Do Urzędu Gminy Sulmierzyce wpłynął wniosek z Urzędu Marszałkowskiego Województwa Łódzkiego o wyrażenie opinii w sprawie decyzji o rozszerzeniu kodów odpadów proponowanych do rekultywacji terenu. Sęk w tym, że wśród tych kodów mogą pojawić się odpady szkodliwe dla środowiska naturalnego. Wójt gminy Sulmierzyce i mieszkańcy Bielik, gdzie zlokalizowane jest wyrobisko poddawane rekultywacji, mówią stanowcze „nie”.
Wniosek o zmianę kodów złożył przedsiębiorca z gminy Sulmierzyce Grzegorz Pacak. Urząd marszałkowski zwrócił się do wójta gminy Sulmierzyce o opinię w tej sprawie. Wójt Gabriel Orzeszek zaopiniował wniosek negatywnie, dodając w postanowieniu zalecenia wpłaty zabezpieczenia. Grzegorz Pacak złożył odwołanie do Samorządowego Kolegium Odwoławczego (SKO), jak twierdzi – zgodnie z sugestią pracownicy urzędu marszałkowskiego, która uważa, że popioły są bezpieczne. Tak się jednak składa, że akurat w tym przypadku przekonania jakiegokolwiek urzędnika nie mają żadnego znaczenia, ponieważ SKO nie ocenia postanowienia pod kątem czy planowane zmiany w działalności firmy są bezpieczne czy nie, a jedynie weryfikuje jego poprawność pod względem formalnym.
A to właśnie widmo zasypywania dziury popiołami budzi największy niepokój. W perspektywie kilkunastu lat, przy jednoczesnym braku szczelności wyrobiska, odpady te mogą wpływać szkodliwie na wody gruntowe. A w pobliżu znajdują się ujęcia wody (Wiewiórów i Dąbrówka Szkółka w Brudzicach).
Zainteresowani sprawą spotkali się w świetlicy wiejskiej w Bielikach. Celem spotkania było podjęcie uchwały wyrażającej stanowisko mieszkańców sołectwa Bieliki wobec proponowanych zmian kodów.
Mieszkańcy zostali zapoznani ze szczegółowym wykazem kodów, które mogą znaleźć się po zmianach w decyzji marszałka. Kierownik Referatu Rolnictwa i Ochrony Środowiska Urzędu Gminy Sulmierzyce Justyna Urbańska wskazała proporcje odpadów, jakimi miałoby być zapełniane wyrobisko w przyszłości.
- 90 procent wyrobiska stanowić będą popioły, a 10 procent inne odpady. Proporcje te wskazują, że do wyrobiska może trafić 203 tysiące ton rocznie.
Wójt gminy Sulmierzyce Gabriel Orzeszek zwrócił się do Grzegorza Pacaka z prośbą o uszanowanie mieszkańców sołectwa Bieliki i wycofanie wniosku.
Grzegorz Pacak podkreślił, że nie zamierza nikomu szkodzić, a jedyną motywacją do złożenia wniosku była potrzeba jak najszybszego zrekultywowania terenu, za który płaci wysokie podatki. Dodał też, że obecnie ma podpisaną umowę z Gminą Kleszczów na odbiór ziemi z terenu budowy, wobec czego wyrobisko w Bielikach ma zamiar zasypać właśnie tą ziemią.
I tu padło pytanie ze strony Justyny Urbańskiej o datę podpisania umowy z Kleszczowem. Okazało się, że to początek lipca. Wniosek o zmianę kodów przedsiębiorca złożył w sierpniu. Mieszkańcy pytają więc: po co, skoro – jak twierdzi - miał już zapewnioną wystarczającą ilość ziemi do zapełnienia wyrobiska w Bielikach.
Atmosferę spotkania podgrzało przypomnienie sytuacji, gdy Grzegorz Pacak przywiózł na działkę odpady pomieszane z plastikiem – materiał nieprzesiany. Kontrowersje budzi kwestia mieszania ziemi z rozdrobnionym plastikiem. Taka mieszanina przestaje być odpadem i staje się całkiem legalnym produktem. Tym bardziej ludzie boją się, że dodatkowe kody dadzą przedsiębiorcy możliwość przywożenia jeszcze bardziej szkodliwych wynalazków.
- Na terenie gminy Ładzice wszystkie kopalnie są zasypywane takimi odpadami i nikt nie widzi w tym problemu. Wszyscy chcą jak najszybciej skończyć i nie płacić podatków – akcentował przedsiębiorca.
- Mnie interesuje tylko to, co znajduje się na terenie naszej gminy – tu i teraz – stanowczo uciął wójt gminy Sulmierzyce i dodał, że decyzja, jaką już posiada Pacak, dotyczy odpadów bezpiecznych, ale absolutnie nie ma zgody na popioły, żużel czy destrukt smołowy, który może się znajdować pod jednym z proponowanych we wniosku kodów.
Kolejna sytuacja bulwersująca mieszkańców to kontynuacja wydobycia piachu na terenie przeznaczonym już do rekultywacji.
Sołtys sołectwa Bieliki, a jednocześnie radny Rady Gminy Sulmierzyce i przewodniczący zebrania Krzysztof Chrząszcz zgłosił uwagi mieszkańców, którzy sygnalizowali, że na wyrobisku firma Pacaka wciąż wydobywa piach, mimo że faktycznie prace tego rodzaju powinny już być zakończone.
- To są jedynie prace porządkowe związane z wywożeniem piachu, naniesionego po dużych opadach deszczu – tłumaczył Grzegorz Pacak.
Przedsiębiorca nie bardzo potrafił odpowiedzieć jednoznacznie na pytanie czy wycofa swój wniosek o rozszerzenie kodów. Najpierw twierdził, że jest to możliwe, ale potrzebuje czasu na konsultacje z panią, która przygotowała wniosek, ale aktualnie jest na urlopie. Później akcentował, że urząd marszałkowski posiada przecież kompetencje do wydawania takich decyzji, a zatem jeśli wyda ją jemu, to wszystko jest zgodne z prawem i w porządku. Podkreślił też, że za badania niezbędne do złożenia wniosku musiał zapłacić ok. 100 tys. zł., a specjaliści opracowali rzetelnie niezbędną dokumentację.
- Nie ma o czym dyskutować. Ma być wożona ziemia i tylko ziemia, a nie jakieś popioły! – zdenerwował się jeden z mieszkańców sołectwa Bieliki.
Wówczas Grzegorz Pacak ponownie zadeklarował, że jeszcze raz przemyśli całą sprawę po konsultacji z tajemniczą panią.
Wójt ponownie zadał pytanie:
- Wycofujesz wniosek z Urzędu Marszałkowskiego?
- Na ten moment nie mogę podjąć decyzji. Możemy zrobić kolejne spotkanie po urlopie pani z firmy, która przygotowywała dokumentację – odpowiedział Grzegorz Pacak.
- Jeżeli wniosek zostanie wycofany, to zawsze można go złożyć ponownie. Pani z firmy nie jest osobą, która powinna decydować. To decyzja inwestora jest najważniejsza. Nikt nie jest przeciwnikiem rekultywacji, bo to trzeba zrobić, ale nie popiołami – podkreślił wójt Gabriel Orzeszek.
- Pewne instalacje wymagają decyzji środowiskowej. Rekultywacja nie wymaga dodatkowych opinii. Nie wymaga też opinii Regionalnego Dyrektora Ochrony Środowiska – dodała Justyna Urbańska.
Głos zabrał też Stefan Pacak, ojciec Grzegorza i poprzedni właściciel firmy.
- I ja i syn chcemy jak najszybciej zakończyć rekultywację tego terenu, bo roczne koszty to ok. 11 tys. zł od hektara. Łącznie to ok. 50 tysięcy z tytułu podatków i opłaty eksploatacyjnej – mówił Stefan Pacak.
- Można zakończyć rekultywację niwelując skarpy i sadząc drzewka zgodnie z obecnie obowiązującą decyzją – dodał.
I z tym stwierdzeniem zgodzili się wszyscy zgromadzeni.
Jako, że celem zebrania było podjęcie uchwały – przystąpiono do jej procedowania. Decyzja mieszkańców sołectwa Bieliki była jednogłośna. Wszyscy obecni (26 osób) w głosowaniu jawnym zaopiniowali negatywnie proponowane zmiany.
- Gmina jest przeciwko i my wszyscy jesteśmy przeciwko – podsumował kategorycznie jeden z mieszkańców sołectwa Bieliki.
W późniejszej rozmowie z reporterką portalu kulisy.net Grzegorz Pacak ponownie podkreśla wysokość kosztów, jakie ponosi oraz przeszkody, z jakimi musi borykać się polski przedsiębiorca i oświadcza, że wniosku o rozszerzenie kodów nie wycofa. Zapewnia jednak, że samo otrzymanie pozytywnej decyzji nie oznacza, że z niej skorzysta. A jeśli już to gotów jest z każdego transportu udostępniać próbki do badań.
- Ja tu mieszkam od ponad 25 lat. Moje dzieci tu mieszkają. Nie zamierzam szkodzić sąsiadom, ani narażać się na zlinczowanie, plucie mi w twarz czy wytykanie moich dzieci palcami. Mogę dać tylko słowo, że nawet jeśli dostanę decyzję, to i tak nie przywiozę tu nic innego niż ziemia, glina czy gruz. A bardzo możliwe, że zanim urząd ją wyda, to ten dół już będzie zasypany – mówi Grzegorz Pacak i dodaje, że mógłby sprzedać teren, ale nie robi tego właśnie z troski o bezpieczeństwo mieszkańców.
- Najszybciej mógłbym pozbyć się problemu sprzedając. I wtedy nikogo obcego nie będzie obchodziło zdanie ludzi. Przyjadą, przywiozą i wysypią nie wiadomo jakie świństwo i dopiero będzie źle.
Takiego scenariusza również obawiają się mieszkańcy. Wydaje się on jednak mało prawdopodobny, bo – jak mówi w późniejszej rozmowie telefonicznej Grzegorz Pacak – sprzedaż terenu w trakcie rekultywacji jest niemożliwa.
- Ja przecież nie robię nic nielegalnie. Nikt mi do tej pory nie zarzucał, że przy którymkolwiek dole robię coś złego – akcentuje Grzegorz Pacak i dodaje z rozgoryczeniem:
- A teraz… Jeszcze nic nie zrobiłem, a już moja córka usłyszała w szkole, że ma ojca truciciela.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze