Ma 27 lat, pochodzi z małej miejscowości Przywóz w gminie Wierzchlas, i właśnie zwyciężył w pierwszej polskiej edycji głośnego teleturnieju The Floor. Jakub Dominiak, skromny, ale niezwykle błyskotliwy pasjonat teleturniejów zgarnął główną nagrodę – 100 tysięcy złotych – i już wie jak ją wykorzystać. W rozmowie z portalem kulisy.net opowiada o kulisach programu, emocjach, trudach nagrań i... pomocy dla chorego kolegi.
Jakub Dominiak ma 27 lat i na co dzień zarządza zespołem w firmie ubezpieczeniowej w Warszawie. Ale jego największą pasją są… teleturnieje. – To taka pozytywna zajawka – mówi. I nie jest to przesada – Jakub ma już na koncie występy w „Va banque”, „Milionerach” i „Jakiej to melodii”. Teraz do tego dołączył sukces w The Floor, nowym hicie TVN-u, który zadebiutował w wiosennej ramówce i doczeka się kolejnej edycji.
Ale jego droga do sukcesu zaczęła się w Przywozie – niewielkiej wsi w gminie Wierzchlas. Tam dorastał, tam chodził do szkoły w pobliskich Mierzycach, a później – jak wielu młodych – przeniósł się do miasta, w Łodzi uczęszczał do liceum. Dziś mieszka i pracuje w Warszawie, gdzie kończy studia ekonomiczne. – To dla mnie super sprawa, że z tak małego miejsca można zdobywać szczyty, jak udział w teleturnieju i wygrana w ogólnopolskim programie. Ale bardzo cenię sobie powroty do Przywozu – spacery po lesie, chwile nad rzeką. To taka odskocznia od miejskiego zgiełku. – mówi Jakub.
Telewizyjna strategia i presja czasu
„The Floor” to nietypowy teleturniej. Na specjalnej planszy-podłodze staje 100 uczestników, a każdy z nich broni pola przypisanego do konkretnej kategorii wiedzy. Przez dwanaście odcinków gracze wyzywają się na pojedynki – przejmując kolejne pola. Główna zasada? Kto opanuje całą podłogę – wygrywa. – Fantastyczne przeżycie, super przygoda! Poznałem 99 niesamowitych osób. Myślę, że wszyscy dobrze wspominamy tę otoczkę nagraniową – wspomina nasz rozmówca.
Choć na ekranie wygląda to dynamicznie, prawda jest nieco inna: nagrania trwały trzy dni, odbyły się w Holandii, a uczestnicy często stali godzinami, czekając na wejście do gry. – Jak się stoi te kilka, kilkanaście godzin, a nie wiemy kiedy wejdziemy do gry, to może być taki moment, że te myśli trochę nam się rozjadą, a w momencie kiedy podłoga nam się podświetli trzeba wejść tam przy pulpicie i pokazać co się umie. Trzeba ten fokus złapać, aby nie dać się rozproszyć, więc jest to takie męczące na pewno pod względem tego żeby z jednej strony odpoczywać ile się da jak się stoi na tej podłodze, a z drugiej cały czas być skupionym i gotowym na wejście do gry. Kilkanaście godzin jazdy samochodem na miejsce też robi swoje – podkreśla.
Emocje inne niż w „Milionerach”
Jakub nie jest nowicjuszem. Ma już na koncie udział w kilku programach, ale „The Floor” był dla niego czymś nowym – nie tylko ze względu na format, ale i liczbę uczestników. – W Milionerach jesteśmy sam na sam z Hubertem Urbańskim. Wszystko skupia się na tobie, kamery, światła. W The Floor emocje są inne – dzieli je 100 osób, ale też presja czasu – 45 sekund na odpowiedź. W Milionerach masz cztery opcje i czas nieograniczony, ale to wcale nie jest łatwiejsze – tłumaczy.
Dominiak śledził zagraniczne wersje formatu jeśli chodzi o The Floor – holenderską i amerykańską – i celowo czekał na polską edycję. – Gdy usłyszałem, że program pojawi się w Polsce wiedziałem, że muszę się dostać.
Nasz gość nie przygotowywał się specjalnie do programu – jego wiedza to efekt czytania książek, śledzenia informacji a nawet… dziecięcych pasji. – Na pierwszym miejscu są książki. Potem ogólne informacje ze świata. No i teleturniejowe doświadczenie. A na końcu – życiowa wiedza, którą chłonie się każdego dnia – mówi.
Wielką rolę odegrały też sportowe pasje – finałowa kategoria to „języki świata”, a Jakub dzięki znajomości piłkarskich drużyn i ich narodowości poradził sobie znakomicie. – Jako dziecko spisywałem z Telegazety na telewizorze wyniki europejskich pucharów, rozstawienia, strzelców, nazwy drużyn. Wtedy jeszcze internet był w powijakach – podkreśla.
Mikołaj Roznerski i kulisy produkcji
Program prowadził Mikołaj Roznerski – znany aktor dla którego była to nowa rola. – To było coś świeżego dla niego. Czuć było, że też się stresuje podobnie jak my, ale wspieraliśmy się nawzajem. Każdy chciał i robił wszystko żeby to show dobrze wyglądało w telewizji – opowiada dalej Jakub.
Co ciekawe, choć program zakończył się dopiero w czerwcu, nagrania odbyły się jeszcze przed Wielkanocą. Finaliści musieli utrzymać tajemnicę przez ponad dwa miesiące. – To było najtrudniejsze – nie powiedzieć nikomu, nawet rodzinie. Ale wiedzieliśmy, że tak musi być – zdradza.
Wygrana z misją
100 tysięcy złotych – dla wielu to marzenie. Jakub ma jednak jasno określone plany. – Część przeznaczę na wkład własny do mieszkania, część na podróże – bo wiele odkładam od lat, głównie ze względu na brak czasu. Ale najważniejsze – część chcę przeznaczyć na leczenie kolegi Włodka, który walczy z białaczką. Jest po przeszczepie i potrzebuje nierefundowanego leku. Zbiórka trwa – brakuje ponad 50 tysięcy. Zachęcam każdego, kto może wesprzeć – na moich profilach w social mediach są linki – apeluje Dominiak.
A co dalej?
Czy Jakub wróci jeszcze na teleturniejową scenę? – Choć byłem w tym roku to jednak chciałbym znów wystąpić w 'Jakiej to melodii' – tym razem bardziej się przygotować. To już konkretny temat: muzyka. Tylko i aż. Piosenek przecież jest bardzo dużo. Jednak to nie ogólnowiedzowy teleturniej – zaznacza.
Bogata historia udziału w różnych teleturniejach wydawać by się mogło, że jest łatwą drogą do kolejnych castingów jeśli idzie o różnego rodzaju teleturnieje. Nasz rozmówca nie do końca zgadza się z tą tezą. – I tak i nie. Prościej na pewno pod tym względem, że mam obycie z kamerą i wiem w jaki sposób są prowadzone rozmowy, więc łatwiej jest mi się nie stresować. Z drugiej jednak strony nie wejdzie się w to jakby jak produkcja wyznacza sobie te osoby do programu i być może czasami oni woleliby nowe twarze, a nie osobę, która już gdzieś była – kończy naszą rozmowę Jakub Dominiak, zwycięzca pierwszej polskiej edycji teleturnieju The Floor.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze