Reklama

ŚDS w Strobinie stał się jej drugim domem- historia Beaty Klimczak

Beata Klimczak ma 44 lata. Mieszka w Siemkowicach. Od ponad 12 lat bierze udział w zajęciach Środowiskowego Domu Samopomocy w Strobinie. Jak mówi, ośrodek stał się jej drugim domem. Teraz już nie wyobraża sobie funkcjonowania bez możliwości udziału w tej formie terapii. Kobieta zaznacza, że dzięki zaangażowaniu opiekunów i psychologa, a także wsparciu kolegów i koleżanek, udało jej się wyjść z wieloletniej depresji.

Interesuje się pisaniem, śpiewam, wyszywaniem, haftowaniem, więc w Środowiskowym Domu Samopomocy w Strobinie znalazła idealne miejsce do samorozwoju. Może się tutaj twórczo wyżyć w każdej z tych dziedzin.

- Moje wiersze mają różną tematykę, to zależy od mojego nastroju, są i nostalgiczne i wesołe - opowiada 44-letnia Beata Klimczak.

Kobieta ma szereg zainteresowań, od rękodzieła po prowadzenie kronik. Nie ogranicza się do spisywania pamiątkowej księgi swojej rodziny, ale uzupełnia też kronikę parafii pod wezwaniem św. Marcina w Siemkowicach. Od dwóch lat współtworzy również gazetkę ośrodka „AkceptujeMY”.

Reklama

- Na tyle dobrze sobie radziłam, że wybrano mnie jako osobę składającą gazetkę – nie kryje dumy.

Beata oraz jej bliscy problemów zdrowotnych kobiety upatrują w wypadku, jaki zdarzył się dwie doby po jej urodzeniu. Wtedy pielęgniarka przez przypadek upuściła ją na zlew. Dziecko uderzyło główką, skończyło się krwiakiem. Lekarze musieli ratować jej życie.

- Zostałam ochrzczona i po tym chrzcie poczułam się lepiej, tak mi opowiadała mama – podaje Beata.

Dziewczynka rozwijała się podobnie do rówieśników do piątego roku życia. Wtedy, podczas zabawy w przedszkolu na huśtawce, zdarzył się pierwszy atak epilepsji. Konieczna była operacja głowy.

Reklama

- Pamiętam, kiedy mama z ciocią  zostawiły mnie w szpitalu i uciekły. Mama nie mogła być ze mną, więc powiedziała, że idzie do toalety. Było mi bardzo ciężko się zaaklimatyzować, płakałam i tęskniłam, pamiętam okno przed którym stałam i to uczucie tęsknoty – wspomina traumatyczne przeżycia, które zaważyły na jej dalszym życiu.

Po operacji dziewczyna zaczęła bowiem odczuwać ogromny lęk przed innymi ludźmi. Zaczęły się też częste ataki padaczki. Do przedszkola wracać nie chciała.

- Miałam blokadę przed kontaktem z innymi ludźmi, być może wtedy już zaczęła się depresja – wspomina.

Reklama

- Do zerówki musiałam już pójść, ale izolowałam się od ludzi, pojawiły się stany lękowe. Jeszcze gorzej było, kiedy poszłam do szkoły. Koledzy i koleżanki też widzieli, że jestem odosobniona.

Czasami musiała znosić dokuczliwe komentarze. W tym czasie rodzice próbowali pomóc córce, konsultowali się z psychologiem.

Dziewczynie udało się skończyć zawodową szkołę rolniczą, jednak nie była w stanie podjąć pracy w zawodzie.

- Siedziałam w domu i starałam się odnaleźć siebie, swoje pasje – opowiada.

Los uśmiechnął się do niej w 2011 r. Wtedy jedna z pracownic ŚDS-u zapukała do drzwi jej domu i zapytała, czy Beata również nie chciałaby jeździć na warsztaty. Bała się spróbować, a jednak 15 października wsiadła do busa i znalazła się w Strobinie.

Reklama

- Przyjechała i od tamtej pory jestem  - śmieje się.

 - Tu się odnalazłam – opowiada.

- Uwielbiam śpiewać, więc  od razu zapisałam się do chórku – wspomina.  

Zaczęła tez powoli obdarzać zaufaniem kolegów i koleżanki, a także terapeutów.

- Wyszłam z depresji dzięki pracy z psychologami, terapeutami – podkreśla.

Dalej jednak miewa gorsze momenty. Wtedy znajduje ukojenie w poezji lub pracach ręcznych.

- Robótki mnie wyciszają, szczególnie wtedy, kiedy robi mi się ciężko na sercu, z depresji wyszłam, rzadziej potrzebuję rozmowy i wsparcia, ale jednak takie chwile się zdarzają – zaznacza.

Reklama

Beata nie ma już tak częstych ataków padaczki, kiedyś musiała się z nimi mierzyć nawet kilka razy w miesiącu, dziś zdarzają się raz na trzy lata.

- Nie wyobrażam sobie nie jeździć tutaj, gdybym z jakiegoś powodu nie mogła – powtarza Beata.

- Tu jest mój drugi dom i druga rodzina, którą uwielbiam. Zdarzają się zgrzyty, ale w każdej rodzinie się zdarzają, a ja większość czasu spędzam tutaj – dodaje.  

- Stany lękowe  i depresyjne zdarzają się zdecydowanie rzadziej. Mogę tylko podziękować kierownictwu, pracownikom i terapeutom jak również koleżankom i kolegom za to, w jaki sposób pomogli mi wyjść z depresji pozwalając mi brać udział w zajęciach, które z dnia na dzień, pięć dni w tygodniu, stawały się dla mnie pewnego rodzaju psychoterapią, lepszą niż wizyta u psychologa lub psychiatry.

Aplikacja na Androida

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 19/02/2024 09:00
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kulisy.net




Reklama
Najnowsze wiadomości