Od dłuższego czasu kierowcy przejeżdżający przez skrzyżowanie ulic: Sieradzka, Głowackiego i Traugutta w Wieluniu muszą omijać zapadnięty fragment jezdni. Miejsce zostało zabezpieczone i wyłączone z ruchu. I na tym koniec. Mijają tygodnie, a dziura jak była, tak jest. Zbulwersowani kierowcy pytają: Jak długo jeszcze? Czy musi dojść do tragedii?
Na pierwszy rzut oka dziura na ruchliwym skrzyżowaniu w Wieluniu wygląda jak zwykłe uszkodzenie jezdni. Sprawa ma jednak głębsze dno.
- Zapadnięcie się jezdni u zbiegu ulic Sieradzkiej i Głowackiego spowodowane jest rozszczelnieniem obcej infrastruktury usytuowanej pod jezdnią, w tym przypadku kanalizacji sanitarnej lub deszczowej, co spowodowało wymycie gruntu i w konsekwencji pojawienie się zagłębienia - wyjaśnia Maciej Zalewski, ze stanowiska ds. komunikacji społecznej Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad (GDDKiA) Oddział w Łodzi.
- Już dwukrotnie naprawialiśmy doraźnie to uszkodzenie za pomocą kruszywa i piasku, jednocześnie trzykrotnie wzywając właściciela sieci (Gmina Wieluń – przyp. red.) do usunięcia usterki – podkreśla przedstawiciel GDDKiA.
I właśnie pod jezdnią „pies jest pogrzebany”. Na górze widać zapadniętą nawierzchnię. Pod nią tkwi faktyczne źródło zapadliska, czyli uszkodzona kanalizacja deszczowa. Tygodnie mijają, a do naprawy nikt się nie kwapi.
- To nie nasza sprawa. Znajdująca się tam kanalizacja nie należy do wodociągów – oświadcza prezes Przedsiębiorstwa Komunalnego w Wieluniu Marcin Gorzelak.
GDDKiA wzywa Gminę Wieluń do usunięcia usterki kanalizacji, zanim przystąpi do remontu drogi. Z ratusza płynie riposta, że to niemożliwe dopóki nie będzie zgody na zmianę organizacji ruchu, za co odpowiada GDDKiA. Powstaje błędne koło, zabawa w przerzucanie gorącego ziemniaka między urzędami trwa, a zagrożenie dla bezpieczeństwa ruchu w centrum miasta nie znika.
Paweł Walczybok, zastępca burmistrza Wielunia, zauważa, że problem jest złożony, a obecnie trwają procedury związane z uzyskaniem zgody na zmianę organizacji ruchu.
- Droga jest w zarządzie GDDKiA. My odpowiadamy za kanalizację deszczową. Do prac naprawczych możemy przystąpić dopiero, gdy będzie zgoda na zmianę organizacji ruchu. Trudno powiedzieć, kiedy to nastąpi. Uzgodnienia trwają bardzo długo. Próbujemy w jakiś sposób przyspieszyć wydanie zgody własnymi ścieżkami. Prawdopodobnie sprawa jest teraz w urzędzie marszałkowskim – mówi zastępca burmistrza.
- Nam też zależy, żeby jak najszybciej rozwiązać problem. Nie możemy jednak przystąpić do prac bez uzgodnień, a te wykonuje GDDKiA. Dopóki organizacja ruchu nie będzie ustalona mamy związane ręce. To trwa tak długo, ponieważ jest to droga krajowa. W przypadku drogi gminnej czy powiatowej nie ma tak długiej procedury. Awarie na naszych drogach usuwamy błyskawicznie – zapewnia Paweł Walczybok i dodaje, że rozumie złość kierowców.
- Tę dziurę mamy bodajże dwa czy trzy miesiące – przyznaje.
Uszkodzone miejsce zostało ze względów bezpieczeństwa wyłączone z ruchu. Dla kierowców oznacza to konieczność zachowania szczególnej ostrożności i omijania przeszkody. Szczególnie trudne jest to w przypadku ciężarówek.
Kiedy rozpoczną się prace, a problem zostanie ostatecznie rozwiązany? Na to pytanie ani drogowcy, ani samorządowcy nie potrafią konkretnie odpowiedzieć. Maciej Zalewski z GDDKiA powtarza, że w sprawie terminu wykonania naprawy pytania należy kierować do właściciela uszkodzonej kanalizacji, czyli Gminy Wieluń. Od usunięcia tej usterki ma bowiem zależeć, czy nawierzchnia będzie trwale naprawiona, czy za jakiś czas historia się powtórzy.
Cierpliwość kierowców się kończy. Wściekli mieszkańcy Wielunia nie przebierają w słowach. Pytają, czy musi dojść do tragedii, żeby władze miasta w końcu ruszyły d…? Bardziej złośliwi komentują, że pewnie burmistrz rozpoczął budowę basenu. Tyle, że nie tam, gdzie trzeba.
tekst: Joanna Major, Iwona Domagała
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze