Janina Podgórniak 24 czerwca skończyła 100 lat, choć wcale nie wygląda. Czyta bez okularów, najlepiej w rodzinie obiera ziemniaki i pamięta jeszcze wiersze ze szkoły. Jubilatka doczekała się czworo dzieci, 12 wnuków i 16 prawnuków.
Na świat przyszła 24 czerwca 1922 r. Wychowywała się i mieszkała w Bębnowie, w gminie Konopnica. Miała czworo rodzeństwa, trzy siostry i brata, ale już żadne z nich nie żyje. Dwa miesiące temu zmarła młodsza siostra, miała 94 lata. Mama żyła 76 lat, a tata 84.
- Krowy się pasło, do szkoły się chodziło, później w rolnictwie się pracowało, niczego w gospodarce nie brakowało, mieliśmy wszystko swoje, a teraz więcej trzeba kupić – mówi Janina Podgórniak.
Miała 17 lat, kiedy wybuchła II wojna światowa. Wspomina pracę w suszarni tytoniu w Krakowie i u Niemca w polu w Wierzchlesie. W 1946 r. wzięła ślub.
- Mąż przyjechał po wojnie z Francji, bo został tam wysiedlony. Trzy tygodnie i było wesele. 7 lipca minie 76 lat, a mąż (był 8 lat starszy od Janiny) już 30 lat nie żyje – opowiada Podgórniak.
100-latka doczekała się czworo dzieci, syna i trzech córek. Bez problemu wymienia daty ich urodzenia. Jest też dumną babcią 12 wnuków (najstarszy ma 52 lata, a najmłodszy 30) i prababcią 16 prawnuków, w tym tylko trzech chłopców.
- Dzieci dobrze się uczyły, siedem wnuków jest po studiach. Nauczyciele mnie też wysyłali, że ja muszę się uczyć, ale za daleko było do szkoły do Osjakowa, a nie było pojazdów. Wszystko mi dobrze szło w szkole, jeszcze teraz pamiętam wierszyki. Jak Piłsudski umarł, to taki długi wiersz mówiłam w Konopnicy i wciąż go pamiętam – przyznaje 100-latka.
Janina nie miała możliwości kontynuowania nauki, ale za to poświęciła się wychowaniu dzieci. Później pomagała też w opiece nad wnukami.
- Nie było kiedy odpoczywać, na wieczór lubiłam szyć dla dzieci – dodaje Podgórniak.
25 lat temu przeprowadziła się do najmłodszej córki do Urbanic.
- Mama zawsze była troskliwa, dzieci były dla niej ważne, nie krzyczała, nie biła, może czasami była aż nadopiekuńcza – zdradza Elżbieta Gajęcka, najmłodsza córka Janiny.
- Pamiętam, że jak moje dzieci przychodziły ze szkoły, to obiad musiał być zawsze na stole. Na pewno nauczyła mnie gotować i życia, jak każda mama. W tej chwili nie muszę się opiekować mamą, jeszcze jest na tyle sprawna, że naszykuje sobie śniadanie, kiedy idziemy do pracy. Bywały dni gorsze, wcześniej dwie zimy z rzędu leżała i wtedy wymagała większej opieki. Teraz jeszcze ewentualnie obierze ziemniaki, sama się nawet domaga, bo twierdzi, że ja za grubo strugam.
- Oby tak dalej, w zdrowiu, jeszcze żyła parę lat. Moja córka sprawiła jej jeszcze jeden prezent na urodziny, bo przybędzie kolejny prawnuk – dodaje Gajęcka.
Janina Podgórniak teraz przede wszystkim dużo odpoczywa, czyta…bez okularów kolorowe gazety, ogląda telewizję, głównie wiadomości, czasami ,,Jaką to melodię?”, jakiś film i obowiązkowo w każdą niedzielę mszę świętą. Dawniej, kiedy mieszkała jeszcze w Bębnowie, trzy kilometry pieszo chodziła do kościoła w Szynkielowie.
100-latka ma wciąż bardzo dobry słuch i słyszy każdy telefon. Jeszcze dwa lata temu na weselu u wnuczka zatańczyła. Teraz ma kłopoty zdrowotne ze stopami.
- Nie zdaję mi się, że 100 lat minęło, dopiero małe dzieci były, a tu już wszystko dorosłe – podsumowuje jubilatka.
- Nic teraz już mi nie potrzeba. Za dużo nie płakałam w życiu, bo nie miałam prawie czego, nie było żadnych tragedii. Dużo się nie stresować trzeba, nie za dużo pojadać. Najwięcej to lubię sery, trochę drobiu, ale tak to wcale mięsa nie uważam, teraz smaki mi się trochę zmieniły, bo zgaga pali, ani placka, ani bułki nie zjem. Wódki nie próbowałam.
- Nie wierzę jeszcze, że to 100 lat. Bliscy mówią, że na 80-stkę jeszcze wyglądam, ale na setkę to nie – kończy Janina Podgórniak.
Katarzyna Cieślik
[email protected]
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze