Reklama

Od września nikt do „jedynki” nie pójdzie

Właśnie zakończyła się trzyletnia batalia rodziców uczniów ze Szkoły Podstawowej nr 1 im. Janusza Korczaka w Działoszynie z samorządowcami. Muszą pogodzić się z decyzją burmistrza i radnych, dotyczącą likwidacji placówki. W ostatnim roku szkolnym w murach przy ul. Zamkowej naukę pobierało tylko 10 uczniów w… siedmiu oddziałach.

Powiedzieć, że od trzech lat w Szkole Podstawowej nr 1 w Działoszynie panują kameralne warunki nauki, to nic nie powiedzieć. W dodatku gmina była zmuszona słono za to płacić. Utrzymanie szkoły kosztowało tyle samo, obojętnie czy klasy liczą po 20 osób czy po dwie.
- Na potrzeby tych uczniów zatrudnialiśmy 14 pracowników, a roczny koszt utrzymania placówki to grubo ponad 1,3 mln zł – wylicza Rafał Drab, burmistrz Działoszyna.
Wszystko zaczęło się zresztą od jego pomysłu zmian jeszcze w 2019 r.. Po likwidacji gimnazjów nowoczesny budynek przy ul. Ogrodowej stałby pusty. Drab zaplanował więc przenosiny obu działoszyńskich podstawówek właśnie tam, a w gmachu po SP nr 2 urządził przedszkole. O ile od września 2019 r. wszyscy uczniowie z „dwójki” rozpoczęli edukację właśnie na ul. Ogrodowej, o tyle część rodziców dzieci z „jedynki” nie była zainteresowana zmianą placówki, choć przenosiny odbywały się całymi klasami. Nie nastąpiły również duże ruchy w kadrze nauczycielskiej, za wyjątkiem administracyjnego podporządkowania SP nr 1 pod SP nr 2.  Rodzice  podnosili, że na nauce nie da się zarobić.
- Nie chcemy, żeby nasze dzieci uczyły się w molochu. 450 dzieci wpuszczamy do budynku i każdy co trochę oleju w głowie ma wie, że w takiej sytuacji to się dzieci chowa a nie wychowuj –  mówiła jedna z mam podczas zebrania osiedlowego w 2020 r. Ten argument oraz brak postawienia dziecka na pierwszym miejscu był powtarzany regularnie. Pojawiał się również w pismach do kolejnych urzędów i instytucji.
- W budynku po gimnazjum warunki do nauki są doskonałe  - ripostował Drab.
- Sale lekcyjne są bardzo dobrze wyposażone, jest tam nowoczesna hala, a oddziały nie są przepełnione.
Burmistrz nie krył się z tym, że zrobi wszystko, aby do likwidacji placówki doszło. Samorządowcy nie znaleźli jednak uznania dla swojego pomysły w kuratorium, a garstka rodziców walczyła o placówkę wyjątkowo zacięcie. Doszło do tego, że uczniowie byli edukowani w oddziałach dwuosobowych. W 2020 r. do klasy I zgłosiło się jedno dziecko, rodzice wymusili decyzję o otwarciu oddziału.
- Moja prywatna opinia jest taka, że to dziecko, mając taką indywidualną naukę, z jednej strony komfortową, jednak się nie rozwija w wymiarze społecznym – mówił w rozmowie z „Kulisami…” burmistrz Działoszyna.
-Te pierwsze lata są bardzo ważne. Jeśli rodzice kierują się tylko tym, aby zrobić mi na przekór, krzywdzą przy okazji swoje dzieci, nie moje – komentował wielokrotnie.
Tymczasem radni trzykrotnie podejmowali uchwały intencyjne odnośnie likwidacji szkoły. Rodzice znaleźli jednak wsparcie w osobie kontrowersyjnego byłego już kuratora Grzegorza Wierzchowskiego, a potem jego następcy, Waldemara Flajszera. Odbyło się kilka rozpraw przed sądami administracyjnymi. Dopiero trzecią uchwałę intencyjną kurator zaopiniował pozytywnie. Rodzice mimo to podjęli kolejny raz walkę. 29 lipca Wojewódzki Sąd Administracyjny jednak powództwo rodziców. Mają jeszcze prawo do skargi kasacyjnej, jednak nie mogą liczyć na to, że zostanie rozpatrzona szybko.
- Czujemy ogromną ulgę  - komentuje Monika Jabłońska, naczelnik Wydziału Oświaty Urzędu Miejskiego w Działoszynie.
- Ta sprawa ciągnęła się bardzo długo, trzy lata prawie. Uważam, że budynek, gdzie mieści się teraz Szkoła Podstawowa nr 2, ten po gimnazjum, wcale nie jest przepełniony. Oddziały nie są też liczne, zdarza się, że w klasie jest 20 uczniów, ale większości to oddziały 17,18-osobowe. Trzeba też pamiętać o rozwoju społecznym. Osiem klas szkoły podstawowej mija bardzo szybko, a potem młodzież i tak trafia do większych placówek. Sądzę, że tym dzieciom, które uczą się w bardzo małych grupach, jest wtedy o wiele trudniej się zaaklimatyzować – dodaje Jabłońska.
Teraz samorządowcy zastanawiają się, w jaki sposób zaadaptować pomieszczenia przy ul. Zamkowej. Rafał Drab zastanawia się, czy nie przeznaczyć budynku na potrzeby domu dziennego pobytu dla seniorów połączonego z domem środowiskowy. Podobna inwestycja wymagałaby w pierwszej kolejności przygotowania projektu i pozyskania źródła dofinansowania.
Na razie żaden z uczniów, którzy  uczęszczali w roku szkolnym do „jedyni” nie został zapisany do placówki na terenie gminy. Nie wiadomo czy rodzice zdecydują się na edukację pociech np. w „dwójce” czy też  w innej szkole. Jeśli wybiorą wariant pierwszy prawdopodobnie trafią do klas, które trzy lata temu opuściły.

Magdalena Lizurej
[email protected]

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kulisy.net




Reklama
Najnowsze wiadomości