Od kilku lat pielgrzymi z Zielonej Góry zatrzymują się w Bieńcu, gdzie mogą liczyć na gościnność mieszkańców. Nie inaczej było 10 sierpnia. Pątnicy skosztowali popisowej zupy dyniowej oraz wysłuchali specjalnie dla nich napisanej piosenki.
Prawie 30 litrów zupy dyniowej przygotowały w minioną środę, 10 sierpnia, członkinie KGW w Bieńcu dla pielgrzymów z Zielonej Góry.
- Podejmujemy ich już jak zwykle, od kilku lat, gorącą zupą dyniową z grzankami, z pestkami dyniami, a żeby było apetyczniej polewamy kleksikiem śmietanki – opowiada Marianna Łyczko, przewodnicząca KGW w Bieńcu.
- Dynie są nasze z Bieńca, ale mama jednej członkini (pani Irena z Kadłuba) ofiarowała nam też piękną dynię. Zupka jest lekkostrawna i cieszy się dużym powodzeniem. Nie dość, że zjadają ją chętnie na miejscu, to jeszcze w swoje pojemniki zabierają. Częstujemy również kawą, przepysznymi ciastami, dziewczyny napiekły również ciasteczka, bułki drożdżowe z jagodami, serem, jabłuszkami i wiele ciast owocowych.
- Pyszny kompot, już któryś raz z rzędu, przygotowuje natomiast Jagna Rogalska z Bieńca. Razem ze swoimi dziećmi przynosi gar kompotu i nalewa do kubeczków. W tym roku jest jabłkowo-malinowy, ze świeżych owoców z własnego ogródka – dodaje przewodnicząca.
Mieszkańcy Bieńca, co roku, dekorują też drogę żywymi kwiatami na powitanie pątników. Pielgrzymi po poczęstunku, odprawiają również mszę świętą w tutejszym kościele.
- Jesteśmy zachwyceni, że pielgrzymka chce odwiedzić taką małą miejscowość, dla nas to jest zaszczyt – przyznaje Halina Hadryś z KGW w Bieńcu.
- Przede wszystkim dajemy też swoje serducha, żeby im było radośniej, weselej, żeby mogli iść z takim pozytywnym nastawieniem, żeby mogli za nas się też pomodlić. Tak samo my chcemy też modlitwę ofiarować za nich, żeby szczęśliwie zaszli i wrócili do swoich domów.
- Czujemy się bardzo docenieni, modlą się za nas, zanoszą te modlitwy przed obraz Matki Bożej, a my zapraszamy za rok i żegnamy ich ze śpiewem – dopowiada Marianna Łyczko.
Pątnicy śpiewem też są witani, w tym roku szczególnie, bo obchodzą 40-lecie pieszej pielgrzymki na Jasną Górę.
- Kilka dni temu, kiedy przygotowywałyśmy się do ich powitania, tak sobie pomyślałam, że fajnie byłoby gdybyśmy zrobiły coś młodzieżowego, coś na topie – mówi Aleksandra Konieczna ze scholii parafialnej.
- Postanowiłyśmy zmienić piosenkę Sanah ,,Ale jazz” i wykonać ją w wersji pielgrzymkowej. Pielgrzymi mają 40-lecie, więc podkreślamy w tej piosence ich jubileusz. Chcemy w ten sposób umilić ich pielgrzymkę, tą ciężką drogę.
W tym roku 270 osób pokonuje 330 km z Zielonej Góry do Częstochowy.
- Jesteśmy dziewiąty dzień w drodze, na początku obawiałem się tych temperatur, bo zasadniczo jesteśmy pokoleniem siedzącym i temperatury zawsze negatywnie wpływają na nas - relacjonuje ks. Krzysztof Kocz, przewodnik pieszej pielgrzymki z Zielonej Góry na Jasną Górę.
- Chociaż dla pielgrzyma najwyższa temperatura jest lepsza niż najmilszy deszcz. Przed takim deszczem zostaliśmy schronieni, a temperatura w tym roku jest wyśmienita. Dwa dni nas dogrzało, powyżej 30 stopni, ale na takich etapach krótkich.
- Każde miejsce ma coś swojego charakterystycznego i kiedy tak idziemy to pielgrzymi próbują sobie przypomnieć, co to jest. Idąc do Bieńca, wiemy, że tutaj będzie zupa z dyni i to przywitanie. Jak mówiła jedna z pątniczek niby to już tyle razy, a ciągle wzrusza, to jest taka serdeczność – podkreśla duchowny.
- To miejsce wspominam bardzo dobrze. Co roku z żoną mówimy właśnie, że w tym miejscu będzie ta specyficzna woda z miętą, która nigdzie tak nie smakuje – wyznaje Piotr Andrzejewski.
- Nawet specjalnie w ogrodzie posadziliśmy dwie odmiany mięty, ale nie trafiliśmy w tą konkretną odmianę, która tutaj jest. Także ta otwartość serc, te ciasta, zupa, która zawsze czeka. Wychodzimy z Wielunia tacy podładowani, że za chwilę dojdziemy tutaj i będziemy ugoszczeni jak u mamy.
- Pierwszy raz idę na pielgrzymkę, nogi trochę bolą, ale jest dobrze – zdradza Weronika Misiorna.
- Cieszę się że tutaj jestem i podoba mi się. Zawsze sama miałam taki plan, żeby w końcu kiedyś iść na pielgrzymkę. Koleżanka już szósty raz idzie i mnie zachęciła. Bardzo miłe zaskoczenie, że nas muzyką przyjęli i panie gospodynie zrobiły pyszne ciasta, były występy, więc super naprawdę i ta dyniowa to najlepsza zupa, jaką jadłam – podsumowuje pątniczka.
Katarzyna Cieślik
[email protected]
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze