uciekać. Oprawca dogonił ją i zaczął szarpać, rzucać oraz dusić. Zaprzestał dopiero, kiedy kobieta niemal straciła przytomność. Wtedy wstał i wrócił do domu, a ofiara jeszcze przez kilka godzin ukrywała się poza domem. Nie miała ze sobą telefonu i nie mogła wezwać pomocy.  Wróciła zatem do domu i jak na rozkaz położyła się spać. Była zmuszona wracać do domu, ponieważ czuła się odpowiedzialna za swoją 84-letnią mamę Pelagię, którą się zajmuje.

Następnego dnia Adam K. wstał jeszcze kompletnie pijany i ponownie wszczął awanturę. Kobieta zadzwoniła do swojego syna Adriana i opowiedziała o wydarzeniach, które miały miejsce w nocy. Ten natychmiast wezwał policję.

Reklama

- Po około 20 minutach przyjechał patrol z komisariatu policji w Praszce - opowiada Kamil Królikowski, syn ofiary.

- Brat wskazał miejsce, gdzie ukrywał się pijany Adam K., lecz zdążył uciec w obawie przed aresztowaniem. Na miejscu gdzie się ukrywał, zostały tylko jego buty oraz pusta butelka po wódce. Policjantom zostały przedstawione wydarzenia z minionej nocy. Wysłuchali zeznań o próbie morderstwa, próbie uduszenia i uznali, że skoro agresora już nie ma, interwencję należy zakończyć. Nawet nie chcieli obejrzeć miejsca, gdzie doszło do aktu przemocy i próby uduszenia - wspomina z poirytowaniem Kamil.

Reklama

Rodzina sama rozpoczęła poszukiwania agresora

Adrian Królikowski razem z mamą Małgorzatą na własną rękę rozpoczęli poszukiwania Adama K., gdy policjanci wsiedli do radiowozu i zwyczajnie czekali. Po pewnym czasie kobiecie udało się zlokalizować agresora, zaczęła krzyczeć do policjantów i wskazała miejsce. Wtedy ci ruszyli w jego stronę. W tym momencie, Adam K. śrubą próbował przebić sobie krtań, co wskazywało na to, że chciał popełnić samobójstwo lub mocno się okaleczyć.

-  Był zagrożeniem nie tylko dla siebie, ale i innych. Uważam, że w związku z tym powinien zostać w trybie pilnym osadzony w psychiatryku - denerwuje się Kamil.

Reklama

Sprawca został skuty kajdankami i wsadzony do radiowozu. Badanie alkomatem wykazało, że miał 3 promile alkoholu w organizmie. Podczas interwencji, syn kobiety wskazał miejsca, gdzie Adam K. ukrył 30-centymetrowe noże, którymi groził, a być może zamierzał zamordować swoją byłą żonę.

Jak informuje rodzina "policja nie zabezpieczyła tych potencjalnych narzędzi zbrodni, ponieważ nie zostały one użyte i nie było na nich śladów krwi, a zatem brak podstawy prawnej". Po tych wszystkich wydarzeniach Adamowi K. został wydany zakaz zbliżania się do Małgorzaty.

Reklama

Dzień później, Adam K. został przywieziony do domu przez patrol policji. W ich obecności pozwolono mu się wykąpać, spakować i zrobić sobie jedzenie. Na tym policja zakończyła swoje czynności i odjechała. Przez następne dni Adam K. błąkał się po okolicy.

W środę 13 sierpnia, około godziny 15, złamał zakaz zbliżania się i wtargnął na posesję. Wyważył drzwi wejściowe. Kobieta zdążyła zadzwonić po swojego syna, który zawiadomił policję i ruszył do domu. Na nagraniu z kamer widać jak mężczyzna szarpie i powala na ziemię swoją ofiarę. Chwilę po tym, agresor ucieka z posesji na rowerze. Przybyli na miejsce zdarzenia policjanci wylegitymowali kobietę. Ta z oburzeniem powiedziała im, że zdążą zrobić to później, a najpierw, póki zbieg jest niedaleko, powinni go zatrzymać. Wskazała im nawet, w którą stronę się udał oraz jak jest ubrany. Policjanci pojechali we wskazanym kierunku, ale po chwili wrócili i stwierdzili, że go nie ma. Odjechali.

Reklama

Tego samego dnia, między godziną 19 a 20, oprawca ponownie wtargnął na posesję, o czym od razu została poinformowana policja. Kobieta miała usłyszeć w słuchawce pretensjonalny ton, że znowu wzywa policję. Jednak przed godziną 20 przyjechał patrol policji i zabrał Adama K. z domu.

Następnego dnia, gdy Adam K. wytrzeźwiał, został przewieziony na rozprawę w związku ze złamaniem zakazu zbliżania się. Obecność na niej była obowiązkowa również dla Małgorzaty.

- Na sali sądowej moja mama prosiła sąd o pilne przeprowadzenie badania psychiatrycznego lub przymusowe leczenie w ośrodku zamkniętym. Wówczas sąd orzekł, że Adam K. ma podjąć terapię, lecz nie w zamkniętym oddziale. Nałożył na niego karę finansową. Po rozprawie został wypuszczony na wolność - irytuje się Kamil Królikowski.

Reklama

Oprawca z nożem w ręku... dźgał żonę wielokrotnie

Dzień 21 sierpnia okazał się jednym z najbardziej tragicznych w historii rodziny Królikowskich. Na zawsze odcisnął bolesne piętno na ich życiu. To właśnie wtedy przemoc osiągnęła przerażający punkt kulminacyjny, a dom zamienił się w miejsce dramatu.

Tego dnia, ok. godz. 9:35 Małgorzata wykonuje połączenie, które nie zostaje odebrane na komisariacie policji w Praszce. W domu zjawił się pijany Adam K., kolejny raz wyłamując drzwi wejściowe. Kobieta próbuje podjąć z nim rozmowę i prosi go o opuszczenie domu, po czym udaje się do kotłowni. Oprawca już z nożem w ręku blokuje jej drogę i pyta, czy kobieta chce naprawić związek z nim. Po kategorycznej odmowie Małgorzaty, Adam K. kilkukrotnie uderza kobietę głową w głowę. Ta upada na szafkę znajdującą się za nią. Oprawca dalej bije ją w głowę, następnie uderza w krtań i zaczyna ciąć oraz dźgać nożem. Po usłyszeniu hałasu, przed kotłownią staje 84-letnia mama ofiary. Małgorzata rozpaczliwie krzyczy "uciekaj mamo", lecz ta nie słucha. Postanawia ratować córkę i zaczyna uderzać Adama K. miotłą w plecy. To na chwilę odwraca uwagę oprawcy.

Reklama

- Babcia pobiegła prosić sąsiada o pomoc. W tym momencie mamie udaje się uciec z kotłowni. Ma świadomość, że przed domem jest monitoring i tym razem policja będzie miała w końcu dostateczny dowód i pier.....ą podstawę prawną. Zaczyna bronić się przed kolejnymi cięciami, usiłując złapać ostrze, którym Adam K. próbuje ją zamordować. W tym momencie zjawia się babcia z sąsiadem i wszyscy razem uciekają na ulicę - opowiada Kamil.

- Obejrzenie zapisu z monitoringu z dźwiękiem to coś, co naprawdę ciężko mi przetrawić. Pomyślcie tylko, co musiała czuć moja mama, kiedy rękami i nogami broniła się przed kolejnymi cięciami. Na szczęście udało się jej uciec. Udało się też babci - dodaje ze łzami w oczach.

Reklama

Adam K. zatrzymany. Podpalił dom!

Tego samego dnia, o godzinie 11:20 do domu wchodzi Adam K. z bańką benzyny. Niedługo potem następuje wybuch, wylatują okna i dom staje w płomieniach. Na miejsce przybywają zastępy straży pożarnej oraz policja. Małgorzata z obrażeniami ciała zostaje przetransportowana do szpitala. Adam K. zostaje zatrzymany przez funkcjonariuszy i doprowadzony do Prokuratury Rejonowej w Oleśnie. Słyszy zarzuty spowodowania pożaru zagrażającego życiu i zdrowiu wielu osób, narażenia kobiety na utratę życia lub ciężki uszczerbek na zdrowiu oraz znęcania się.

Na wniosek prokuratora, Sąd Rejonowy w Oleśnie zastosował wobec podejrzanego tymczasowy areszt na okres trzech miesięcy.

Reklama

Bliscy Małgorzaty od miesięcy żyli w ciągłym strachu, obserwując narastającą agresję ze strony jej partnera. Wielokrotnie dzwonili po pomoc, licząc, że tym razem interwencja służb przyniesie realne skutki. Niestety, ich wołania pozostawały bez skutecznej odpowiedzi - aż do chwili, gdy wydarzyła się tragedia. Syn Małgorzaty wspomina tamten czas z bólem i bezsilnością.

- W obawie o życie mamy dzwoniliśmy na policję z nadzieją, że w końcu agresor zostanie osadzony w trzymiesięcznym areszcie, a potem w więzieniu. Niestety nie doszło do tego, aż do momentu, gdy moja mama omal nie została zadźgana na śmierć i spłonął prawie cały nasz dom.

- Może udałoby się zapobiec tej sytuacji, gdyby prawo, sądy, prokuratorzy, policja i służby odpowiedzialne za zdrowie i życie człowieka, jakkolwiek działały i broniły obywateli, a zwłaszcza bezbronne kobiety i wszystkie ofiary przemocy przed takimi właśnie tragediami ? - pyta retorycznie Kamil, nie kryjąc żalu i rozczarowania.

Dla rodziny Królikowskich walka z przemocą to nie tylko osobista tragedia – to także konfrontacja z systemem, który ich zdaniem zawiódł na każdym etapie. Kamil nie ukrywa rozgoryczenia, mówiąc o bezradności wobec instytucji, które miały ich chronić.

- Żyjemy w państwie bezprawia. Jakakolwiek próba walki z naszym systemem prawnym to nic innego, jak walka z wiatrakami. Po zobaczeniu na własne oczy - na zapisie monitoringu - usiłowania morderstwa mojej mamy, nie mogę milczeć. Chcę, aby społeczeństwo miało świadomość, że ze względu na dysfunkcyjne prawo i bagatelizowanie problemu przez instytucje, których zadaniem jest zapewnienie bezpieczeństwa obywatelom, omal nie doszło do tragedii. Ten dramat pozostawiłby mnie i najbliższych w rozsypce psychicznej, z której - nie wiem czy kiedykolwiek byśmy się podnieśli.

Wdzięczni strażakom i ludziom dobrej woli

Po tym wszystkim, co się wydarzyło, Kamil z trudem szuka słów. Obok bólu pojawia się jednak uczucie wdzięczności, że jego mama i babcia przeżyły. Wzruszony wspomina też strażaków, którzy stanęli na pierwszej linii walki z ogniem.

- Dziękuję siłom wyższym za to, że mamie i babci udało się przeżyć. Dziękujemy też wszystkim strażakom, którzy walczyli z ogniem i zadbali, żeby z całego budynku zostało coś więcej, niż tylko popiół.

Małgorzata Królikowska ze Starego Bugaja przeszła przez piekło, którego nikt nie powinien doświadczyć. Dziś, mimo wielu ran, mówi z nadzieją i wdzięcznością o drugiej szansie.

- Czuję ogromną ulgę, że żyję. To, co się wydarzyło było przerażające, ale wierzę, że najgorsze już za mną, a teraz zacznie się nowy, spokojniejszy etap naszego życia - mówi z nadzieją Małgorzata Królikowska.

- Najważniejsze jest dla mnie odzyskanie spokoju i poczucia bezpieczeństwa. Musimy też jak najszybciej ocenić stan budynku i rozpocząć odbudowę domu. Zbliża się zima, więc czas działa na naszą niekorzyść - dodaje.

Proszą o pomoc w odbudowie domu i poczucia bezpieczeństwa

Po trudnych przejściach, dziś rodzina Królikowskich próbuje zacząć od nowa. Nie jest jednak w stanie zrobić tego sama. Małgorzata, która padła ofiarą brutalnej przemocy, ma przyznaną pierwszą grupę inwalidzką i leczy się onkologicznie, dlatego nie może podjąć pracy ani samodzielnie zadbać o odbudowę zniszczonego domu. Dlatego rodzina zwraca się z prośbą o pomoc do ludzi dobrej woli – tych, którzy chcą i mogą dołożyć swoją cegiełkę do odbudowy domu i poczucia bezpieczeństwa, które zostało im brutalnie odebrane.

- Jesteśmy zmuszeni prosić was, zwykłych obywateli, ponieważ jak widzimy, nie możemy liczyć na pomoc państwa - podkreśla Kamil Królikowski.

Choć przed nimi długa droga, wierzą, że z pomocą staną powoli na nogi. To właśnie zaangażowanie innych ludzi daje im dziś siłę.

- W tej chwili największym wsparciem są dla nas wpłaty na zbiórkę, dzięki którym będziemy mogli rozpocząć odbudowę i zadbać o podstawowe potrzeby - kończy Małgorzata Królikowska.

Stanowisko i komentarz policji

Stanowisko oraz działania policji w sprawie przedstawia oficer prasowy Komendanta Powiatowego Policji w Oleśnie aspirant Marek Kotara.

Policja wiele razy reagowała na zgłoszenia. Funkcjonariusze prowadzili interwencje związane z przemocą domową. Mundurowi kilkukrotnie zatrzymywali mężczyznę, który po wytrzeźwieniu i/lub wykonaniu czynności procesowych był zwalniany zgodnie z obowiązującym prawem. W listopadzie 2024 roku, z urzędu została wszczęta sprawa o znęcanie się, w której Sąd Rejonowy w Oleśnie uznał mężczyznę winnym z zastosowaniem art. 66. kodeksu karnego tj. warunkowe umorzenie postępowania. W tym przypadku na okres próby dwóch lat. W tym czasie sprawca był pod dozorem kuratora, został zobowiązany do powstrzymywania się od spożywania alkoholu oraz zobowiązany do poddania się terapii. W tamtym okresie mężczyzna otrzymał nakaz opuszczenia lokalu oraz zakaz zbliżania się do posesji i do osoby. Stosował się do niego do kwietnia bieżącego roku. Wtedy policjanci zatrzymali go i z zastosowaniem trybu przyspieszonego doprowadzili do Sądu Rejonowego w Oleśnie, gdzie został ukarany grzywną. W sierpniu bieżącego roku policja wydała kolejny nakaz opuszczenia lokalu oraz zakaz zbliżania się do posesji i do osoby. Funkcjonariusze sprawdzali, czy mężczyzna stosuje się do ograniczenia. Podczas jednej z kontroli, policjanci ujawnili, że mężczyzna złamał policyjny zakaz zbliżania się. Wtedy kolejny raz został zatrzymany i wszczęto postępowanie w trybie przyspieszonym. Sąd Rejonowy w Oleśnie wymierzył mu karę grzywny.

- Działaliśmy zgodnie z obowiązującym prawem. To, co mogliśmy zrobić w tej sprawie, to zrobiliśmy. Jestem empatyczny i jest mi szkoda tej rodziny. Rozumiem ich rozgoryczenie. Myślę, że ja również wspomogę zbiórkę –  mówi asp. Marek Kotara, oficer prasowy Komendanta Powiatowego Policji w Oleśnie.

Zbiórka na odbudowę domu rodziny Królikowskich dostępna jest pod tym linkiem:

https://zrzutka.pl/2jxfaw

Miejsce zdarzenia mapa Wieluń
Aplikacja na Androida

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 23/09/2025 20:04
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kulisy.net




Reklama
Najnowsze wiadomości