Reklama

Przenoszą trochę Grecji do Polski

Danuta i Panagiotis Stogidis tworzą w Polsce namiastkę Grecji. Od kilkunastu lat łączą pracę zawodową z prowadzeniem warsztatów tanecznych. Pokazują, że całe pokolenia rodzin mogą się razem dobrze bawić. Z polsko-greckim małżeństwem, które planuje zamieszkać w Konopnicy, rozmawia Katarzyna Cieślik.

Katarzyna Cieślik: Jak się państwo poznali?
Danuta Stogidis: W 1986 roku chciałam wyjechać do Grecji, ale trzeba było wówczas posiadać konto dolarowe. Razem z siostrą studiowałyśmy na Uniwersytecie Łódzkim, ja germanistykę, ona biologię. Na jej kierunku był jeden Grek, który pomógł nam takie konta założyć.
Panagiotis Stogidis: Kiedy wyjeżdżaliśmy do Polski, musieliśmy zadeklarować, ile waluty mamy ze sobą, bo była pełna kontrola. Później mogliśmy robić z tymi pieniędzmi, co chcemy. Na podstawie deklaracji można było założyć trochę takich kont i kolega zapytał mnie, czy bym nie mógł. Zgodziłem się.
Danuta: Poznaliśmy się więc w banku. Panagiotis podjechał taksówką, ponieważ miał nogę w gipsie. Mój mąż to piłkarz-amator. Tak to pierwsze spotkanie zapamiętałam: on z nogą w gipsie wszedł do banku, żeby pomóc Polce, by mogła wyjechać gdzieś w świat.  A same wakacje były bardzo udane, spędziłam miesiąc w Grecji.
Panagiotis: Planowaliśmy zobaczyć się w Grecji, ale się nie udało. W kolejnym semestrze spotkaliśmy się przypadkowo na imprezie i tak się zaczął się nasz związek.
Pan się uczył w Łodzi?
Panagiotis: Tak, studiowałem ekonomię.
Dlaczego akurat wybrał pan nasz kraj?
Panagiotis: Do Polski przyjeżdżali ludzie, którzy albo mieli stypendium rządowe, albo wybierali kraje socjalistyczne ze względu na niższy koszt studiów. Ja dostałem stypendium, które obejmowało też pokój w akademiku.
W trakcie studiów zakochał się pan w Polce. Jaki był wasz ślub, wesele?
Panagiotis: Ślub wzięliśmy 29 grudnia w Białymstoku, skąd pochodziła Danusia. Potem przyjechaliśmy do Łodzi i w Sylwestra zrobiliśmy wesele w akademiku, gdzie mieszkaliśmy.
Danuta: To była pierwsza namiastka Grecji w Polsce, bo ja zaprosiłam swoich znajomych, a Panagiotis wszystkich znajomych Greków.
Jak wasze rodziny zareagowały na związek polsko-grecki?
Danuta: Moi rodzice nie mieli z tym problemu. Natomiast rodzice Panagiotisa liczyli, że jego żona będzie Greczynką. Dzisiaj wszyscy już do tego się przyzwyczaili i jesteśmy po prostu wielką rodziną.
Dużo trudności sprawiła panu nauka języka polskiego?
Panagiotis: Od razu po przyjeździe, przez dziewięć miesięcy, uczyliśmy się z kolegami w Studium Języka Polskiego w Łodzi. Pierwszy wykład na swoim docelowym kierunku studiów miałem z filozofii. Wydawało mi się, że kończąc to studium opanowałem polski. Po dwóch godzinach wykładu zastanawiałem się jednak, czy wykładowca mówi w jeszcze innym języku, ponieważ nic z tego nie zrozumiałem. Dopóki nie poznałem żony, nie rozumiałem polskiego.
Czyli żona okazała się najlepszą nauczycielką?
Panagiotis: Jako filolog pomogła mi zrozumieć, że język to jest środek komunikacji między ludźmi. Na początku są zawsze obawy, bo akcent nie ten, bo powie się coś śmiesznego. Taki strach przeszkadza w przełamaniu bariery językowej. Danusia pomogła mi zrozumieć, że jeśli ktoś szydzi z uczących się to w nim tkwi problem.
Język polski jest trudniejszy niż pana ojczysty?
Panagiotis: Język grecki jest bardzo trudny. Natomiast z polskim największy problem mam z odmianą rzeczowników. 
A pani uczyła się greckiego?
Danuta: Tak, przede wszystkim na wakacjach w Grecji, gdy spędzamy czas z rodziną. Znam grecki komunikatywnie, dogadam się w najważniejszych kwestiach życia. Nasze dzieci lepiej sobie radzą, potrafią też pisać i czytać.
Po ślubie zostaliście w Polsce, jak ułożyło się wasze życie?
Panagiotis: W 1989 r. braliśmy ślub i bardziej myśleliśmy, że pojedziemy do Grecji niż zostaniemy tutaj. W 1990 r. rozpadł się jednak dawny system, łatwiej było znaleźć pracę, w 1991 r. urodziła się córka i zostaliśmy w Polsce. Danusia została nauczycielką, a ja zacząłem pracę na ostatnim roku studiów. Myśleliśmy jeszcze o wyjeździe do Grecji, ale urodziło się drugie dziecko i znów zostaliśmy. Od 27 lat pracuje w greckiej firmie, zajmującej się importem żywności.
Po tylu latach pobytu w Polsce, jakie zauważa pan różnice między Grekami a Polakami?
Panagiotis: U Greków podoba mi się bardziej luźne podejście do życia, Polacy są natomiast bardziej zdyscyplinowani, jest lepiej zorganizowane społeczeństwo.
A co się pani spodobało w kraju męża, a co przeszkadza?
Danuta: Początkowo przeszkadzała mi ich swoboda i nieprzejmowanie się. Dzisiaj przyzwyczaiłam się do tego podejścia „no problem”. Jako germanistka podziwiałam niemiecki porządek i stąd grecki luz wprawiał mnie w dyskomfort. Teraz wolę podejście Greków. Może przez te lata podróży do Grecji, dostosowałam się do nich.
Grecy słyną z rodzinności, jaka jest pana rodzina?
Panagiotis: Kiedy pierwszy raz pojechaliśmy z dziećmi do Grecji zaprosiliśmy najbliższą rodzinę. Przyjechało rodzeństwo moich rodziców, moje rodzeństwo, kuzyni i uzbierało się ponad 60 osób.
Danuta: By zrozumieć mentalność i zwyczaje greckiej rodziny polecam film ,,Moje wielkie greckie wesele”. Pokazuje on świat Greków w humorystyczny sposób.
Panagiotis: Moja rodzina jest duża. Mam starszą o cztery lata siostrę i brata bliźniaka, od strony taty jest pięcioro rodzeństwa, a ze strony mamy czworo.
Danuta: Grecy znają bardzo dobrze swoje rodziny, kolejne pokolenia, pamiętają wszystkie osoby. Utrzymują relacje, to mnie zawsze zadziwia.
Panagiotis: Zwłaszcza we wcześniejszych latach rodziny były bardzo blisko, teraz to się zmienia. Część ludzi, szczególnie młodzi, wyjeżdża za granicę.
Jak to się stało, że w Polsce zaczęliście promować greckie tańce?
Danuta: W Grecji każdy powód jest dobry, żeby się spotkać, wypić wino, coś dobrego ugotować, potańczyć i pośpiewać. Nasza rodzina jest bardzo tańcząca, więc jak tam jeździłam, to dużo tańczyłam. Bardzo mi się to podobało. Zawsze miałam smykałkę do tańca, w liceum chodziłam na kurs tańca towarzyskiego. Dopiero jednak w wieku 40 lat postanowiliśmy otworzyć swoją szkołę tańca. Musiałam dojrzeć do tego, że przecież mogę swoją pasję rozwijać cały rok i pokazać Polakom coś fajnego z Grecji.
Jak się więc rozkręciła ta przygoda z tańcem?
Danuta: Znalazłam w Internecie nauczycielkę z Wrocławia, Irenę Konachowicz, która oprócz tańców greckich, uczyła tańców z całego świata.
Czyli najpierw zaczęła się pani uczyć?
Danuta: Tak, najpierw we Wrocławiu i okazało się, że Irena uczy w dzielnicy, w której ja się urodziłam i spędziłam dziesięć lat swojego życia. Jako sześciolatka uczęszczałam na zajęcia w domu kultury, w którym ona prowadziła zajęcia. Wzruszyłam się, bo to jednocześnie był mój powrót do dzieciństwa.
Panagiotis: W sumie to Danusia zaczęła praktycznie uczyć się dla siebie. Po jakimś czasie  Irena Konachowicz wpadła jednak na pomysł, czy ja jako Grek przypadkiem nie umiem tańczyć i nie mógłbym też poprowadzić warsztatów, i tak się zaczęło. Pomyśleliśmy, że skoro we Wrocławiu możemy prowadzić warsztaty, to zorganizujemy też u siebie w Łodzi i tak to się zaczęło.
Prowadzicie warsztaty z tańców w kręgu i tzw. liniowych.
Danuta: Taniec liniowy to moja bajka, to są tańce amerykańskie do muzyki pop, latino. O tyle jest to fajniejsze dla Polaków, bo nauczą się danej sekwencji kroków i tańczą do muzyki, którą znają z radia i telewizji. Jak nazwa wskazuje tańczymy je w linii, każdy tańczy solo, ale jednocześnie jesteśmy dużą grupą. Tańce w kręgu to tańce ludowe, pochodzą ze wszystkich krajów bałkańskich, Grecji, Rumunii, Bułgarii i Turcji, są równie proste, ale muzyka jest mniej znana. Tańczymy je w kołach i korowodach, wszyscy razem.
Te tańce są dedykowane dla każdego, młodszego, starszego?
Danuta: Oczywiście, że tak i pięknie to widać w Grecji, gdzie też tańczyliśmy podczas różnych festynów, wesel.
Panagiotis: Jeszcze 20 lat temu wesela odbywały się w centrum wsi, uczestniczyli w nich wszyscy mieszkańcy i jeszcze przyjeżdżali goście z kilku sąsiednich wiosek. Na różnych zabawach tańczą wszystkie pokolenia, również dzieci, które ledwo nauczyły się chodzić.
Danuta: Te tańce są naprawdę dla każdego. Najprostszy taniec grecki składa się z sześciu kroków. Mój mąż ma takie powiedzenie, że każdy krok jest dobry, chodzi o to, aby komuś na przykład nie zrobić krzywdy.
Panagiotis: Nie ma pomyłek w tańcu, często można improwizować, robić inny krok. Jeśli ktoś umie liczyć do sześciu, to umie tańczyć. Traktujemy taniec jako zabawę.
Danuta: To jest dla nas przyjemność, nie chodzi nam o jakiś biznes, tylko chcemy bawić się  jak mieszkańcy Grecji.
Panagiotis: Chodzi o to, że kończysz swoją pracę i masz czas wolny albo jesteś na emeryturze, to spotkaj się z ludźmi i mile z nimi spędź ten czas.
Łączycie prace zawodową z tańcami?
Danuta: Rano jestem germanistką, mąż ekonomistą, a popołudniami, wieczorami instruktorami i tancerzami. Prowadzimy obecnie pięć grup. Mam taki cel, żeby roztańczyć Polaków, postanowiłam to 15 lat temu i to kontynuuję.
Za wami też już pierwsze warsztaty w Konopnicy.
Danuta: Przed pandemią mieliśmy takie swoje ulubione miejsce, gdzie organizowaliśmy warsztaty, weekendowe spotkania naszej rodziny tanecznej i zapraszaliśmy dużo instruktorów. Teraz po pandemii wracamy do normalności, ale musieliśmy poszukać nowego miejsca. Pracuję na Politechnice Łódzkiej, dlatego zapytałam o możliwość pobytu w dworku i już kilka razy tutaj byliśmy. Bardzo nam się tutaj spodobało.
Jak to się stało, że w Konopnicy kupiliście dom?
Panagiotis: Pierwszy raz jak przyjechaliśmy na warsztaty, dokładnie rok temu w październiku, chodziliśmy po terenie dworku jeszcze z poprzednim kierownikiem. Ze względu na pandemię, chcieliśmy uciec z Łodzi, zwłaszcza, że mieszkamy w wieżowcu na 10. piętrze. Szukaliśmy od trzech miesięcy domu i nie wiem co mnie tknęło, ale zapytałem pana Włodka, czy ktoś w okolicy sprzedaje dom. Odpowiedział, że ten naprzeciwko jest do sprzedaży i jeszcze tego samego dnia spotkaliśmy się z właścicielką. W marcu br. sfinalizowaliśmy zakup. Teraz do 16:00 jestem w garniturze, a po 16:00 zmiana garnituru i remontuję dom.
Czyli planujecie zostać stałymi mieszkańcami Konopnicy?
Danuta: Taki jest plan.
Uda się też roztańczyć Konopnicę?
Panagiotis: Na pewno się uda, tym bardziej, że 28 października, w piątek wieczorem, jest zabawa w Domu Kultury w Konopnicy, na którą zapraszamy każdego chętnego, małego czy dużego.
Danuta: Byłoby cudnie, gdyby ludzie przyszli całymi rodzinami, dzieci, rodzice, dziadkowie, to byłaby kolejna namiastka Grecji w Polsce.


Katarzyna Cieślik
[email protected]

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kulisy.net




Reklama
Najnowsze wiadomości