Krzysztof Rutkowski po raz drugi zorganizował konferencję prasową pod wieluńskim sądem w sprawie opieki nad niespełna trzyletnią dziewczynką. Najsłynniejszy krajowy detektyw bez licencji zaraz po misji w Ukrainie przybył do Wielunia, aby poinformować media o przejęciu opieki nad córką przez swoją klientkę. Zasługi przypisał swojej firmie. Inaczej całą sprawę widzi ojciec dziecka. Mężczyzn przypomina, że córkę przekazał żonie sam, a Rutkowski w ich konflikcie nie dość, że nie pomógł, to nawet zaszkodził.
Na naszych łamach opisywaliśmy sprawę małej mieszkanki Żdżar. Opieka nad dziewczynką jest przedmiotem sporu rodziców. Malwina i Wojciech nie mogą dojść do porozumienia. Przypomnijmy, że do połowy grudnia ubiegłego roku małżeństwo mieszkało w Żdżarach. Wspólnie budowali dom, do którego planowali przeprowadzić się w ciągu kilku miesięcy. Matka postanowiła się wyprowadzić i zabrać dziecko. Miała zamieszkać w rodzinnym domu, a po kilku tygodniach wynająć mieszkanie w Wieluniu. Jak twierdzi Malwina jej mąż mógł widywać córkę.
W połowie lutego ojciec przejął opiekę nad trzylatką. Mężczyzna miał podjąć taką decyzję, kiedy w trakcie odwiedzin u dziecka, zaniepokoił go stan córeczki. Dziewczynka miała temperaturę oraz zaostrzoną chorobę dermatologiczną. Przebywała z opiekunką, a ojciec uzyskał informację, że matki w domu nie będzie do wieczora. Zabrał więc córkę do domu i wezwał lekarza. Żonę poinformował, że odtąd będzie zajmował się dzieckiem. Malwina mogła codziennie odwiedzać dziewczynkę. Wojciech rozpoczął też terapię dziewczynki, cierpiącej na zaburzenia rozwojowe.
Sytuacja funkcjonowała z mniejszym lub gorszym powodzeniem, dopóki na scenę nie wkroczył Krzysztof Rutkowski. Malwina postanowiła go wynająć, aby odzyskać pieczę nad córką. Podczas konferencji prasowej w połowie marca eks-detektyw przedstawił Malwinę jako ofiarę męża. Stwierdził, że mąż, pozbawiając ją opieki nad dzieckiem „wyrwał jej serce”. Były detektyw przedstawił również kontrowersyjny pogląd, że „miejsce dziecka jest, poza wyjątkowymi przypadkami, przy matce”. Malwina z kolei twierdziła, że mąż porwał jej dziecko.
W międzyczasie sprawą dziewczynki zajmowały się sądy. Sąd Okręgowy w Sieradzu wydał orzeczenie, zgodnie z którym na czas postępowania, opiekę nad córką będzie sprawowała matka. Z kolei Sąd Rejonowy w Wieluniu wydał nakaz wydania dziecka. Pan Wojciech kilka dni bił się z myślami. Ostatecznie, chcąc uniknąć scen, które dla dziewczynki mogłyby być traumatyczne, przekazał ją żonie.
W tym miejscu Rutkowski postanowił ogłosił sukces swojego biura. Według niego Malwina jest ikoną dla innych matek w podobnej sytuacji. Kobiety, które szukają siłowych i nietypowych rozwiązań mają dowód na to, że koordynując działania prawników i sądów, można odzyskać dziecko.
- Tego co czułam, kiedy straciłam córkę nie da się opisać – mówiła Malwina, przyznając, że liczyła na możliwość siłowego przejęcia córki, jednak Rutkowski od początku miał negować podobne rozwiązani.
- Odzyskałam dziecko i liczę na to, że uda mi się dojść do porozumienia z ojcem – stwierdziła.
Kobieta podaje, że chciałaby mediacji z mężem. Bez nich nie pozwoli na to, aby widywał się z córką, bo uważa, że znowu przejmie nad nią opiekę.
- Proponuję co drugi weekend i dwa razy w tygodniu, to jest propozycja, mąż może powiedzieć np. ze chce widzieć dziecko trzy razy w tygodniu – twierdzi pani Malwina.
- My musimy podpisać ugodę u mediatora.
Matka, która przez jakiś czas, według ojca, podważała potrzebę terapii dziewczynki podaje, że nie zaniedba tego elementu.
- Dziecko będzie uczęszczało na terapię , udowodnię – twierdzi.
Dziennikarze podczas briefingu pytali Rutkowskiego, w jaki sposób jego obecność wpłynęła na przebieg całej sprawy, ale oprócz frazesów z jego ust nie padły żadne konkrety. Biorąc pod uwagę fakt, że Wojciech sam przekazał dziecko, opierając się na wyrokach sądu, jedyne do czego doprowadził eks-detektyw to medialny szum i szeroka reklama usług własnej firmy. Ojciec dziecka twierdzi, że Rutkowski wręcz zaszkodził sprawie. Zarzucił mu dbanie tylko o interes matki i biura, a pomijanie dobro dziecka.
- Tak spieszyła się na wywiad do Rutkowskiego, że nie wzięła nawet terminu wizyty, pani w poradni była w szoku i to zachowanie żony odnotowała – mówił Wojciech, który postanowił również pojawić się na briefingu.
- Chcę panu powiedzieć, że zabrał pan dziecko przy pomocy obrzydliwych narzędzi, oblanie mnie pomyjami, zastraszaniem i kontrolami na moją firmę – oskarżył byłego detektywa.
Ojciec podawał, że po wizycie w poradni musiał zanieść dziecko do samochodu żony, ponieważ córka nie chciała iść.
- Ale pan pomógł, zachował się pan jak gentelman – pochwalił go Rutkowski.
- Ale czy pan pomógł? To się pan dowie za jakiś czas, czy pan zrobił coś dla dobra dziecka czy dla dobra matki, działa pan tylko dla dobra matki – stwierdził.
- Najważniejsze jest znaleźć wspólną nić porozumienia, widzimy tyle złego wokół siebie, tyle tragedii i dramatów, że ludzie, którzy mogą ułatwić sobie życie powinni to robić – stwierdził Rutkowski podsumowując konferencję.
Ojciec dziecka boi się, że matka będzie mu utrudniała kontakt z córeczką, pomimo publicznych deklaracji.
- Żona kłamała, mówiąc w trakcie konferencji, że jej propozycja to jest tylko punkt wyjścia, bo napisała mi, że nie wyobraża sobie niczego innego – twierdzi Wojciech.
- Chcę widywać córkę, zabierać ją co drugi weekend, jeździć z nią na terapię i zabierać ją do siebie na cztery, pięć godzin po to, by z nią pracować pod względem terapeutycznym i w ten weekend, kiedy nie będę widywał córki, czyli w tygodniu po tym weekendzie żebym miał córkę u siebie we wtorek i piątek. Chciałbym mieć jak najszersze kontakty z córką – mówi.
- Według mnie to było zupełne komercyjne działanie pana Rutkowskiego - uważa.
- Nie to nic nie dało, córkę oddałem dobrowolnie.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze