Reklama

Wędkarskie rozpoczęcie wakacji nad Jeziorkiem Wydrzynowskim

Lato nastało niezaprzeczalnie. Jak kraj długi i szeroki, festyny, pikniki i plenerowe imprezy wyrastają jak grzyby po deszczu. O powitaniu lata nie zapomnieli też wędkarze w gminie Działoszyn. W sobotę po południu, 20 czerwca, wędki, żyłki, haczyki, kołowrotki, spławiki, robaki, podbieraki poszły w ruch i tak, nad Jeziorkiem Wydrzynowskim, rozpoczęły się wędkarskie wakacje 2026.

W upalne sobotnie popołudnie nad brzegami Jeziora Wydrzynowskiego w Trębaczewie (gm. Działoszyn, pow. pajęczański) rozsiedli się miłośnicy wędkarskiej rywalizacji. Wiek, płeć czy doświadczenie nie miały znaczenia. Każdy mógł wziąć udział w czterogodzinnych zawodach spławikowych, bo jak głosiło hasło przewodnie tego dnia: Nie liczy się wielkość ryby, ale pasja do wędkowania.

Żar lał się z nieba i ryby wcale nie były chętne, żeby wyściubiać nosy z wody.

Ignacy Łakomy, wieloletni praktyk i znawca rybich zwyczajów, opowiadał reporterowi portalu kulisy.net o wpływie upalnej pogody na ryby. Jak mówił doświadczony wędkarz, znaczenie ma nie tylko temperatura, ale też ciśnienie. Drugiego dnia ponad trzydziestostopniowych upałów widać ich efekty w siatkach. A raczej mało co widać.

Reklama

- Takie temperatury są straszne dla nas i dla ryb. Koledzy, którzy tydzień temu po 6 kilogramów wyciągali, dzisiaj prawie nic nie połapali – podkreślał Ignacy Łakomy.

- Dzisiaj właściwie żadna ryba nie chciała współpracować. Może leszcz był jako tako łaskawy, ale bez rewelacji – dodał wędkarz.

Rozpoczęły się dywagacje nad doborem przynęty. Okazuje się, że mimo wzajemnej sympatii i współpracy, nie ma co liczyć na porady w tej kwestii. To już słodka tajemnica każdego wędkarza, strzeżona pilniej niż Fort Knox.

Reklama

- Nikt ci nie powie, jaką masz dać przynętę. To tajemnica każdego jednego wędkarza. Sam musisz do tego dojść. Jeśli sam nie dobierzesz, nie zrobisz odpowiedniej konsystencji zanęty, właściwej ilości robaków, ochotki i dobrze nie podasz, to ryby nie będzie – rozkłada ręce Ignacy Łakomy.

Coś tam jednak wędkarze powyciągali. Na najwyższym stopniu pudła stanął Ireneusz Fedoruk, któremu od początku nieźle szło.

- Nie dziwi nic – zgodnie skwitowali rywale i zażądali od zwycięzcy odtańczenia kazaczoka, w celu przypieczętowania wygranej.

Reklama

Co prawda, złoty medalista nie dał się namówić na żywiołowe pląsy, ale zdradził pewien sekret sukcesu.

- Jest takie przysłowie: Im wino starsze, tym lepsze. W moim przypadku też się to sprawdza. Dziwne, ale im jestem starszy, tym lepsze wyniki osiągam – mówił z przymrużeniem oka Ireneusz Fedoruk i dodał, że może nie jest jeszcze najstarszy wśród wędkarzy, ale już niedużo mu brakuje.

Srebro wywalczył Adam Kopera, a brązowym medalistą wakacyjnych zawodów został Ignacy Łakomy.

- Dzisiaj przyszedłem sobie lajtowo. Nie napinam się, bo jak za bardzo chcesz, to nie wychodzi. Z rybami jak z grzybami. Jeśli się zbytnio nastawisz, to koszyk pusty. A jak idziesz z przypadku, to nazbierasz, że ho, ho – podsumowuje ze stoickim spokojem Ignacy Łakomy.

Reklama

zebrał: Krzysztof Bularz

Miejsce zdarzenia mapa Wieluń
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kulisy.net




Reklama
Najnowsze wiadomości