Marcin Przydacz, poseł RP z Lipnika w powiecie pajęczańskim, materiał jaki ukazał się w programie 19.30 w TVP 1 3 sierpnia wprost nazywa manipulacją i nosi się z zamiarem podania stacji do sądu. Czy jego żona rzeczywiście została zatrudniona na fikcyjnej posadzie w PZU i dlaczego ogólnopolskie media miałyby szukać haka na parlamentarzystę z naszego regionu? O tym w wywiadzie, jakiego udzielił "Kulisom ..." poseł Prawa i Sprawiedliwości.
- Panie Pośle, w ostatnich dniach TVP zaatakowała Pańską rodzinę, insynuując, że Pana żona objęła fikcyjny etat w PZU. Jak wygląda sytuacja z zatrudnieniem Pańskiej żony?
- To kłamstwo i sprawa ta trafi najpewniej do sądu. Materiał opublikowany w przejętej przez D. Tuska neo-TVP jest pełen manipulacji i zwykłej nieprawdy. Słyszałem, że poszło zlecenie do wszystkich urzędów i spółek, aby szukać czegokolwiek, tak długo aż się znajdzie. Nie znaleźli nic na mnie, więc uderzyli w moją rodzinę, bo mamy to samo nazwisko. Tylko, że uderzyli kłamstwem. Moja żona zaczynała pracę w Grupie PZU wiele lat temu i to od najniższego stanowiska. Następnie przez lata pięła się po stopniach kariery od asystenkti przez stanowisko specjalisty, głównego specjalisty, kierownika zespołu aż do zastępcy dyrektora. Nie była nigdy w żadnych radach nadzorczych czy zarządach, gdzie często zarabia się bardzo duzo. Stawki jej wynagrodzenia w żaden sposób nie odbiegały od stawek rynkowych i wypłacanych innym pracownikom na podobnych stanowiskach.
Reklama
Ale kiedy została zatrudniona? W materiale TVP mówiono coś o naciskach Ministerstwa Aktywów Państwowych.
- Zaczęła pracę w roku 2017 r., tuż po urodzeniu dziecka. Ministerstwo Aktywów Państwowych powstało ponad 2,5 roku później, więc jak mogło naciskać na jej zatrudnienie… Ja z resztą w 2017 r. byłem zwykłym urzędnikiem. Przecież widać, że to polityczna robota pracowników podległych dziś rządowi D. Tuska. Żona, mimo posiadania trójki dzieci, ambitnie podchodziła do swojej pracy, ma wykształcenie wyższe w szkole o profilu handlowym, biegle mówi po angielsku, kończyła kolejne studia podyplomowe (na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego i potem kolejne w Szkole Wyższej Psychologii Społecznej w zakresie związanym z zarządzaniem organizacjami), robiła szkolenia, które zwiększały kompetencje - więc i dostawała nowe zadania w swojej pracy. Normalna ścieżka zawodowa. Żona normalnie też chodziła do pracy, jak tysiące innych pracowników PZU. Sprowadzanie jej roli, tylko do faktu bycia moją żoną jest dla niej jako kobiety poniżające i deprecjonujące. Ma swoje kompetencje, swoje zasługi i swoje ambicje. Szczerze mówiąc, bycie żoną polityka w wielu planach raczej jej przeszkadza niż pomaga.
Reklama
A jakie były reakcje na ten materiał wśród ludzi?
- Wielu rozumiało polityczny charakter tego materiału w TVP. Ale nie wszyscy, było trochę takich reakcji nieprzyjemnych, zwłaszcza w Internecie. Ja mam grubą skórę i potrafię dużo przeżyć. Moja żona mniej, nie jest politykiem i nigdy być nim nie chciała. Wiele osób dzwoniło do mnie i do niej z wyrazami wsparcia. Co innego atakować polityka, co innego jego rodzinę. Kilku kolegów, którzy też się pojawiali na giełdzie nazwisk skarżyło się, że na nich też coś szukają..
Reklama
No tak, w mediach pojawiła się sugestia, że ten materiał w TVP ma związek z faktem, że zaczął się Pan pojawiać na krótkiej liście potencjalnych kandydatów na Prezydenta RP. Czy widzi Pan taki związek?
- Rzeczywiście widziałem takie sugestie. W zeszłym tygodniu pojawiło się kilka tekstów przedstawiających potencjalnych kandydatów, jakich PiS może wystawić na Prezydenta RP. Pojawiło się i moje nazwisko. Parę dni później atakuje się moją rodzinę. Może ktoś uznać to za przypadek, ale jeśli weźmiemy pod uwagę, że TVP jest dziś w pełni zależna od D. Tuska, o którym mówi się, że sam chce startować do Pałacu i który znany jest z brutalnych metod walki politycznej, to wszystko jest bardziej jasne. Ja się nie przejmuje, będę starał się dalej aktywnie działać w ramach swojego mandatu. Ale rodziny atakować się nie powinno. Dlatego sprawa najpewniej zakończy się w sądzie.
Reklama
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze