Jest zagorzałym samorządowcem i miłośnikiem historii swojej wsi, Niwisk Górnych, gdzie od lat pełni funkcję sołtysa. Jego pasją jest tenis stołowy. O wiszącym nad całą radą widmie referendum, a także problemach ze śmieciowym gigantem, Eko-regionem, z Leszkiem Janeczkiem, przewodniczącym rady gminy Pajęczno, rozmawia Magdalena Lizurej.
Magdalena Lizurej: Spotykamy się tuż po unieważnieniu przetargu na wywóz odpadów. Eko-region, który od dawana jako jedyny składa oferty, tym razem nic gminie nie zaproponował. I co teraz?
Leszek Janeczek: Spodziewałem się, że z odpadami mogą być problemy. Przestrzegałem przed taką sytuacją. Gmina pozbyła się wszystkich swoich uprawnień do nieruchomości, pozwoliliśmy stworzyć spółkę, gdzie utraciliśmy kontrolę nad nią. Nie mamy od 2016 roku własnego przedstawiciela w radzi nadzorczej. To są wyniki zaniechań sprzed lat. Ale za tę sytuację jest też odpowiedzialny ustawodawca. Nie przewidział, że może dojść do takiej sytuacji, że nikt się do przetargu nie zgłosi. I co my mamy teraz zrobić? Jesteśmy pod ścianą
To wygląda, jakby Eko-region wam paluszkiem groził.
W cudzysłowie to jest pewne grożenie, tak myślę. Firma pokazuje taki swój pazur, a rada też jest nieugięta. Też wyraziła opinię w sprawie poszerzenia czy podwyższenia wysypiska. Może nie bezpośrednio, bo te bezpośrednie decyzje zapadną później, ale były petycje mieszkańców, które przyjęliśmy.
Eko-region zamiast pokazać dobrą wolę teraz zaognił i tak napiętą sytuację pomiędzy firmą a lokalną społecznością?
Jest powołana rada interesariuszy, nie możemy się spotkać z powodu pandemii, ale do takiego spotkania powinno w końcu dojść. Wraz z innym radnym jesteśmy w jej składzie. Trochę za późno te konsultacje społeczne są przeprowadzane. W Niwiskach Górnych, a jest to wieś pod konserwatorem zabytków jako jedyna wioska w gminie Pajęczno typu zagrodowego, jest centrum wydobycia kamienia wapiennego. Nasz sąsiad, który prowadzi tę działalność również naraża nas na niedogodności. Ale te konsultacje społeczne są prowadzone. Rozmawiamy, on nas wspomaga. Raz przedsiębiorca robi krok do tyłu, raz my jako społeczeństwo. Wybudowano taśmociąg, więc jeśli chodzi o zrzut kamieni, to się poprawi. Widać, że firma dąży do tego, aby zapylenie i hałas były mniejsze. Widać poprawę w stosunku do lat 80- czy 90- tych ubiegłego wieku.
Teraz sporo osób pluje sobie w brodę, że w odpowiednim czasie nie powstrzymało rozbudowy Eko-regionu. Można było zapobiec obecnej sytuacji?
Jestem radnym trzecią kadencję. Pierwsze decyzje były podejmowane, jeśli dobrze pamiętam, w latach 90-tych ubiegłego wieku. Ale wysypisko powstawało jako lokalne. Ze strony władz centralnych były nawet zachęty, żeby takie składowiska robić dla gmin. Teraz się okazało, że te dochody są świetne, ale nie dla gmin, ale funduszy ochrony środowiska. W międzyczasie doszło do powiększenia wysypiska o 1,8 ha. To był rok 2013. Było głosowanie, był sołtys Dylowa A, była poprzednia pani sołtysina, było kilkoro mieszkańców. Może niezbyt wielu, ale sprzeciw był, aby nie powiększać. To jest w protokole. Trzech radnych było przeciw, między innymi ja. Te decyzje na przestrzeni lat, a było ich kilka, był podejmowane za poprzedniej władzy. Mamy przecież wojewódzki program gospodarowani odpadami. Potem były RIPOKi, gdzie nasza gmina przystąpiła i powstała Regionalna Instalacja Przetwarzania Odpadów. A można było odmówić. Stało się jak się stało.
A co pana zdaniem można było zrobić?
Oni mogą sobie przyjmować ile chcą śmieci, bo są właścicielami tego terenu. Gmina aportem przekazała spółce grunty. Już nie mamy gruntów. Wielkość składowiska dzisiaj to jest 12,5 ha, a planowane jest kilkukrotne powiększenie. To się w dodatku wiąże z wycięciem lasu. Pod składowiskiem znajduje się główny zbiornik wód podziemnych 326 E Częstochowa. Powstaje pytanie dlaczego nie wprowadzono ochrony tego zbiornika. Wystarczyło o to zadbać i składowisko nie mogłoby powstać
Jak dużej rozbudowy chce Eko-region?
W tej chwili składowisko, które miało funkcjonować do 2032 roku jest praktycznie zapełnione. To świadczy że bardzo dużo śmieci wpłynęło. Plany rozbudowy wiążą się z degradacją całego ekosystemu leśnego. To jest bardzo niepokojące. Od strony zachodniej wpłynęłoby to na Pajęczno, Dylów Rządowy. Szlachecki Tuszyn. W naszej radzie ekologia jest chyba na pierwszym miejscu. Widzę, że radni wzięli sobie do serca ochronę środowiska. Równowaga ekologiczna na następne pokolenia jest istotna. Nie wysypisko chcielibyśmy następnemu pokoleniu zostawić, ale las. Ta równowaga biologiczna czy ekologiczna została naruszona. Przyjęliśmy petycje mieszkańców w sprawie sprzeciwów dotyczących podwyższenia rzędnych i powiększenia. Teraz czekamy na decyzję pana burmistrza.
Który będzie się posiłkował opiniami Regionalnego Dyrektora Środowiska i miejscowego sanepidu. A te są pozytywne.
To prawda, ale to są tylko pinie. Pan burmistrz kieruje się zasadą zrównoważonego rozwoju. Może będzie kierował się zasadą przezorności. Nie wiem. Nie chcę tu wchodzić w to pole. To należy do wyłącznej kompetencji pana burmistrza. Przedłużył postępowanie i tu nie ma tu żadnej złej woli, choć takie zarzuty, moim zdaniem bezpodstawne, się pojawiają. Przyjdzie czas, to pan burmistrz podejmie decyzję. Ja nie wiem, jak ona będzie.
Pajęczański sanepid wydał pozytywną decyzję i nie dziwi to pana?
Nie wiem na jakiej podstawie wyraził pozytywną opinię. Stan środowiska jest zły. Zachorowalność na nowotwory jest bardzo wysoka, szczególnie płuc. Na terenie województwa jesteśmy na wysokim miejscu. Na podstawie raportu ja bym takiej opinii nie wydał. Bo trzeba by było biegłego powołać, zrobić badania mieszkańców na wszelkie inne choroby. Sanepid pajęczański wydaje wiele decyzji, uważam że powinien się może bardziej wnikliwie przyjrzeć sprawie, zwłaszcza zapachowej, bo z tego co słyszałem są przekroczone normy amoniaku. Należałoby tam wprowadzić monitoring. To jest zaniedbanie.
To rada gminy podejmie uchwałę w sprawie zmian w studium i planie zagospodarowania przestrzennego, które ewentualnie umożliwią powiększenie wysypiska. Ale zgoda na podobne zmiany jest chyba mało realna?
Firma złożyła wniosek, a pan burmistrz przygotowuje odpowiednią uchwałę i przedłoży ją radnym. Póki co taki dokument nie wpłynął. Pamiętajmy, że zmiany w studium są poprzedzone konsultacjami społecznymi, to jest również debata publiczna. Byłem na kilku debatach publicznych, gdzie było bardzo mało mieszkańców. Jestem zaniepokojony, że mieszkańcy tak słabo się interesują planem zagospodarowani przestrzennego i studium. Przykładem ostatni konflikt, czyli budowa stacji Orlen. Nie pominiemy żadnej procedury. Podkreślam żadnej. Będą spotkania z mieszkańcami. Nawet proponowałbym przeprowadzić rozprawę administracyjną zgodnie z KPA. Nie dziwię się oczekiwaniom mieszkańców, bo nikt przecież nie chce mieszkać na wysypisku.
Wspomniał pan o utracie kontroli nad Eko-regionem. Burmistrz Piotr Mielczarek cieszy się, że chociaż Pajęczno ma swojego człowieka w zarządzie. Co pan myśli o nominacji Iwony Koperskiej?
Ja przyznaję że byłem bardzo zaskoczony. Z mediów słyszałem, że żądają głowy pani Koperskiej. Tam są już jakieś polityczne przesilenia. Ale dla mieszkańca byłoby bardzo ważne, żeby te ceny za składowanie odpadów były jak najmniejsze. Czy to się przełoży , tego nie wiem, dajmy czas pani radnej Koperskiej. Wszyscy mamy nadzieję, że to się przełoży na działania Eko-regionu w obszarze naszej gminy. Nie ukrywam, że jest to dla mnie trudne pytanie, tym bardziej, że jestem w Prawie i Sprawiedliwości. Ja szanują panią Koperską. Jest to samorządowiec, który angażuje się w życie lokalnej społeczności. Przyjdzie następna władza i też będą nominacje i tak będzie zawsze. Jedno co warto zaznaczyć, to że wszystkich nas będą rozliczać przy urnach wyborcy. I przewodniczącego Leszka Janeczka i burmistrza i panią Koperską też.
Póki co jednak musicie rozwiązać problem braku rozstrzygniętego przetargu.
Byłem zwolennikiem pomysłu, aby tworzyć swoją spółkę i kupować swoje samochody. Wywóz odpadów jest najtańszy w tych gminach, które takie spółki posiadają. Gdybyśmy mieli dwa samochody czy kupione za 100 czy 200 tys. zł czy wzięte w leasing, bylibyśmy niezależni. Były rozmowy o tworzeniu też takiej spółki międzygminnej. Sytuacja stała się podbramkowa. Co my zrobimy? Robimy przetarg na kolejne dwa miesiąca albo zlecamy na miesiąc? Nie wiemy czy ktoś do przetargu stanie. Jaką ustawodawca zapewnia nam pomoc? Błąd polegał na tym, że oddano gminom gospodarkę odpadami. Do 20012 roku każdy mieszkaniec wybierał sobie firmę, odbierająca odpady. Do Niwisk przyjeżdżały dwie. Teraz nie ma konkurencyjności. Jesteśmy coraz bardziej ucywilizowani i będziemy produkować coraz więcej odpadów, więc uważam, że trzeba iść tą ścieżką co zachód, czyli termicznych spalarni i wykorzystania tej energii do produkcji prądu i ciepła. Oraz eliminacji plastiku.
Mieszkańcy są zbulwersowani, bo mają wysypisko pod nosem, a ceny za wywóz odpadów coraz wyższe. Dziwi im się pan?
Ta stawka nie jest zależna od widzimisię radnych. To kalkulacja. A wynika z tonażu śmieci i wzrostu opłaty środowiskowej. W 2017 roku wynosiła 24,50 za tonę a teraz 295. Wiadomo, że ten koszt firma przerzuca na mieszkańców. Stąd i ceny idą w górę. Mieszkańcy nam sygnalizują swoje niezadowolenie. Ale radni w tym wypadku są ustawieni po ścianą. Ustawodawca tak skonstruował ustawę, że nie ma furtki wyjścia. Rada staje chłopcem do bicia i wszystko spada na radę. W naszym wypadku zdecydowaliśmy o dopłatach dla mieszkańców. W ubiegłym roku z kalkulacji wychodziło, że powinni zapłacić po 22 zł od osoby, a my ustaliliśmy stawkę na 17,50. Teraz zamiast 27 zł, stawka wynosi 25 zł, a od tego jeszcze przysługuje ulga w wysokości 2 zł za kompostownie frakcji bio we własnym zakresie.
Dokładacie do gospodarki odpadami, chociaż zgodnie z ustawą nie powinniście. Nie boicie się reperkusji ze strony Regionalnej Izby Obrachunkowej?
Dwa złote to jeszcze nie jest taka duża dopłata. Są samorządy, gdzie te dopłaty są wyższe. W Działoszynie mogło wyjść dużo więcej, a stawka została na tym samym pułapie. Rząśnia, Szczerców, Kleszczów. Jeśli RIO ma to sprawdzać, to bardzo proszę, żeby taktowała wszystkich równo
Ale mieszkańcy chyba nie docenili tego ukłonu w ich stronę. Chcą odwołać zarówno burmistrza, jak i radnych. Zbierają już głosy w sprawie referendum. Czuje się pan urażony?
Jestem sołtysem Niwisk Górnych i kiedyś przeszedłem procedurę o odwołanie. W gazetach pojawiły się tytuły „Polowanie na sołtysa” czy „Chcą głowy sołtysa”. Powodem miała być utrata zaufania do sołtysa. Było zebranie, było gorąco, weszły aspekty polityczne. Te zarzuty nie przekonały większości mieszkańców i nie zostałem odwołany. Piastuję stanowisko przewodniczącego rady i też zdaję sobie sprawę, że na każdym etapie może być wniosek o odwołanie. Na tym polega samorządność. W naszej gminie samorządności i demokracja jak widać mają się dobrze. Na początku chciano doprowadzić do odwołania burmistrza, a potem dokoptowano do tego radę miejską. Ja szanuję wnioskodawców i ich prawo do wszczęcia takiej procedury.
A jak się pan ustosunkuje do zarzutów?
Nie zgadzam się z zarzutami wobec rady miejskiej. Bo w polemikę miedzy wnioskodawcami a panem burmistrzem nie chcę wchodzić. Ja osobiście jako radny Janeczek nie zgadzam się. Osiem lat byłem w opozycji w poprzednich kadencjach i ja bym takie referendum musiał co miesiąc robić, w wielu kwestiach. Były różne obietnice niespełnione, remont przedszkola, mieszkania socjalne, uchybienia wykryte po kontrolach RIO. Ale ja nie posunąłem się do referendum. Chwalę aktywność pani sołtys (Kamili Krzak-Sojdy, przyp. red.) i jej obecność na sesjach. Tego drugiego wnioskodawcy nie widziałem na ani jednej sesji, dlatego te zarzuty mnie dziwią . Jeśli dojdzie do referendum, to suwerenem są mieszkańcy. Powołali nas i mogą nas odwołać. Uszanuję decyzję. Osobiście uważam, że ten konflikt jest nam w tej chwili niepotrzebne i to referendum też. Myślę, że będzie kosztować parę groszy, nie powiem w tej chwili ile. Potrzebny nam jest spokój i współpraca.
Burmistrz zwraca uwagę, że pełni stanowisko dopiero od dwóch lat, więc dziwi się tak surowej ocenie.
To prawda, że przejął sporo po poprzedniej władzy. Widać jego pozytywne działania chociażby po redukcji etatów w gminie.
No właśnie to powołanie zastępcy, czyli de facto przyjęcie nowej osoby, przyspieszyło całą procedurę. Pan o to stanowisko pretensji nie ma?
Przyznaję, że dowiedziałem się o tym powołaniu dopiero na sesji, ale decyzja o powołaniu zastępcy należy do kompetencji burmistrza i konsultować tego nie musiał. Wiceburmistrz odpowiada przed burmistrzem. My rozliczamy pana burmistrza w formie absolutorium. Adama Stacherę znam jako osobę publiczną, przychodził na sesje zdawać sprawozdania z działalności ZOZu. Liczę na to, że tak jak obiecuje, zajmie się ściąganiem środków zewnętrznych.
Mieszkańcy wytykają, że Piotr Mielczarek obiecywał podczas kampanii rządzić sam, czują się oszukani. Pan nie?
Nie pamiętam czy były takie obietnice. Przez tyle lat spotkałem się z kilkoma wiceburmistrzami. Najpierw był jeden, wrócił do zakładu pracy, potem był asystent. Też to były koszty. Każdy ma prawo do swojej opinii. Za poprzedniej władzy w ogóle robiono dużo projektów, których potem nie realizowano.
A jak układa się współpraca w radzie i pomiędzy burmistrzem a radnymi?
Konfliktów i polaryzacji nam nie brakuje nigdzie. I na niwie sąsiedzkiej i rodzinnej i społecznej. To mnie niepokoi. Gdzie wioska to konflikt. Gdzie gmina tam konflikt. A tutaj trzeba krok do tyłu zrobić czasami. Uważam, że nasz rada miejska jest na dobrym poziomie merytorycznym. Nie chodzi tylko o długość dyskusji, ale zapewne pani sama zauważyła, że te nasze sesje trwają dość długo. Są w naszym powiecie gminy, gdzie te sesje trwają po 10,15, 20 min, ale to też nie jest dobre, bo znaczy że radni nie dyskutują. Rada działa zgodnie z ustawami, mamy nadzór wojewody, RIO. Praca jest transparentna. Każdy patrzy nam na ręce. Jest transmisja przede wszystkim. Działamy dla dobra mieszkańców. Jak przyglądam się innym samorządom, to nabieram przekonania, że niejeden burmistrz mógłby zazdrościć takiej rady. Albo z drugiej strony patrzeć na nas z niepokojem, bo jesteśmy wnikliwi. Kiedy weszła ustawa o samorządach wszyscy mieli nadzieję, że nie będzie tej polityki dużej, ale ona nam tu weszła. Proszę się nie łudzić, że nie ma polityki w samorządach. Polityka jest była i będzie w samorządach. W Pajęcznie mamy klub opozycyjny, „silna gospodarna gmina”. Ale tak jak podkreślam, cenię to, że dyskusje są merytoryczne.
Dojście do porozumienia w kwestii budżetu było trudne?
Budżet uchwala rada a propozycje przedstawia burmistrz. To wymaga sporo pracy, również kierowników. Do tego są subwencje z budżetu państwa. Dochody w tym roku to ponad 62 mln z czego bieżące 53 mln. A wydatki 63,2, bieżące 51,7 mln a na inwestycyjne przeznaczymy ponad 11,4 mln zł. I to pewnie ta kwota najbardziej interesuje mieszkańców. Każdy z radnych do budżetu może złożyć swoje propozycje, ale nie da się wszystkich zmieścić.
Burmistrz zaproponował deficytowy budżet i zaplanował emisję obligacji. Zgodziliście się, więc przykładacie rękę do zadłużenia gminy?
Deficyt w wysokości 290 tys. zł zostanie pokryty z emisji obligacji, ale trzeba tutaj podkreślić jedną rzecz. To nie Piotr Mielczarek zadłużył gminę. Ona już była wcześniej zadłużona. Kwota zadłużenie w 2021 roku to około 12,7 mln. Zaplanowano spłatę ok. 2,6 mln, częściowo z emisji obligacji. Zaznaczam, że w poprzedniej kadencji w pewnym momencie gmina była zadłużona na ok. 18 mln zł, przy mniejszym budżecie.
Które inwestycje są priorytetowe?
Wszystkie inwestycje proponowane przez radnych są ważne, ale są inwestycje najważniejsze. Bo i kultura jest ważna, i place zabaw są ważne. Są jednak rzeczy pilniejsze i ważniejsze jak wodociągi, oczyszczalnie ścieków. Właśnie ostatnio był zakup prasy. 430 tys. zł pozyskane środków zewnętrznych z tzw. tarczy. Mamy fundusze sołeckie. Kilka inwestycji jest rozłożonych na kilka lat, jak prowadzony wspólnie z powiatem remont drogi Pajęczno-Rząśnia-Będków, czy termomodernizacja gminy oraz budowa ul. Jana Pawła II. Te dwie zresztą się kończą w tym roku. Do zrobienia jest naprawdę wiele.
Radny Wojciech Beśka nie może darować burmistrzowi odrzucenia kilkumilionowej dotacji na przebudowę domu kultury. Mielczarek odpiera zarzuty, mówiąc o ogromnych kosztach tej inwestycji. A jakie jest pana zdanie ?
Ten projekt był złożony dużo wcześniej i faktycznie koszty mogłyby być bardzo wysokie. Mamy plany na termomodernizacje budynków kultury. Gdybyśmy zrealizowali plan przebudowy wtedy MGOSiR, nie mielibyśmy na inne inwestycje. Mogłoby zabraknąć nawet na bieżące wydatki. A są dość wysokie. Jak choćby utrzymanie szkół.
Samorządowcy dokładają ogromne środki do edukacji niemal w każdej gminie. U was również?
Dokładamy i to dużo. Subwencja nie pokrywa wydatków. Likwidacja szkół, w Niwiskach Górnych, Patrzykowie oraz w Gajęcicach miała przynieść oszczędności. Byłem przeciwnikiem tego pomysłu i nie widzę efektu, jaki miały przynieść. Samorządy zachłysnęły się samorządnością. Przejęły szkoły, przejęły drogi a nie zastanawiano się czy podołają z utrzymaniem. Ta subwencja powinna wynosić co najmniej 80 proc. Nasze wydatki na edukacje i wychowanie to około18 mln złotych wraz z przedszkolami i dowozem dzieci. Na razie zwolnień jeśli chodzi o obsługę nie ma.
Sugerowaliście potrzebę zmian legislacyjnych i wystosowaliście apel do ministerstwa klimatu. Dostaliście odpowiedź? Wskazywaliście, że podział środków jest krzywdzący dla gmin, które na swoim terenie mają np. składowiska.
To jest ta tzw. opłata marszałkowska. Są to kary za korzystanie ze środowiska. Proporcja środków, które zostają w gminie, a tych, które są przeznaczane do Urzędu Marszałkowskiego, jest nieproporcjonalna do skutków dla środowiska i dla mieszkańców gminy Pajęczno. Mi nie chodzi o to, aby pieniądze nie trafiały do Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska, ale większość, przynajmniej 2mln, powinna zostać tutaj na naszym terenie, a w mniejszym stopniu trafiać tam Apel nasz został bez odpowiedzi. Był ponowiony i skierowany też do pani poseł, Beaty Mateusiak-Pieluchy. Od pani poseł jest odpowiedź. Jest interpelacja poselska pani poseł do ministra klimatu. Pani poseł zainteresował się naszymi problemami.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze