Jak zaznaczają rolnicy, nie walczą tylko o swoją przyszłość, ale o jakość żywności dla wszystkich mieszkańców kraju. – Mówili, że protesty się skończą, bo będzie trzeba wyjechać w pole, ale się nie skończą, bo my nie mamy po co w pole jechać, skoro magazyny są pełne zboża – komentuje Stanisław Pęcherz, przewodniczący protestu w Dzietrznikach i Pątnowie. Kolejny raz gospodarze wyjechali na drogi w środę, 20 marca. W naszym regionie kierowcy musieli liczyć się z utrudnieniami w Osjakowie, Dzietrznikach, Kałużach, Pajęcznie, Działoszynie Rząśni, Siemkowicach czy Sulmierzycach.
Rolnicy z Polski protestują od tygodni. Ich postulaty przez ten czas nie zmieniają się. Chodzi o wycofanie przepisów, przyjętych przez Unię Europejską, w ramach tzw. Zielonego Ładu. To pakiet reform klimatycznych, które mają sprawić, że do 2050 r. w Europie uda się osiągnąć neutralność klimatyczną. Wiele z pomysłów brukselskich urzędników w swojej formie uderza w decyzyjność rolników, jeśli chodzi o prowadzenie ich gospodarstw. Swój sprzeciw wyrażają producenci rolni z całej Unii. Ponadto rodzimi gospodarze sprzeciwiają się ograniczeniom w hodowli bydła. Polscy rolnicy żądają też regulacji, jeśli chodzi o produkty żywnościowe, które trafiają do kraju zza wschodniej granicy.
- Całe życie pracowałem w rolnictwie i to w dużym rolnictwie, i teraz widzę, że nie dzieje się dobrze. Ceny spadły, to jak można żyć? – zastanawia się Henryk Jarząbek z Bieńca, który już jest emerytem, ale sytuację rolników rozumie bardzo dobrze. Mężczyzna pojawił się na proteście w Kałużach.
Reklama- Do tej pory nie było rewelacji, że ktoś się nadzwyczaj bogacił. Teraz największy problem mają ci, którzy pobrali kredyty. W naszym gospodarstwie syn nie ma kredytu, więc jeszcze to jakoś idzie, w innym wypadku byłby problem. Banki są nieubłagalne, trzeba oddać, a jak nie, to ci zabiorą to, co masz.
Zdaniem emerytowanego rolnika obecnie Unia chce wprowadzić zbyt dużo biurokracji do pracy na roli.
- Żeby obornik wywieźć, to trzeba zdjęcie zrobić, bo trzeba w odpowiednim czasie, to jest nadzwyczaj poroniony pomysł – sądzi.
Reklama
Do wszystkich problemów rolnictwa dochodzi największy, czyli niska opłacalność produkcji.
- Nawozy tanie nie są, a pewnie zdrożeją, skoro zdrożeje prąd – mężczyzna przewiduje, że może być jeszcze gorzej.
Stanisław Pęcherz, przewodniczący protestu w Dzietrznikach i Kałużach podkreśla, że do tak drastycznych działań zmuszają rolników władze krajowe oraz unijne swoją bierną postawą wobec społecznych oczekiwań.
- Zaraz zrobią z nas zawodowych protestujących – kpi.
- Rząd nie reaguje na nasze postulaty. To, co do tej pory nam zaproponowano, to jest nic. Ja to odbieram jako próbę przekupienia za garść srebrników. To nie wypali – zapewnia.
Reklama- Ministerstwo Rolnictwa praktycznie nie istnieje. Są ludzie, biorą pieniądze, tylko nie wiem za co, bo oni nic nie mogą. Niech się podadzą do dymisji i niech przyjdzie ktoś, kto będzie coś mógł – irytuje się rolnik.
Pęcherz zaznacza, że mimo utrudnień, które protesty powodują, kierowcy wykazują się dużym zrozumieniem i nie dochodzi raczej do scysji. Odnosi się też do przypuszczeń, że protesty się skończą, jak trzeba będzie zacząć robić w polu.
- Nie mamy w pole po co jechać, nie mamy za co kupić nawozu, pełne magazyny zboża są i nie ma tego gdzie sprzedać, a jak ktoś chce kupić,to po prostu za przysłowiowe psie pieniądze – studzi nadzieje tych, którzy uważają, że sprawa ucichnie w sposób naturalny.
Reklama- Ceny tych artykułów rolnych to jest śmiech na sali – dodaje.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze