W ciągu pięciu minut stracili wszystko nad czym ciężko pracowali przez wiele lat. Podczas gwałtownej burzy wichura zerwała całkowicie dach. Dom zostały zalany aż do samej piwnicy. Straty są ogromne. Rodzina jest załamana. - Całe szczęście, że komin na nikogo nie spadł, bo by nas jeszcze zabiło. Był jeden wielki huk - mówi Michał Kuśmierek, właściciel posesji.
Gwałtowna wichura zerwała dach z domu Michała Kuśmierka w Jajczakach, w gminie Wierzchlas. Chwilę później woda zaczęła lać się do środka. Zalała cały budynek, aż po piwnicę. Zniszczone zostały podłogi, ściany, poddasze, instalacje i wyposażenie. Cztery lata ciężkiej pracy poszły na marne w kilka minut.
Do tragedii doszło w czwartek, 20 sierpnia, tuż po godzinie 4 nad ranem. Michał, jego żona, dwie córki: 19-letnia i 9-letnia oraz mama byli w domu. Spali, kiedy nagle usłyszeli potężny huk.
- Spaliśmy. Mamy sypialnię na poddaszu. Całe szczęście, że komin na nikogo nie spadł, bo by nas jeszcze zabiło. Był jeden wielki huk - opowiada Michał Kuśmierek.
Dachu po prostu nie było
Początkowo nie wiedział co się stało. Wyszedł z pokoju i zobaczył, że zniknęło wyjście dla kominiarza na dach. Dopiero na zewnątrz zobaczył, że dachu nie ma.
Jego fragmenty wiatr rozrzucił po okolicy. Jedna część znalazła się na posesji sąsiada, druga jeszcze dalej. Wełna mineralna została rozwiana aż pod las.
- Prawie pół dachu znajduje się na mojej posesji. Odłamki zniszczyły cały płot - relacjonuje sołtys wsi Jajczaki Piotr Wołowiec.
- Druga połowa leży u kolejnego sąsiada. Wszystko poszło w powietrze. Obudził mnie huk. Straszny huragan. Nie wiedziałem co się dzieje. Wyskoczyłem z domu. Nie spodziewałem się, że tam takie nieszczęście się stało. Dopiero jak przyjechały wozy strażackie to całą wieś Jajczaki postawiło na nogi - wspomina z przerażeniem Piotr.
Cztery lata temu Michał Kuśmierek wyremontował dom. Dach został wymieniony. Całe poddasze wykonano praktycznie od podstaw. Włożył w to ogrom pracy i pieniędzy. Pojawiły się także nowe instalacje: fotowoltaika i kolektory do podgrzewania wody, które zostały zamontowane zaledwie trzy tygodnie temu.
Dziś nie ma nic
- Wszystko jest zniszczone. Nie ma nic. Woda lała się do samej piwnicy. Przelało cały budynek. Podłogi są do zrywania. Ściany w środku popękane. Komin przewrócony - wylicza ze smutkiem Michał.
Rodzina nie może teraz wrócić do domu. Prąd został odłączony. Budynek musi zostać osuszony i sprawdzony pod kątem bezpieczeństwa. Dopiero wtedy będzie wiadomo, czy i kiedy możliwe będzie ponowne podłączenie energii.
- Nie mamy możliwości tutaj mieszkać. Nie wiadomo, czy to wszystko się teraz nie zawali, ściany są spękane. Jak będzie wszystko osuszone i elektrownia stwierdzi, że jest bezpiecznie, wtedy podłączą prąd. A kiedy to będzie, nie wiadomo - mówi.
Michał pracuje jako kierowca. Kilka godzin po tym tragicznym zdarzeniu miał wyjechać w trasę. Został. I choć teraz trudno mówić o szczęściu, to właśnie fakt, że tej nocy był w domu, może okazać się najważniejszy. Nikt z rodziny nie ucierpiał fizycznie.
Żeby wyremontować dom bez zaciągania kredytu, brał na siebie kolejne godziny pracy. Jeździł nocami. Pracował nawet po 15 godzin. Przez ostatni rok praktycznie nie miał czasu na odpoczynek. Wolne brał wtedy, kiedy musiał jechać z córką do szpitala w Łodzi.
Dziewczynka pół roku temu usłyszała diagnozę - cukrzyca. Jej leczenie oznacza dla rodziny dodatkowe, niemałe wydatki. Żona Michała musiała zrezygnować z pracy. Rodzina utrzymuje się wyłącznie z jego pensji.
- Walczymy z chorobą, a teraz jeszcze dołożyło to. Najwidoczniej było za mało. Wiem, że trzeba mieć siłę, ale skąd mam ją wziąć, jak cały czas coś złego się dzieje? - wzdycha Michał.
- To boli. Pracowałem na to wszystko bardzo ciężko. Walczyłem swoimi siłami. Cztery lata minęły i zabrało wszystko - dodaje łamiącym się głosem.
Lokalne społeczeństwo nie pozostaje obojętne wobec nieszczęścia
Gmina Wierzchlas od pierwszych chwil po zdarzeniu monitoruje sytuację rodziny i podejmuje działania, by zapewnić jej niezbędną pomoc.
- Zdarzenie bardzo nas poruszyło. Aktualnie wysłałem komisję, aby oszacowała straty - oznajmia wójt gminy Wierzchlas Leszek Gierczyk.
- Poprosiłem właściciela nieruchomości, żeby się do nas zgłosił, jeśli będzie czegoś potrzebował. Z naszej strony może liczyć na wszelką pomoc - podkreśla włodarz gminy.
Na pomoc rodzinie mobilizują się również mieszkańcy.
- Wystosowałem już kwestę do mieszkańców, dotyczącą pomocy finansowej. Kartka została puszczona przez całą wieś - tłumaczy sołtys Piotr Wołowiec.
- Pomoc finansowa jest w tym miejscu najbardziej potrzebna. Jako mieszkańcy jesteśmy czujni. Jeden drugiemu musi pomóc. Trzeba być solidarnym. Dzisiaj jest u nich, a jutro nie wiadomo, gdzie może być - dodaje.
Nie wiadomo od czego zacząć...
Michał nie ukrywa, że dziś zwyczajnie nie wie, od czego zacząć.
- Każdy próbuje zapewnić swojej rodzinie dobre warunki. I teraz będę musiał walczyć od nowa. Ale jak zacząć? Nie wiem…
Rodzina straciła dach nad głową, ale nie musi zostać sama z tym dramatem. Potrzebują ludzi, którzy pomogą im zrobić pierwszy krok.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze