Andrzej Płuciennik jest sołtysem od ćwierć wieku. Od początku jego kadencji najważniejszym zadaniem była poprawa stanu dróg w Broszęcinie i Kolonii Broszęcin. Obecnie na terenie sołectwa wszędzie położony jest asfalt. Gospodarz wsi przyznaje, że wiele inicjatyw udało się wykonać we współpracy zarówno z kopalnią, gminą, jak i mieszkańcami.
Wybory sołeckie po raz pierwszy wygrał w 1995 roku.
- Byłem też sołtysem Kolonii Broszęcin, które stanowiło odrębne sołectwo, ale kiedy na naszych terenach ruszyła kopalnia, zostało tam ok. 10 gospodarstw, a wcześniej było z 40 domów – wspomina Andrzej Płuciennik.
- Zrobiliśmy zebranie, przyłączyliśmy Kolonię do Broszęcina i powstało sołectwo Broszęcin-Kolonia Broszęcin.
Trzy lata później Płuciennik został radnym i tą funkcję pełnił przez 12 lat. Przyznaje, że od początku pracy społecznej najważniejsze było zrobienie dróg. Pierwszy odcinek udało się wykonać w dwóch etapach, od szkoły do drogi wojewódzkiej. Obecnie w sołectwie wszystkie drogi są asfaltowe, a niektóre z nich wymagają już remontu. Od kilku lat trwają m.in. starania o nową warstwę na drodze powiatowej, dokładnie 800-metrowym fragmencie.
Za kadencji Andrzeja w Broszęcinie powstało boisko (drugie w gminie, pierwsze było w Białej) z prawdziwego zdarzenia.
- W tym miejscu było ściernisko, a teraz jest boisko. Uprawiali tam kiedyś zboża, w latach 70-tych wyrównali teren i podszykowali grunt pod boisko – opowiada sołtys.
- W 2000 r. przywieźli ziemi z kopalni, gmina kupiła trawę, młodzież pomagała przy pracach. U nas było 40 chłopaków chętnych do gry, w tym ja, już żonaty, ale jeszcze się grało. Co tydzień odbywały się mecze. Klasa B z Rząśni miała swoje rozgrywki, z Kiełczygłowa też przyjeżdżali. Później zrobiliśmy jeszcze boisko do siatki i powstało też mniejsze boisko z małymi bramkami. Z niego teraz przeważnie najczęściej korzystają mieszkańcy i z bieżni.
Do 2015 r. w Kolonii Broszęcin funkcjonowała szkoła, ale z powodu zbyt małej liczby uczniów została zlikwidowana. Budynek w tej chwili nie jest użytkowany, ale były jego plany adaptacji m.in. na szkołę dla niepełnosprawnych, którą chciały otworzyć dwie panie z Częstochowy. Ostatecznie nie spełniły wszystkich wymogów, a na razie nie ma pomysłów na wykorzystanie obiektu.
Prężnie w sołectwie działa za to straż, w której Płuciennik pełni funkcję sekretarza. W odnowionej remizie odbywają się zebrania, organizowane są wesela, jak i spotkania społeczności, m.in. z okazji sylwestra, czy dnia kobiet, które Broszęcin zapoczątkował w gminie. Strażacy specjalnie na to święto, przed pandemią, przygotowywali poczęstunek dla pań.
- Z pomocą mieszkańców, sponsorów udało się odnowić krzyże przydrożne, przy dwóch pojawiły się ogrodzenia, a trzeci został obudowany cegłą – wymienia kolejne zadania gospodarz wsi.
- Sołtyska z Kodrania wytypowała mnie też do GaszynChallenge. Na boisku ponad 20 osób podjęło się tego wyzwania. Była to też integracja mieszkańców, a ostatecznie mieliśmy ponad 1300 wyświetleń.
Ważną inicjatywą za kadencji Płuciennika było zagospodarowanie zaniedbanego i zarośniętego stawu, który w części udało się zasypać i zasiać trawą. Ziemię udało się pozyskać z kopalni, wójt z prywatnych środków zasponsorował zakup trawy, a społeczność wspólnymi siłami zrobiła porządek na stawie.
- Oświetlenie jest prawie wszędzie, zostało do zamontowania w tej kadencji około sześciu lamp. Złożyliśmy też podanie o plac zabaw przy boisku w Kolonii Broszęcin – przyznaje sołtys.
- Do zrobienia pozostanie jeszcze droga powiatowa i dokończenie przy niej ścieżki rowerowej, a za dwa, trzy lata do remontu będzie już droga przez wieś. Są też różne bieżące sprawy, trzeba komuś pomóc, doradzić, ale po to jest sołtys. Jak czegoś nie wiem, to dzwonię do radnego, czasem do gminy, a z poważnymi rzeczami zdarzy się, że też do wójta.
Andrzej jest już na emeryturze. Wolny czas poświęca wnukom, ma ich pięcioro, z czego dwóch wozi na treningi do klubu w Rząśni. Sam jest kibicem sportu, m.in. siatkówki, tenisa, kolarstwa, czy piłki nożnej. Zasiada też w zarządzie LKS Czarni Rząśnia. Poza sportem i polityką, ogląda też kabarety i stare filmy. Hoduje króliki, kury, kaczki i cztery gołębie. Przyznaje, że lubi żartować, ale jest także nerwusem. Żyłkę społecznika ma po tacie, który był m.in. strażakiem. Zauważa, że dawniej ludzie też więcej pomagali sobie nawzajem i stąd teraz bez problemu angażuje się w prace społeczne.
- Sołtys powinien być szczery, z każdym powinien pogadać i nie bać się krytyki. Na mieszkańców zawsze mogę liczyć, podobnie jak na strażaków, radnych i władze gminy, a i współpraca z kopalnią też się układa - podsumowuje Płuciennik.
- Jest miło, kiedy się komuś pomoże. Lubię być między ludźmi, pogada się z nimi o różnych sprawach, życiu, bo bez ludzi to ja przecież nic nie znaczę.
Katarzyna Cieślik
[email protected]
Katarzyna Cieślik
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze