Miał w ogóle nie biec, a wrócił z nowym rekordem życiowym. Artur Jasiński z Wielunia zajął 28. miejsce w klasyfikacji open i zwyciężył w kategorii M50 podczas 11. PKO Cracovia Półmaratonu z czasem 01.12:46. W rozmowie z portalem kulisy.net zdradził kulisy swojego niespodziewanego startu i emocje, jakie towarzyszyły mu na trasie.
Artur Jasiński bije rekord podczas 11. Cracovia Półmaratonu
Na trasę półmaratonu w Krakowie wyruszyła rekordowa liczba blisko 14 200 uczestników, co potwierdza, że ta impreza należy do największych biegów ulicznych w Polsce. W tym tłumie nie zabrakło Wieluńskiego Biegacza – Artura Jasińskiego, który po raz czwarty wystartował w krakowskim półmaratonie i... zrobił to w świetnym stylu.
Jego czas 01:12:46 – o 6 sekund szybciej niż jego dotychczasowa życiówka na dystansie półmaratonu (21, 0975 kilometra). Efekt? 28. miejsce open i 1. miejsce w kategorii M50.
– Trasa nie należała do bardzo szybkich, ale pogoda była dobra do biegania, choć od 7 kilometra do mety biegłem sam i wiatr czasami mocno przeszkadzał. Poza tym był to start spontaniczny, nieplanowany – powiem więcej, nie chciałem tam pobiegać. Mnie tam w ogóle nie powinno być, nie byłem zapisany na te zawody. Pakiet dostałem od kolegi Michała ze Stowarzyszenia Wieluń Biega w czwartek – mówił w rozmowie z portalem kulisy.net Artur Jasiński.
Rekord mimo zmęczenia po obozie
Artur Jasiński do Krakowa przyjechał prosto po bardzo ciężkim obozie treningowym w Szklarskiej Porębie, gdzie w ciągu dwóch tygodni pokonał niemal 400 kilometrów, z czego większość w deszczu.
– Jestem po bardzo ciężkim obozie, 14 dni i prawie 400 kilometrów w nogach, z czego 300 biegane w deszczu, bo pogoda nie rozpieszczała – wyszło chyba 25 jednostek treningowych. W środę biegałem jeszcze ciężkie treningi: rano 6 x 2 km po 3:25/km, a po południu drugi trening – 20 x 400 m po 3:15/km. Piątek i sobota normalne treningi, w niedzielę start i nowe PB (Personal Best – rekord życiowy) poprawione o 6 sekund. Walka była do ostatniego metra – ostatnie 600 metrów biegłem z prędkością po 2:55/km – relacjonował Wieluński Biegacz.
Jak przyznał, atak na rekord życiowy w ogóle nie był planowany.
– Tak naprawdę liczyliśmy z trenerem na mocny bieg, ale atak na PB nie był brany nawet na sekundę pod uwagę. Nie wiem do końca, co tak naprawdę stało się w Krakowie. Cieszę się z nowej życiówki. Teraz pod okiem mojego trenera Grzegorza Kujawskiego mam wszystkie nabiegane rekordy życiowe, na dystansach od 5 kilometrów aż do maratonu – zaznaczał nasz rozmówca.
Jasiński nie zapomniał o słowach wdzięczności, dla tych dzięki którym może się rozwijać sportowo.
– Dziękuję za wsparcie Aptece Burchacińscy i Piekarni Graczyk. Bardzo mocno to doceniam – podkreślał.
Kolejne cele: Warszawa, Poznań i... Walencja
Mimo świetnego startu w Krakowie, Artur Jasiński już myśli o kolejnych wyzwaniach, o które pytaliśmy zastanawiając się co dalej w kontekście biegowych planów w najbliższych tygodniach.
– To wszystko zależy od wielu czynników. Chciałbym pobiec Bieg Niepodległości w Warszawie albo Poznaniu, ale to będzie decyzja na ostatnią chwilę – albo odpuszczę. Najważniejszy dla mnie jest maraton w hiszpańskiej Walencji – zapowiadał.
Start w Walencji na dystansie maratonu zaplanowano na 7 grudnia, i to właśnie tam będziemy mogli trzymać kciuki za czołowego biegacza w kraju kategorii M50 w Polsce.
Oczywiście w krakowskim półmaratonie pobiegli również inni reprezentanci regionu, w tym Stowarzyszenia Wieluń Biega o czym więcej w oddzielnym materiale.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze