Reklama

Sprzątanie po poprzedniku - wywiad z Dariuszem Tokarskim, burmistrzem Pajęczna

- Analizuję i biorę pod uwagę taki scenariusz, że będziemy chcieli zrezygnować z tego projektu i odzyskać w ten sposób działkę przeznaczoną na budowę. Trudno to nazwać inwestycją, bo na dzisiaj to mrzonki. Są pieniądze na funkcjonowanie spółki, na projekt, a nie ma na budowę. Trudno mówić o inwestycji, gdy mamy tylko dokumentację – tak o planie budowy bloków przez gminę, mówi nowy burmistrz Pajęczna Dariusz Tokarski.

Sławomir Rajch: Jak widzę, kolejka do burmistrza się nie kończy. Ludzie przychodzą z różnymi sprawami. Może pan zdradzić, co zazwyczaj chcą załatwić z nowym szefem ratusza?
Dariusz Tokarski: - Przyjmuję interesantów wtedy, kiedy tylko mają potrzebę spotkania ze mną. Nie trzymam się sztywno tzw. dnia interesanta, czyli wyznaczonych terminów na rozmowy z mieszkańcami.  Każdy, kto przychodzi chce jak najszybciej załatwić sprawę, bo jest ona dla niego najważniejsza. I ja to rozumiem. Te sprawy, które można załatwić od ręki, załatwiamy. A z czym przychodzą ludzie? Sprawy są różne. Jedni nie dostali odpowiedzi na pismo przez jakiś czas, drudzy zgłaszali się do urzędu z jakimiś zaniedbaniami. Pojawiają się też kwestie pracy, mieszkania czy konkretnych inwestycji w danym sołectwie. 

I te wszystkie sprawy będą załatwione?
- Będziemy się starać. Po to tutaj jesteśmy.

Reklama

Od pierwszych dni ma pan wsparcie w zastępcy. Tuż po objęciu funkcji burmistrza, na swojego zastępcę powołał pan Wojciecha Beśkę. Szybko podjął pan decyzję, że to właśnie on będzie pana prawą ręką w urzędzie?
-  Wojciech Beśka to nie jest osoba anonimowa. Podejmuje wiele inicjatyw społecznych – czy to dla seniorów, czy dla młodzieży. Uważam, że to jest, jak najbardziej, dobry wybór. A czy się sprawdzi, ocenią mieszkańcy. Ocenią nasze działania już za pięć lat. Zobaczą co zrobiliśmy przez ten czas i co po sobie zostawiliśmy.

Jak patrzy pan na skład nowej Rady Miejskiej, jest pan spokojny? Z taką radą dobrze będzie się panu rządziło przez najbliższą kadencję? 
- Tak, jestem bardzo zadowolony, jeśli chodzi o radę. Wszystkie osoby deklarują współpracę. Są to ludzie, którzy wiedzą co chcą zrobić w swoich sołectwach. Czują też i znają potrzeby całej gminy, a to też jest ważne. Jesteśmy po kilku spotkaniach, jest zrozumienie i myślę, że nie będzie problemu. Każdy chce, żeby w naszej gminie było jak najlepiej, chce jak najwięcej zostawić po sobie i chce, żebyśmy pozyskali jak najwięcej środków zewnętrznych. Mamy wspólny mianownik.

Reklama

O ten wspólny mianownik zapytam. Mam na myśli priorytety, jeśli chodzi o najbliższy rok i całą kadencję. Co w pierwszej kolejności trzeba zrobić, co naprawić, poprawić?
- Trzeba zweryfikować to, co było przekazywane w kampanii. Inwestycje, które niby miały się rozpoczynać, albo które trwają, były przedstawiane przez poprzednika z wielkim rozmachem, a okazuje się, że wcale tak nie jest. Trzeba dokonać pewnej weryfikacji i to wszystko uporządkować. Nie może być tak, że robimy pierwszy etap inwestycji, żeby potem, w drugim etapie, wszystko zniszczyć. Musimy te projekty zweryfikować i sprawić, żeby były funkcjonalne. Jako przykład podam plac zabaw, który ma powstać w Parku 1000-lecia. Uważałem, że na takim obszarze powstanie plac, na którym dzieci będą chciały się bawić, a dorośli będą chętnie tu przywozić swoje pociechy. Okazuje się, że są tam zaplanowane trzy czy cztery małe huśtawki i ot to cały plac zabaw. Obok jest plac zabaw dla psów i już jest pięć huśtawek. Nie dość, że jest bardziej atrakcyjny, to jeszcze jest konieczne 150 metrów wodociągu, żeby doprowadzić wodę do miski dla psów. Na dodatek w projekcie brakuje toalety. To kardynalne błędy, które trzeba naprawić, żeby zrealizować tę inwestycję. W ten sposób każde przedsięwzięcie będzie analizowane i będziemy starali się wykonać je tak, żeby jak najlepiej odpowiadało potrzebom mieszkańców.

A co z nowymi inwestycjami? Mieszkańcy także na nie czekają.
- Jesteśmy po rozmowie z osobą, która jest odpowiedzialna za pozyskiwanie funduszy. Będziemy chcieli zrobić rewitalizację całego miasta. Nie tylko rynku i centrum, ale poprawić stan, a może nawet wybudować nowe place zabaw, wrócić do tematu domu seniora w starym przedszkolu wraz z zagospodarowaniem terenu obok, a także do budowy osiedlowego placu zabaw. Osiedle Źródelna to boiska, korty, place zabaw. Chcielibyśmy to uatrakcyjnić i zmodernizować. W tych projektach chcielibyśmy zawrzeć budowę brakujących odcinków wodociągów i kanalizacji, jak również dróg i chodników. Rozbudowa kina wraz z poprawą infrastruktury drogowej na starym Pajęcznie też są dla nas ważne. Mamy wiele rzeczy, które chcielibyśmy zrobić. Kolejny pomysł – to rozbudowa przedszkola. Wnioski są, jest możliwość pozyskania 85 proc. dofinansowania. Konkursy będą ogłoszone na początku 2025 r. Mamy czas, żeby się odpowiednio do tego przygotować.

Reklama

Co z budową nowych mieszkań, zapowiadanych przez pana poprzednika? Chodzi o tzw. SIM-y.
- Spotkałem się ostatnio z panem prezesem w związku z tym, że jest rozbieżność informacji, analizujemy to. Obecnie na 60 mieszkań mamy 37 osób zadeklarowanych, które nie poczyniły żadnych kroków, żadnych wpłat. W poprzednim tygodniu przyjąłem cztery czy pięć osób, które już dzisiaj wiedzą, że z tego zrezygnują. Po pierwsze nie mamy obłożenia na te lokale, po drugie prezes stwierdził, że nie mamy pieniędzy na ich budowę, a po trzecie wkrótce w Pajęcznie będą budowane przez dewelopera trzy następne bloki przy ul. Przemysłowej. Z tych 30 osób chętnych odejdą kolejne, które kupią tam mieszkanie, bo będzie szybciej. 

Czyli mam rozumieć, że na ten moment ten projekt jest mocno wątpliwy?
- Tak, ale on od samego początku był mocno wątpliwy, jak go obserwowałem. Analizuję i biorę pod uwagę taki scenariusz, że będziemy chcieli zrezygnować z tego projektu i odzyskać w ten sposób działkę przeznaczoną na budowę. Trudno to nazwać inwestycją, bo na dzisiaj to mrzonki. Są pieniądze na funkcjonowanie spółki, na projekt, a nie ma na budowę. Trudno mówić o inwestycji, gdy mamy tylko dokumentację.

Reklama

Co z PSZOK-iem w centrum miasta? Wiem, że nie do końca podobał się panu ten projekt. Tak to zostanie, czy będzie pan go chciał przenieść?
- Nie wszystko da się przenieść. Z niektórych rzeczy nie da się zrezygnować, bo pozyskane już zostały dofinansowania i trzeba byłoby je teraz oddać. Byłem przeciwnikiem budowy PSZOK-u, ponieważ my mieliśmy taki na składowisku odpadów w Dylowie Szlacheckim i tam można było zawieźć odpady. Było to bezpłatne, godziny przyjęć były bardziej rozszerzone niż teraz.

Pana poprzednik twierdził, że przyniesie to większe oszczędności.
- Na teraz trudno mówić o oszczędnościach. Konflikt z firmą Eko-Region spowodował, że musieliśmy wydać pieniądze na PSZOK, a teraz wydajemy na jego utrzymanie. Na dodatek firma zabierała tylko to, co było w koszach. Proszę zobaczyć jak wyglądają pola, rowy i lasy w okolicach. Ludzie to, co mieli ponad, wyrzucali właśnie tam. Dzisiaj na terenie gminy jest bardzo brudno. Wydaje mi się, że było to spowodowane brakiem współpracy z firmą, która nie zabierała dodatkowych worków, a ludzie musieli gdzieś się ich pozbyć. Myślę, że to też zmienimy. Posprzątamy nie tylko miasto, ale i całą gminę. Będziemy chcieli, żeby Pajęczno było czyste i przyjazne dla mieszkańców oraz gości.

Reklama

Z tego, co pan mówi, mam wrażenie, że w pierwszej kolejności chce pan sprzątać po poprzedniku. Chce pan rozwiązywać sprawy, które pana zdaniem nie były rozwiązane, albo chce pan je rozwiązać inaczej niż miał w planie poprzednik.
- Trzeba to uporządkować. Jeśli chcemy iść dalej, żeby gmina się rozwijała i pozyskiwała pieniądze na kolejne inwestycje, to trzeba uregulować to, co jest na dzień dzisiejszy. Są inwestycje, które nie są doszacowane i o których można było w kampanii kolorowo opowiadać, ale rzeczywistość jest zupełnie inna. Zweryfikujemy to, usprawnimy, wzmocnimy referat inwestycyjny tak, żeby dobrze funkcjonował i pozyskiwał pieniądze nie tylko dla gminy, ale też i dla stowarzyszeń czy straży. Wiele rzeczy musimy odbudować jak np. orkiestrę, której nie ma, a powinna funkcjonować. 

A czy jest coś, co pana poprzednik zrobił dobrze? Był taki moment, że pomyślał pan: „O!, a to jest akurat dobrze zrobione”?
- Nie można wszystkiego krytykować. Były rzeczy, które zostały dobrze zrobione, ale mnie w tych wszystkich kwestiach przeraża minimalizm. Jeśli w ramach Polskiego Ładu było dofinansowanie do ponad 90 proc., to był to idealny czas do rozwoju. Zamiast robić dwie, trzy ulice, można było stworzyć kompleksowy projekt na całe osiedle i zakończyć np. osiedle Matusowiec. Biblioteka – mam przykład z gminy, w której pracowałem, czyli ze Złoczewa. Korzystaliśmy z tego samego programu, dostaliśmy kwotę ponad sześciu milionów złotych dofinansowania i budowane jest tam przedszkole. Tutaj wzięto tylko dwa miliony złotych na oklejenie styropianem domu kultury i mówimy, że była modernizacja. Była szansa na rozbudowę. Szansa na to, żeby zrobić coś dużego i praktycznie nie dołożyć złotówki. Szkoda, bo gmina mogła się rozwijać.
 
Pana zdaniem, te pięć lat było zmarnowane?
- Tak, we wspomnianym przeze mnie kontekście, na pewno. 

Reklama

Zdarzyło się coś, co dzieje się rzadko. Wrócił pan na stanowisko, które pan utracił. Czy w momencie, gdy przegrał pan poprzednie wybory, sądził pan, że nadejdzie moment powrotu, że będzie panu dane znów zarządzać Pajęcznem?
- To trudne pytanie. Nie byłem do końca zdecydowany na start w tych wyborach. Dobrze mi się pracowało w Złoczewie. Pozyskaliśmy tam wiele środków, bardzo dobrze to funkcjonowało. Moi współpracownicy to ludzie, którzy wkładali mnóstwo serca w swoją pracę. Nie ukrywam, że moim marzeniem był powrót do Pajęczna. Chodziło o kwestie ambicjonalne, ale też i o to, że Pajęczno to po prostu moje miasto. Tu się urodziłem, tu mieszkali moi dziadkowie. Na pewno z ogromnym zaangażowaniem wykonuję swoją pracę. Chcę, żeby gmina się rozwijała dla kolejnych pokoleń.

Pana powrót oznacza, że znów symbolem Pajęczna będzie koń?
- Targi końskie na pewno są największą promocją gminy Pajęczno. Nie zostały zauważone w strategii rozwoju gminy. Wszyscy, którzy mnie znają wiedzą, że szanuję każdego i kto by nie przyszedł do mnie z jakąś inicjatywą może liczyć na pomoc urzędu. Czy to pszczelarze, hodowcy gołębi, wędkarze, motocykliści czy „samochodziarze”. Najlepszy przykład to zlot samochodów 4x4. W Parku 1000-lecia jest plac budowy, nie ma miejsca na taką imprezę. Już szukali lokalizacji w innych gminach, ale pomogliśmy im. To inicjatywa związana z mieszkańcem naszej gminy. Przez wiele lat, to się u nas odbywało i chcemy, by tak było nadal.

Reklama

Trzeba dbać o ludzi, którym się chce działać w lokalnej społeczności.
- Jak najbardziej. Każdy może liczyć na pomoc gminy. Wskazaliśmy nowe miejsce, plac targowy, gdzie jest oświetlenie, utwardzona nawierzchnia, tam spokojnie można przeprowadzić taki zlot samochodów 4x4. Tydzień później, 29-30 czerwca, odbędą się tam Dni Pajęczna. 

Wielu czytelników chciałoby wiedzieć jak wyglądało przekazanie władzy, bo zawsze jest inaczej. Panowie spotkali się, ustalili pewne rzeczy?
- Pięć lat temu, gdy przegrałem wybory, to w poniedziałek nowo wybranemu burmistrzowi pogratulowałem i zaprosiłem go na kawę. Było też spotkanie, na którym przekazałem mu władzę. Wydaje mi się, że tak to powinno wyglądać. Po tych wyborach, przekazania władzy nie było. Z ustępującym burmistrzem nie widzieliśmy się. Pozostawiam to ocenie czytelników. Aktualnie nie śledzę poczynań poprzednika. Rozpocząłem pracę 7 maja i wraz z całym zespołem staramy się pracować tak, żeby przygotować gminę na rozdanie środków z KPO, na nowe projekty i na uporządkowanie starych.

Reklama

Gmina ma wrócić na te same tory, na których już była, gdy pan zarządzał Pajęcznem?
- Przede wszystkim ma się rozwijać. Mamy wykorzystać szansę na pozyskanie pieniędzy z zewnątrz. I to jest najważniejsze.

Dariusz Tokarski burmistrz Pajęczna / fot.: Sławomir Rajch
 

Miejsce zdarzenia mapa Wieluń
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kulisy.net




Reklama
Najnowsze wiadomości