Mieszkańcy Mokrska i inni chętni mieli niedawno okazję dowiedzieć się wielu ciekawych rzeczy o życiu dawnych Słowian. Stało się to za sprawą tutejszej Gminnej Biblioteki Publicznej, która na placu przed swoją siedzibą zorganizowała wydarzenie pod nazwą „Spotkajmy się pod słowiańskim drzewem”.
- Pomysł na zorganizowanie takiego spotkania zrodził się stąd, że słowiańskość robi się coraz bardziej popularna – wyjaśnia bibliotekarka Agata Rzeźnik. - Jest dużo książek na ten temat. Czytelnicy o nie pytają i chętnie wypożyczają. Więc nawiązując do tych zainteresowań, postanowiłam napisać projekt dotyczący słowiańskości. No i się udało. Dostaliśmy dofinansowanie z Centrum Rozwoju Inicjatyw Obywatelskich Opus w Łodzi i stąd to dzisiejsze spotkanie.
Ci, którzy na nie przyszli, na pewno nie byli zawiedzeni. Na przygotowanych przez organizatorów stoiskach mogli spotkać się z zielarką, popróbować potraw przygotowanych według dawnych, słowiańskich receptur, czy też odczytać tekst pisany starosłowiańskim alfabetem zwanym głagolicą. Dzieci uczyły się, jak robić proste zabawki z patyczków i kawałków wełny, takie jakimi bawili się ich rówieśnicy sprzed wieków. Wykazywały się również swoimi zdolnościami plastycznymi, malując gipsowe tabliczki z motywami nawiązującymi do średniowiecza. Znajdowały się na nich damy, rycerze, zamki albo wiedźmy. Do tej zabawy bardzo chętnie przyłączały się również dorośli.
Dla wszystkich absolutnym hitem była pracownia średniowiecznego alchemika, w której swoje nadzwyczajne umiejętności prezentował parający się tą profesją Bogusław z Wielunia. Warzył różnobarwne ciecze, ruchami swoich dłoni wzniecał ognie, a nawet zmieniał kawałki skał w złoto. A przy okazji opowiadał zgromadzonym widzom o historii alchemii i o tym, co jej zawdzięczamy. W średniowiecznego alchemika wcielił się Bogusław Kurzyński, nauczyciel geografii w I LO w Wieluniu.
Dużym powodzeniem cieszyło się też stoisko ze starosłowiańską strawą. Chętni uraczyć mogli swoje podniebienia kaszą na zimno i ciepło, taką samą, jaką jadali nasi przodkowie. A dla lubiących łakocie czekały „bocianie łapy”.
- Były to takie ciastka obrzędowe, jakie Słowianie piekli na wiosnę, gdy przylatywały bociany – uśmiecha się Agata Rzeźnik. - Miały one przynosić szczęście, więc my też mieliśmy takie ciastka.
A jeśli ktoś chciał spróbować czegoś bardziej pospolitego, to mógł się poczęstować inną starą potrawą - podpłomykami, które na grillu piekła dyrektorka biblioteki Renata Cieślak.
Atmosferę nadzwyczajności wprowadzała wiedźma, która przybyła na to wydarzenie z mroków średniowiecza. Była jednak bardzo miła i nawet dzieci jej się nie bały.
- Myślę, że ci co przyszli byli zadowoleni i podobało im się – podsumowuje spotkanie Agata Rzeźnik. - Świadczy o tym fakt, że pozostali z nami do końca. Może uda nam się coś podobnego powtórzyć w przyszłym roku.
Projekt „Spotkajmy się pod słowiańskim drzewem” sfinansowany został ze środków Narodowego Instytutu Wolności i Centrum Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego w ramach rządowego programu Fundusz Inicjatyw Obywatelskich NOWEFIO na lata 2021 – 2030.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze