Tylko do końca marca gmina Pajęczno może być pewna, że Eko-region odbierze ich śmieci. Do ogłoszonego przetargu śmieciowy gigant nie stanął. Tym samym samorządowcy i mieszkańcy zostali postawieni pod ścianą. Nie cichną komentarze, że postawa spółki to odwet za wyraźny sprzeciw przeciwko powiększeniu składowiska.
Mieszkańcy gminy, szczególnie miejscowości położonych w pobliżu wysypiska, od miesięcy narzekają na uciążliwego sąsiada. Drogę rozjeździły im śmieciary, a we wsiach momentami po prostu cuchnie. Tutejsi, czyli mieszkańcy Tuszyna, Dylowa Szlacheckiego i Pajęczna protestowali kilka miesięcy temu na drodze, żądając jej remontu. Wychodzili też strajkować przeciw podwyższeniu rzędnych i powiększeniu składowiska. To miało działać do 2032 roku, a już brakuje na nim miejsca. Jak przyznają samorządowcy, gmina stopniowo traciła kontrolę nad instalacją, która powstawała na jej terenie. I to pomimo, że mają w spółce udziały, a grunty pod jej uruchomienie zostały przekazane aportem. Rada gminy przyjęła petycje mieszkańców, którzy sprzeciwiali się planom rozbudowy wysypiska, niejako dając do zrozumienia, że wszelkie decyzje administracyjne, podejmowane przez nich, będą się skłaniać ku mieszkańcom. To wszystko może mocno pokrzyżować biznesowe plany Eko-regionu.
W ciągu dwóch lat stawki za wywóz odpadów w gminie mocno poszły w górę, co też nie nastraja tutejszych pozytywnie do, jednak mocno uciążliwego, sąsiada.
Już jesienią przetarg na wywóz odpadów musiał zostać unieważniony, ponieważ do gminy trafiły niewłaściwe cyfrowe klucze do otwarcia oferty. W związku z tym ofertę musiano potraktować, jakby jej nie było. Kolejne postępowanie ustaliło koszt wywozu tylko na trzy pierwsze miesiące roku. Co dalej? Tego na razie w gminie nie wiedzą. Burmistrz, Piotr Mielczarek, przyznaje, że sytuacja jest patowa.
- Szukamy rozwiązania zgodnego z prawem. Teoretycznie moglibyśmy ogłosić kolejny przetarg i zmieścimy się czasowo z procedurą, zanim zakończy się poprzednia umowa, ale nie mamy gwarancji, że oferta się pojawi – komentuje.
- Nowe prawo o zamówieniach publicznych pozwala zaprosić podmiot do negocjacji, a po nich zawrzeć umowę z wolnej ręki. Rozważamy różne opcje. Bardzo byśmy nie chcieli, aby zrealizował się tutaj „wariant mediolański” czyli śmieci na ulicach. Wcześniej problemem była cena wywozu odpadów, a teraz mamy kłopot znacznie poważniejszy. Liczę na pozytywne zakończenie tej sprawy, bo to jest co najmniej dziwne, że mając taki podmiot tuż za przysłowiową miedzą, borykamy się z taką sytuacją – akcentuje Mielczarek, nieśmiało wspominając o kompromisie, chociaż jak sam przyznaje, zostaje na niego niewiele miejsca. Ponad to kompromis wymaga od stron rezygnacji z żądań. Trudno sobie wyobrazić, aby mieszkańcy dali firmie ciche pozwolenie na rozbudowę, nawet gdyby ich odpadów nie miał kto odbierać.
- Jesteśmy jednym z udziałowców założycieli, a okazuje się, że nie mają obowiązku odbierać od nas odpadów. Nie ukrywam, że teraz te wszystkie pierwsze umowy są analizowane pod kątem odpowiednich zapisów – informuje włodarz.
Jakiś czas temu padła propozycja, aby powołać spółkę, która mogłaby odbierać śmieci z kilku gmin. Póki co nic w temacie się nie zadziało, ale nie znaczy to, że został zapomniany. Tyle tylko, że Eko-region, po tym jak zniknęły podziały na RIPOKi najprawdopodobniej nie jest zobligowany do przyjmowania odpadów od każdego, kto chce, więc teoretycznie mógłby odmówić.
- Innym problemem jest też to, że kosze na odpady nie są naszą własnością. Jeśli Eko-region chciałby je zabrać, staniemy przed koniecznością zapewnienia ich na posesjach – podaje burmistrz.
Magdalena Lizurej
[email protected]
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze