Rodzeństwo ze Skomlina dostało węgiel z pomocy społecznej. Są wściekli i twierdzą, że zamiast węgla dostali kamienie. - Wałki robią i tyle. Jak mamy mieć ciepło? Kamienie, ni cholery, nie chcą się palić – denerwuje się mieszkaniec Skomlina.
- Mnie nie było, bo byłem w zakładzie karnym w Sierakowie Śląskim. Siostra była sama. Wtedy przywieźli ten węgiel. Siostra ma schizofrenię i depresję, to wykorzystali sytuację i wcisnęli jej kamienie zamiast węgla – rozpoczyna rozmowę z reporterką portalu kulisy.net Łukasz Howis ze Skomlina.
Mężczyzna pokazuje wiadro kamieni wygrzebanych ze stosu węgla i temperaturę na piecu: 41 stopni.
- W piecu gaśnie, temperatura spada, mimo że dorzucam węgla. A gdzie! Jakiego węgla, to badziewie jakieś, a nie węgiel – oburza się Łukasz Howis.
Mężczyzna twierdzi, że to wina firmy składującej opał, ale nie wie u kogo tę partię zamówił Gminny Ośrodek Pomocy Społecznej. Podejrzewa jakieś przekręty i niecne układy.
- Jak sami zamawialiśmy to od Lenia ze Skomlina i zawsze było super – akcentuje Łukasz Howis.
Okazuje się, że węgiel zamówiony przez GOPS również pochodzi od tego przedsiębiorcy. A zatem ze składu węgla, co do którego nikt do tej pory, także rodzina Howis, nie miała nigdy żadnych zastrzeżeń.
Podopieczny GOPS, chcący uzyskać wsparcie, składa wniosek o pomoc pieniężną na zakup węgla i wtedy sam go kupuje. Wniosek może też być o pomoc rzeczową. Wtedy GOPS płaci bezpośrednio firmie, która dostarcza węgiel do zainteresowanego. Średnia kwota wsparcia to około 500 zł. Ponadto pracownicy gminy przywożą najbardziej potrzebującym drewno opałowe, całkowicie za darmo.
GOPS nie ma stałej umowy z jednym dostawcą opału.
- Współpracujemy z różnymi firmami, kierując się jakością surowca, ceną, możliwością transportu oraz dotychczasową współpracą. Każdorazowo, jeśli pojawiają się sygnały o ewentualnych nieprawidłowościach, podejmujemy działania wyjaśniające i kontaktujemy się z dostawcą. Do chwili obecnej do ośrodka nie wpłynęło oficjalne zgłoszenie dotyczące jakości węgla z ostatniej dostawy. Ze względu na przepisy o ochronie danych osobowych oraz tajemnicę, dotyczącą osób korzystających ze wsparcia, nie mogę odnosić się do indywidualnych przypadków – oświadcza Aneta Chadryś, kierownik Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej w Skomlinie.
Są ludzie, którzy chcą zamówić węgiel od konkretnej osoby, bo wiedzą, że jest dobrej jakości. GOPS bierze to wówczas pod uwagę i idzie im na rękę.
23 stycznia Monika Howis (siostra Łukasza – przyp. red.) dostała węgiel kupiony przez GOPS. Wcześniej otrzymała pieniądze i część węgla zamówiła sama. Trudno w tej chwili stwierdzić jednoznacznie, które zamówienie przyszło z kamieniami. Nie ma pewności, który węgiel jest niedobry: czy ten zamówiony samodzielnie, czy przez ośrodek. Kierownik GOPS zapewnia, że gdyby pojawiły się sygnały o problemach z jakością węgla, to pracownicy pojechaliby sprawdzić i ewentualnie węgiel zostałby wymieniony.
- Od pani słyszę po raz pierwszy, że coś jest nie tak z tym węglem – mówi zdumiona Aneta Chadryś.
17 lutego rodzeństwo otrzymało też bezpłatnie drewno opałowe. Łukasz Howis oburzył się, że pracownicy zrzucili je przy bramie. Zażądał, żeby przerzucili je na podwórko i wyraził dezaprobatę, że jest nieporąbane. Dla pracowników GOPS to szczyt bezczelności i szukanie „dziury w całym”.
Łukasz Howis korzysta z pomocy społecznej właściwie przez całe życie.
Mężczyzna jest młody i zdrowy. Ma uprawnienia na wózki widłowe i potrafi spawać. Sam przyznaje w rozmowie z reporterką „Kulis…”, że nigdzie nie pracuje i przed pobytem w zakładzie karnym też nie pracował.
- Za robotę by się w końcu wziął. Nie dość, że za darmo dostanie to wiecznie mało i jeszcze pretensje jakieś – kwituje człowiek z sąsiedztwa (nazwisko znane redakcji).
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze