Reklama

Amstaff zaatakował shih tzu. Piesek nie przeżył

Jest wtorkowy wieczór, 5 maja. Mieszkanka Dworszowic Pakoszowych spaceruje z dwoma małymi psami rasy shih tzu. Obok jedzie na rolkach jej 10-letnia córka. Nagle zza ogrodzenia wyskakuje duży pies i atakuje małe. Kobieta łapie jednego i przerzuca za płot. Drugiego nie udaje jej się uratować! Poszkodowani oczekują zadośćuczynienia. Właściciel amstaffa nie umywa rąk…

Amstaff zaatakował shih tzu. Pogryzionego pieska nie udało się uratować

Anna Antończyk – Papierz z Dworszowic Pakoszowych opowiada reporterom portalu kulisy.net o dramatycznych wydarzeniach wtorkowego wieczoru.

- Minęłyśmy już z córką posesję tych państwa. Pies wybiegł od tyłu. Zdążyłam tylko zareagować i jednego psa przerzuciłam przez ogrodzenie sąsiadom. Drugiego nie zdążyłam uratować – opowiada ze łzami w oczach.

- Dziękuję tylko, że córka nie złapała drugiego psa, bo nie wiem co by się stało. Straszne. Byłam jak sparaliżowana. Nie mogłam się ruszyć. Nawet nie wiem ile to wszystko trwało. Przyleciał właściciel psa, odciągnął go i zabrał – dodaje Anna.

Reklama

Po ataku, pogryziony pies jeszcze żył. Właściciele zawieźli go do kliniki weterynaryjnej w Łodzi. Tam został na noc.

- Poinformowano nas, że ma złamaną żuchwę, zmiażdżony przełyk i prawdopodobnie przegryzioną tętnicę – opowiada ze łzami w oczach właścicielka shih tzu.

Drugiego dnia ranny pies został przewieziony do kolejnego szpitala weterynaryjnego. Niestety, nie udało się go uratować. Dla właścicieli to był cios. Poczuli się jakby stracili ukochanego członka rodziny.

- To był nasz synuś Pedro. Żył z nami osiem lat – łamiącym się głosem mówi Anna Antończyk – Papierz.

Reklama

- Był traktowany przez nas jak dziecko. Nie było dnia, ani minuty, żeby on nie był z nami – dodaje Sebastian Papierz.

Uratowany pies to suczka Molly. Jak mówi Anna, teraz nie chce jeść, jest wystraszona, boi się wychodzić, załatwia się w różnych miejscach w domu. Wydarzenie odbija się też na dzieciach.

- Ciągle jest płacz. W nocy śpią z nami, bo boją się same.

Ten pies prawie odgryzł głowę naszemu. A gdyby tak dziecko złapał…

Mieszkanka Dworszowic Pakoszowych zaznacza, że to nie była pierwsza taka sytuacja. W ubiegłe wakacje pies miał ganiać za dziećmi jeżdżącymi na rowerach. Rodzice zwrócili uwagę właścicielce posesji. Ta miała tłumaczyć, że pies jest małym szczeniakiem, który chce się bawić i dlatego biega za dziećmi. Ludzie przyjęli to tłumaczenie i przymknęli oko.

Reklama

- Pierwszy raz zostałam zaatakowana przez tego psa zimą. Zdążyłam schować swoje psy pod kurtkę, a tamten do gardła mi skakał. Widziałam, że właścicielka jest w domu, bo samochód stał. Krzyczałam, wołałam, ale nie wychodziła. Obcy facet zabrał mnie do samochodu i podwiózł do domu – relacjonuje zdenerwowana Anna Antończyk – Papierz.

- Pisałam do właścicielki. Odpisała mi. Przepraszała i prosiła, żebym nigdzie nie zgłaszała, zapewniała że wymienią ogrodzenie i pies nie będzie uciekał – dopowiada.

Wtedy Papierzowie pomyśleli: Dobrze, wymienią ogrodzenie i będzie wszystko ok. Ogrodzenie faktycznie zostało wymienione, około połowy grudnia, jednak pies nadal wydostawał się na zewnątrz.

Reklama

- Niby zrobili to ogrodzenie, a pies i tak wychodzi sobie jak chce – mówi Sebastian Papierz.

Sołtys wsi Dworszowice Pakoszowe o psich problemach nie słyszał.

- Nic mi o takich zdarzeniach nie wiadomo. Żaden z mieszkańców nic nie zgłaszał - mówi Wiesław Kurzac reporterom portalu kulisy.net.

Gmina także o sprawie dowiedziała się od przedstawiciela "Kulis ...". Tego samego dnia Urząd Gminy w Sulmierzycach opublikował apel do mieszkańców z prośbą o pilnowanie swoich czworonogów.

W środę, 6 maja, Anna i Sebastian zgłosili sprawę na policję.

Reklama

- Do tej pory nikt u nas nie był – informuje dziennikarzy, 11 maja, Anna Antończyk – Papierz.

- To jest taka sprawa, że oni już dawno powinni tutaj być i wyciągnąć konsekwencje – uważa.

W odczuciu pokrzywdzonych, także właściciel agresywnego psa bagatelizuje sprawę.

- Nie bierze tego na poważnie. Nikt do nas nawet nie zadzwonił, nie porozmawiał, nie przeprosił – mówi z rozgoryczeniem Sebastian Papierz.

Właściciele pogryzionego shih tzu oczekują zadośćuczynienia finansowego, bo jak twierdzą, strat emocjonalnych i psychicznych ich rodziny nikt nie jest w stanie wyrównać.

Reklama

- Chciałem załatwić sprawę polubownie. Powiedziałem, że wszystkie koszty, w tym leczenie i paliwo, to około pięć tysięcy. Chłopak (właściciel psa – przyp. red.) najpierw powiedział, że się poczuwa do winy i zgadza się zapłacić. Jednak następnego dnia przysłał mi numer polisy, żebyśmy sobie ściągnęli z ubezpieczenia – relacjonuje Sebastian.

- Teraz nie odpuścimy, tylko będziemy sobie radzić z pomocą prawnika. Różne rzeczy się dzieją, ale trzeba brać za swoje zwierzę odpowiedzialność – zapowiada.

- Ten pies prawie odgryzł głowę naszemu. A gdyby tak dziecko złapał… - wzdycha.

Reklama

Właściciel amstaffa: Nie uciekam od odpowiedzialności. Stało się

Pies, który zaatakował shih tzu, to półtoraroczny american staffordshire terrier. Wabi się Ares. Jego właścicielem jest 18-letni Filip Dziewiątek, tegoroczny maturzysta, mieszkający z mamą. Otwarcie rozmawia z reporterami portalu kulisy.net, podkreślając że nie ma nic do ukrycia. Mówi, że jest mu bardzo przykro z powodu tego co się wydarzyło.

- Mój piesek nie miał żadnych problemów z innymi zwierzakami, aż do pewnego dnia. Byliśmy na spacerze w Sulmierzycach. Ares został ugryziony przez innego psa i od tego momentu zaczął się inaczej zachowywać. Nie do wszystkich psów wykazuje agresję, ale są takie, które szczególnie go drażnią – przyznaje Filip Dziewiątek i dodaje, że Ares absolutnie nie jest agresywny wobec ludzi.

Reklama

Na potwierdzenie młody człowiek wyprowadza psa z domu. Ares radośnie wita się z reporterami, po czym grzecznie pozuje do zdjęcia.

Chłopak ma kłopot z upilnowaniem czworonoga. Amstaff samowolnie wyskakuje poza ogrodzenie. Filip zapewnia, że rozumie obawy ludzi i pracuje nad tym problemem. Zamierza zbudować porządny kojec, ale ze względu na egzaminy maturalne przesunął plany o dwa tygodnie. Niestety, w tym czasie doszło do nieszczęścia. Filip postawił na szybko kojec tymczasowy. Podczas jego nieobecności Ares jest zamknięty w domu, a na podwórko wychodzi na smyczy. Właściciel zaczął też pracować z psem pod okiem behawiorysty.

Reklama

- Nie olałem tej sprawy, bo tak nie można. Zrobiłem na szybko co mogłem, żeby pies nie wyskakiwał. Docelowo będzie porządny kojec – zapewnia Filip, oprowadzając dziennikarzy po posesji.

Właściciel amstaffa opowiada, że specjalnie dla psa, zostało zrobione porządne ogrodzenie. Takie, żeby nie miał możliwości podkopać się pod nim i wydostać na zewnątrz. Pies jednak wciąż znajdował drogę ucieczki. 18-latek zachodził w głowę jak to możliwe i szukał ewentualnych miejsc, którędy pies może wychodzić. W końcu znalazł. W rogu podwórka, przy płocie, usypana była spora górka ziemi i gruzu, powstała przy różnych pracach remontowych i gospodarskich.

Reklama

- Pies rozpędzał się, wskakiwał na górkę i przeskakiwał przez płot – relacjonuje Filip i dodaje, że ile zdążył zrobić między maturami, to zrobił i większą część górki już usunął.

- To nie jest tak, że lekceważę temat. Dla mnie to też jest przykra sytuacja. Do głowy by mi nie przyszło, że pies może przez ogrodzenie przeskoczyć. Robię wszystko, żeby było jak najlepiej. Nie wyobrażam sobie nawet, żebym musiał się rozstać z Aresem.

Młody człowiek wie o zgłoszeniu sprawy na policję i spodziewa się wizyty dzielnicowego. Do tej pory jeszcze nikogo w tej sprawie u niego nie było.

- Nie uciekam od odpowiedzialności. Stało się – rozkłada ręce właściciel niesfornego czworonoga.

- Powiedziałem, że pokryję wszystkie koszty. Rozmawialiśmy z panem Sebastianem. Przedstawił mi dwie faktury na łącznie 1700 złotych i dopisał ręcznie, że razem ze wszystkim 5000 zł. Poza tym mówił, że mogą do tego dojść koszty psychiatry dla dziecka. Na zebranie pieniędzy dał mi termin do niedzieli (10 maja – przyp. redakcja). Trzy dni. To nawet sądy tak nie działają – relacjonuje Filip i dodaje, że nie był w stanie zebrać takiej kwoty w tym czasie.

Sebastian Papierz poinformował go o zamiarze skierowania sprawy na drogę sądową.

Pokrycie szkody z polisy jest najlepszym wyjściem…

Chłopak zapewnia, że nie unika pokrycia wydatków właścicieli pogryzionego psa, ale zależy mu na ich udokumentowaniu. A na razie, jak mówi, otrzymał tylko dwie faktury na 1700 złotych.

- Nie chcę znaleźć się w sytuacji, że zapłacę te pięć tysięcy na słowo, bez dokumentów, a później pan Sebastian powie, że córka musi chodzić do psychologa trzy razy w tygodniu i będzie żądał, żebym za to płacił.

Właściciel amstaffa skonsultował się z prawniczką. Doradziła chłopakowi poproszenie pokrzywdzonych o wyszczególnienie poniesionych kosztów i ich udokumentowanie bądź przekazanie sprawy do realizacji przez ubezpieczyciela w ramach polisy OC. Filip skorzystał z drugiej opcji, o czym poinformował Sebastiana Papierza i przekazał mu dane z polisy.

- Zdarzyło się nieszczęście. Też sobie nie wyobrażam, że mojego psa spotkałoby coś takiego. Rozumiem, że państwo oczekują zadośćuczynienia, ale nie chcę być zrobiony w karolka i stać się później dla kogoś stałym źródłem dodatkowego dochodu. Dlatego pokrycie szkody z polisy jest najlepszym wyjściem – podsumowuje Filip Dziewiątek.

American staffordshire terrier nie wymaga zezwolenia

Zgodnie z rozporządzeniem Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji z dnia 28 kwietnia 2003 roku w sprawie wykazu ras psów uznawanych za agresywne, obowiązkowej rejestracji podlegają psy 11 ras. Należą do nich: amerykański pit bull terrier, dog z Majorki, buldog amerykański, dog argentyński, dog kanaryjski, mastif japoński, rottweiler, akbash dog, anatolijski pies pasterski, moskiewski stróżujący oraz owczarek kaukaski.

American staffordshire terrier, zwany potocznie amstaffem, nie figuruje na tej liście, a jego posiadanie nie wymaga zezwolenia z urzędu gminy.

Redakcja portalu kulisy.net wciąż oczekuje na komentarz w sprawie od rzecznika prasowego Komendy Powiatowej Policji w Pajęcznie. Do sprawy będziemy wracać.

Aplikacja na Androida

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 20/05/2026 23:15
Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Miłośnik shitzu - niezalogowany 2026-05-14 07:32:01

    Powinien zapłacić 10 tys kary a psa mu zabrać skoro nie potrafi go pilnować to nie są psy to są zła wcielone takie rasy życzę ci żebyś poczuł to co właściciele zagryzione go pieska

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • . - niezalogowany 2026-05-14 12:07:31


    Ten komentarz jest ukryty - kliknij żeby przeczytać.

    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Miłośnik shitzu - niezalogowany 2026-05-14 13:19:26


    Ten komentarz jest ukryty - kliknij żeby przeczytać.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kulisy.net




Reklama
Najnowsze wiadomości