Zdawałoby się, że w europejskim kraju, w XXI wieku, większość społeczeństwa potrafi prawidłowo korzystać z dobrodziejstwa cywilizacji, jakim jest kanalizacja. Doświadczenia pracowników zakładów oczyszczania miasta pokazują jednak, że niektórzy mają z tym spory problem. To, co znajduje się w zapchanych rurach, wzbudza nieustanne zdziwienie. Zużyte środki higieniczne to tylko wierzchołek góry… śmieci, jakie lądują w rurach ściekowych. W ostatnim czasie asortyment wydobywanych z kanalizacji odpadów wzbogacił się o środki ochronne jak maseczki, czy jednorazowe rękawiczki. Na problem zwrócił uwagę Mieczysław Różański, kierownik działoszyńskiego ZWiKu.
W kanalizacji lądują śmieci
Pod koniec stycznia na stronie internetowej gminy Pajęczno pojawił się komunikat kierownika Zakładu Wodociągów i Kanalizacji, Mieczysława Różańskiego. Wskazał na zjawisko, jakie nasiliło się w ciągu ostatniego roku. Otóż we wszystkich miejscowościach na terenie gminy Działoszyn zaobserwowano, że w odpływach toalet lądują zużyte środki ochrony osobistej. W dodatku są to nie tylko rękawiczki i maseczki. W studzienkach pracownikom zdarza się znajdować nawet całe kombinezony.
- To nie jest wyłącznie problem naszej gminy, że w rurach kanalizacyjnych jest to, co powinno, ale raczej ogólnopolski. Tak wynika z moich rozmów z kolegami z innych miejscowości – komentuje Różański.
Sporo mogą o tym wiedzą również w Siemkowicach. W 2019 roku wójt, Zofia Kotynia, była zmuszona zwrócić się z oficjalną prośbą do mieszkańców, przypominając, czego do odpływów wrzucać nie można.
„W związku z występującymi w ostatnich tygodniach incydentami nieprawidłowego użytkowania sieci kanalizacji sanitarnej w m. Siemkowice, zwracamy się z apelem do mieszkańców o właściwe i rozsądne korzystanie z sieci i przyłączy kanalizacyjnych. Przypominamy, że kanalizacja sanitarna służy do odprowadzania wyłącznie ścieków bytowych z gospodarstw domowych (są to ścieki związane są bezpośrednio z życiem człowieka i zawierają odpływy m.in. z kuchni, łazienki, pralni i nie może być traktowana jako śmietnik na odpady. Dlatego też zwracamy się z gorącym apelem do mieszkańców, aby nie wrzucali do kanalizacji: odpadów stałych: piasku, żwiru, kamieni, popiołu , gruzu, szkła, skóry, tekstyliów (rajstopy, bielizny osobistej, szmat), końcówek mopów, puszek, opakowań jednorazowych, itp., pozostałości po kosmetykach np. patyczków higienicznych, wacików, podpasek, zużytych chusteczek kosmetycznych nawilżanych, pampersów, toreb foliowych, ręczników papierowych, gąbek do mycia, golarek; elementów zabawek, zakrętek, kapsli, piór, długopisów itp.; odpadów kuchennych (organicznych) takich jak np. kości, wnętrzności zwierzęce, obierki, owoce, warzywa, resztek jedzenia, tłuszczy i olejów itd.” – napisała, a katalog przedmiotów, które do kanalizacji zaczęły trafiać, był aż nazbyt imponujący. I to nie wyobraźnia wójta go napisała, ale proza życia. Kotynia ostrzegała o możliwości kontroli studzienek i przyłączy, a co za tym idzie potencjalnych karach dla osób, które nieprawidłowo użytkują kanalizację.
Aż tak dużych kłopotów nie ma Wierzchlas.
- Na szczęście ludzie są zdyscyplinowani i nie obesrwujemy nagminnie takich przypadków, jak wrzucanie nieodpowiednich przedmiotów do kanalizacji – podaje Leszek Gierczyk, wójt gminy.
- To też nie znaczy, że nie ma ich w ogóle, bo niestety zdarzają się. Nowsze pompy, wyższej klasy, posiadają rozdrabniacze, które z takimi elementami jak np. pampersy sobie radzą. Większy problem miałyby z metalowymi przedmiotami. To wszystko jest kwestią kultury osobistej. Zjawisko występuje nie tylko w naszym kraju, ale i za granicą - zaznacza.
Społeczeństwo należy edukować
- Niestety, ale niektórzy ludzie nie są odpowiedzialni i nie przestrzegają podstawowych zasad, a w ostatnim roku, podczas panującej pandemii, zauważyliśmy, że zaczynają się pozbywać jednorazowych maseczek. Chyba im najprościej zawinąć rękawiczki i maseczkę, a potem wrzucić do toalety – zauważa kierownik działoszyńskiego ZWiKu.
- W jednej ze studzienek w Szczytach odkryliśmy ewidentnie pozostałości po remoncie. To jest po prostu nieodpowiedzialność ze strony osób, które takie rzeczy wyrzucają do kanalizacji. To nie przypadek, że w studzience znajduje się np. kask roboczy – asortyment przedmiotów, wydobywanych z rur przyprawia o zdziwienie. W najlepszym razie.
- Miałem naradę z naszymi pracownikami. Oni twierdzą, że opowiadają może o dziesiątej części tego, co w tej kanalizacji potrafią znaleźć – nie ukrywa oburzenia Różański.
Prawdziwą plagą są patyczki higieniczne, które do oczyszczalni trafiają w zaskakujących ilościach. Przechodzą przez wszystkie etapy, są na tyle małe, że maszyny ich nie wyłapują. Pracownicy muszą odławiać je ręcznie.
- Naiwnie można by sobie pomyśleć, że w tych czasach poziom edukacji społecznej jest już na tyle wysoki, że mieszkańcy wiedzą, iż do kanalizacji może trafić jedynie papier toaletowy, a nie waciki, podpaski czy patyczki kosmetyczne. Niestety nieodpowiednie przedmioty są tutaj wrzucane nagminnie, chyba na zasadzie „a niech inni się martwią” komentuje Różański.
- Ceny za odbiór odpadów rosną i to wygląda tak, że zamiast segregować, to niektórzy wolą rozdrobnić i spuścić w toalecie.
Kierownik postanowił wpłynąć na postawę mieszkańców i zwrócić uwagę na skalę tego, co się dzieje w oczyszczalni, przez nieodpowiedzialne użytkowanie kanalizacji.
- Trudno jest wyegzekwować, aby ludzie prawidłowo korzystali z sieci Wskazać winnego i ewentualnie obarczyć go kosztami można wtedy, gdy kanalizacja zapcha się na konkretnej posesji. Jeśli dzieje się to w ciągu ulicy czy na terenie osiedla jedyne co pozostaje, to prosić mieszkańców o rozwagę – mówi kierownik.
- Wystosowałem ten komunikat, aby zwrócić uwagę na skalę problemu. Widocznie za mało się o nim mówi. Pismo pozwoliłem sobie przekazać również do dyrektorów szkół. Uważam, że ważna jest w tym wypadku edukacja u podstaw.
Działoszyńska oczyszczalnia jest mechaniczno-biologiczna. Pozbycie się odpadów wymusza użycie chemii, a ta zabija dobre bakterie i utrudnia przeprowadzeni całego procesu.
- Nieprawidłowe użytkowanie kanalizacji oznacza szybsze zużywanie się maszyn, stratę czasu i dodatkowe nakłady, aby do Warty trafiały oczyszczone ścieki – akcentuje Różański.
Spłukujemy tylko papier
Adrianna Wojtal pracownik ZWiKu stanowczo podkreśla, że, oprócz odchodów, do spustów powinien trafiać tylko i wyłącznie papier toaletowy.
- Nie należy do kanalizacji wrzucać nawet ręczników papierowych. Są cięższe w utylizacji niż papier, nie rozpuszczają się tak samo – zaznacza. Zwraca również uwagę, że także resztki tłuszczu, używanego w kuchni, mogą spowodować nie lada kłopoty.
- Dobrą praktyką jest ścieranie pozostałości po smażeniu ręcznikiem papierowym. Wbrew pozorom to jest osad, który szybko ulega biodegradacji. Olej w większej ilości również powinien trafiać do pojemnika na śmieci zmieszane. Należ go zlać w pojemnik i wyrzucić. Tego typu odpadów nie powinniśmy wylewać do kanalizacji – mówi.
- Tłuszcz jest lżejszy od wody. W formie płynnej bądź stałej wypływa ku górze, ścina się, nie spływa samoczynnie. Tworzą się zatory, które zmniejszają średnicę rur kanalizacyjnych lub całkowicie zatykają sieć. Żeby taką zapchaną tłuszczem rurę wyczyścić, musimy używać środków chemicznych lub biologicznych, a następnie czyścić to mechanicznie. Tego typu zabiegi są drogie i finalnie wpływają na wysokość opłat, ponoszonych przez mieszkańców – finalizuje Wojtal.
Magdalena Lizurej
[email protected]
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze