Kilku mieszkańców Wielunia, w liście otwartym do burmistrza, zaprotestowało przeciw organizacji Festiwalu Kolorów. Ich zdaniem impreza ma charakter bałwochwalczy. Argumenty autorów listu zostały obśmiane, a szef wieluńskiego ratusza nie odwołał imprezy. O Wieluniu znowu zrobiło się głośno…
Holi to hinduistyczne święto radości i wiosny. W Indiach ma podobny przebieg do naszego rodzimego Śmigusa Dyngusa, tylko zamiast wody uczestnicy używają kolorowych proszków. W to święto wrogowie wybaczają sobie winy i zapominają o niesnaskach. Tradycja ma umocowanie w mitologii hinduistycznej. Potencjał tkwiący w święcie Holi wyczuli marketingowcy. Imprezy pod szyldem Festiwalu Kolorów podbijają Polskę od kilku lat. Bez podbudowy teologicznej, bo w tym wypadku chodzi o dobrą zabawę (uczestnicy) i rozdystrybuowanie kolorowych proszków (sprzedawcy).
Tak czy owak, impreza polega na obsypywaniu się kolorowymi proszkami w takt muzyki. Amatorów lubujących się w kolorowym szaleństwie nie brakuje. Do Wielunia tego typu wydarzenia zawitało kolejny raz. W ubiegłym tygodniu do ratusza wpłynął list protestacyjny. Jego autorzy zwracali w nim uwagę na teologiczną podbudowę święta, określając ją jako bałwochwalczą z punktu widzenia katolików. Ponad to podnosili, że taka forma zabawy jest niezgodne z tradycją polską, utożsamianą, co wynika z pisma, z tradycjami chrześcijańskimi. Uważają, że obrzucanie się kolorowymi proszkami może prowadzić do alergii oraz przyczyniać się do urazów oczu. Dodatkowo wspomnieli, że wydarzenie niesie za sobą ryzyko dla kobiet, ma być okazją do ich molestowania.
Z tych wszystkich względów zażądali od burmistrza Wielunia, Pawła Okrasy, odwołania zaplanowanego w Parku im. Żwirki i Wigury na sobotę (17 lipca) festiwalu. Inicjatywę poparło dwóch miejskich radnych, Tomasz Akulicz i Anna Dziuba-Marzec. Pod pismem swoje autografy złożyło kilku księży i osoby związane z Akcją Katolicką, a także Domowym Kościołem.
O Wieluniu zrobiło się głośno w całej Polsce, a Internet zagotował się od komentarzy. Gros opinii negatywnie odnosiło się do pomysłu odwołania festiwalu, a na dwójce radnych nie pozostawiono suchej nitki. Oberwało się również przedstawicielom kościoła katolickiego. Wszak organizacja boryka się ze skutkami afer i póki co nie wychodzi z nich z twarzą, a świadczy o tym coraz mniejsza liczba wiernych w świątyniach.
Burmistrz ostatecznie nie ugiął się przed żądaniami. Z nazwy wydarzenia wyjął tylko „holi” jako kojarzące się z hinduizmem. Zmiana kosmetyczna, bo już Dj-ej prowadzący wydarzenie tę nazwę wykorzystywał. Włodarz wskazuje, że naszym kraju obowiązuje rozdział religii od państwa, zagwarantowany konstytucją.
- Gmina jako samorząd jest instytucją, która zabezpiecza sferę świecką naszego kraju, a kościół sferę duchową -zaznacza Paweł Okrasa, burmistrz Wielunia i dodaje, że zupełnie nie rozumie argumentów autorów listu otwartego.
Elżbieta Kalińska, dyrektorka Wieluńskiego Domu Kultury, który organizował wydarzenie przypomina, że nie tylko katolicy mają prawo do publicznego celebrowania swojej wiary, a również przedstawiciele innych wyznań, więc nawet gdyby Festiwal Kolorów miał podbudowę teologiczną, nikt nie powinien go zabraniać. W tym wypadku jednak podbudowy teologicznej nie było.
- Znam tę imprezę i uważam, że jest cudowna, bawią się tutaj dzieci i dorośli, przychodzą rodzice z dziećmi –stwierdza dyrektorka.
- Uważam że największym błędem pana Akulicza i pani Marzec jest to, że nigdy nie byli na takiej imprezie, a już wiedzą, że kobiety są molestowane, nie mają żadnej podstawy do tego, żeby tak sądzić, bo najpierw trzeba przyjść i zobaczyć – podkreśla Kalińska.
W sobotę do parku zdecydowało się przyjść sporo osób. Po okresie pandemicznego zamknięcia ludzie wykorzystują każdą okazję do wyjścia z domu. Gdyby nie pismo kilku katolików, które odbiło się szerokim echem większość nie miałaby pojęcia.
- Jesteśmy tutaj, by się pomalować – mówi ze śmiechem Ewa Ziębakowska, która przyszła na festiwal z rodziną, mężem i małymi dziećmi.
- Chcemy się po prostu pobawić. To zawsze coś innego niż siedzenie w domu. Ta impreza nie ma dla nas nic wspólnego z czczeniem bogów.
Z kolei Ewa Mertuszka dywagacje zawarte w liście określa jako „chore”.
- Jeśli chodzi o te domniemane kontrowersje, to był po prostu przerost formy nad treścią – podkreśla Mertuszka.
- Nie widzę nic złego w takiej imprezie. To jest naprawdę bardzo radosne. Jeśli chodzi o te kontrowersje, to uważam, że najprawdopodobniej ktoś chciał zabłysnąć. Moje dzieci, kiedy usłyszały, że impreza może zostać odwołana, wręcz rozpaczały - podsumowuje.
Magdalena Lizurej
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze