Reklama

Pomoc uchodźcom to obowiązek

Z Joanną Skotnicką-Fiuk, zastępcą burmistrza Wielunia, o akcji pomocowej miasta dla walczącej Ukrainy, rozmawia Sławomir Rajch

Sławomir Rajch: Pani Burmistrz, jak przebiega akcja pomocowa, zorganizowana przez miasto we współpracy z Polskim Czerwonym Krzyżem?
Joanna Skotnicka-Fiuk: Gmina Wieluń zorganizowała akcję pomocową na kilku płaszczyznach. Przez miniony weekend pomagaliśmy Ochotniczym Strażom Pożarnym. Urządzono zbiórkę w naszych jednostkach, gdyż takie zapotrzebowanie zostało zgłoszone przez Państwowego Komendanta Straży Pożarnej. Nasze straże gminne musiały się szybko zorientować, który sprzęt mogliby przekazać swoim kolegom na Ukrainie. 

Co udało się w ramach tego działania przekazać?
- Przekazaliśmy m.in. 26 hełmów, 20 prądownic, ponad 40 węży strażackich, sporo drobnego sprzętu tj. rozdzielacze, buty, rękawice. Chciałabym podziękować strażakom z naszych jednostek Ochotniczych Straży Pożarnych z Rudy, Wielunia, Kadłuba, Dąbrowy, Bieniądzic, Turowa, Gaszyna, Masłowic i Widoradza. Potrafili się w tak krótkim czasie zebrać, przygotować i przekazać Państwowej Straży Pożarnej w Wieluniu, która przekazała te rzeczy do łodzi.

Reklama

To jeden sposób pomocy, a rozpoczynając rozmowę wspomniała Pani o czterech płaszczyznach.
- Tak. Kolejną formą pomocy było uruchomienie platformy, bazy danych, gdzie zbieramy informacje od  naszych mieszkańców, kto i jak chce pomóc. Okazało się, że tych deklaracji pomocy jest bardzo dużo i musieliśmy nad tym zapanować. Postanowiłam zrobić bazę danych w Internecie, dzięki której łatwiej jest zorganizować odpowiednią pomoc. Mamy sporo zgłoszeń mieszkańców, którzy chcą przyjąć uchodźców. Takich deklaracji mamy 34, jeśli chodzi o zakwaterowanie w domach prywatnych. Mamy deklarację pomocy od prawników i z ośrodka zdrowia, który może leczyć dzieci. Wielu mieszkańców zgłosiło także chęć pomocy, w zakresie przekazania różnych pomocy rzeczowych. Są też osoby, które deklarują możliwość ugotowania posiłków, przekazania artykułów spożywczych. W związku z tymi licznymi zgłoszeniami, uruchomiliśmy w poniedziałek, punkt zbiórki darów dla mieszkańców Ukrainy, dotkniętych wojną. Punkt mieści się przy ul. Królewskiej 1, w budynku przy Szkole Muzycznej. Przy zbiórce pomagają harcerze, wolontariusze, a nawet radni. Ten punkt działa w godzinach od 14. do 18.

Kto konkretnie otrzyma tę pomoc? Gdzie te zebrane rzeczy trafią?
- W miarę potrzeb, będziemy zebrane rzeczy przekazywać tym rodzinom z Ukrainy, które już do nas dojechały. Ale jeśli będzie tego bardzo dużo, to będziemy to przekazywać dalej, za pomocą PCK, do wykorzystania poza naszą gminą.

Reklama

Prócz tego, gmina zorganizowała także spotkanie dla pracodawców.
- Tak, takie spotkanie było naszym zdaniem bardzo potrzebne. W poniedziałek odbyło się spotkanie z pracodawcami, którzy zatrudniają ludzi z Ukrainy. Ważna jest dla nas wiedza na temat ilości osób, które już pracują w tych firmach, ale także przewidywanej liczby osób, które mogą być jeszcze przez dane firmy zatrudnione. Mamy na myśli osoby, które przyjadą do Wielunia w związku z wojną i osiedlą się tu, przynajmniej na jakiś czas. Musimy wiedzieć wcześniej jakie będą możliwości i jakie zapotrzebowanie na pracę, a także na lokale mieszkalne. Chcemy współpracować zarówno z uchodźcami jak i firmami, które będą ich zatrudniać. Nie możemy zostawić ich bez pomocy.

Jak Pani osobiście, jako człowiek, kobieta, matka, przeżywa konflikt zbrojny w Ukrainie? 
- Przeżywam to bardzo. Przez cały weekend jestem w kontakcie z osobami, które zgłaszają się po pomoc. Staram się pośredniczyć w udzielaniu im pomocy. Słucham ich niesamowitych historii. Ogromne wrażenie na mnie zrobiła historia odbioru z granicy polsko-ukraińskiej czwórki dzieci, których rodzice nie zdążyli jeszcze przekroczyć granicy, są po stronie ukraińskiej. Oddali własne dzieci w obce ręce, po to, żeby zapewnić im byt i bezpieczeństwo. Dopiero dojadą do nich. Są w kontakcie z zupełnie obcymi osobami, którym powierzyli swoje dzieci. Jestem bardzo wzruszona mówiąc o tym. Ale cieszę się, że chociaż w małym stopniu jesteśmy w stanie jakoś im pomóc.

Reklama

Czy uważa Pani, że również Polska jest zagrożona konfliktem zbrojnym? Czy boi się Pani wojny?
- Powiem szczerze, że Putin faktycznie jest osobą nieobliczalną i wszystkiego się można spodziewać. Trudno jest przewidzieć czy zatrzyma się na Ukrainie, czy pójdzie dalej. Staram się jednak o tym nie myśleć. Może, po prostu, boję się o tym myśleć. Jesteśmy tu i teraz. Skupiamy się na pomocy uchodźcom. My do tej pory zetknęliśmy się z wojną, tylko słuchając opowieści o tym, co się działo podczas wojny, właśnie tutaj – na Ziemi Wieluńskiej. Teraz możemy tego prawie dotknąć, bo wojna jest niedaleko naszych granic. Dlatego czuję się w obowiązku niesienia pomocy ludziom uciekającym przed wojną. Zrobię wszystko, by było im u nas łatwiej.

Co powiedziałaby Pani tym, którzy boją się uchodźców? Tym, którzy uważają, że Ukraińcy zjeżdżając do Polski, zburzą dotychczasowy porządek?
- Jeszcze zanim rozpoczęła się wojna, to już bardzo wielu Ukraińców przyjechało do nas do pracy. Nie uważam, by to źle wpłynęło na naszą gospodarkę. Wręcz odwrotnie. Uzupełnili oni zapotrzebowanie w wielu zakładach, gdzie brakowało ludzi chętnych do pracy. Z tego co obserwuję w mediach wielu Ukraińców, zatrzymuje się u nas na jakiś czas, a potem jedzie dalej do innych krajów Europy. Nie obawiałabym się, że przyjmiemy, tak dużo uchodźców, że zmienią nasze życie. Wierzę, że ci którzy do nas przyjadą, będą chcieli pracować i mogą tylko pomóc naszej gospodarce.

Reklama

Pierwsi uchodźcy już dotarli do Wielunia.
- Tak, tylko w weekend do Wielunia przyjechało 21 osób z Ukrainy. Wciąż przyjeżdżają kolejni. 
 

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kulisy.net




Reklama
Najnowsze wiadomości