Podczas sesji Rady Miejskiej w Działoszynie Beata Włodarczyk, której na sercu leży los wolno żyjących kotów, postanowiła zadać radnym kilka stanowczych pytań w tej sprawie. Wydawałoby się, że urzędnicy gminy powinni już znać ten temat, ale milczą i nie kwapią się do konkretnego działania
Sedno problemu: Finansowanie sterylizacji kotów z budżetu gminy
Mieszkanka gminy Działoszyn Beata Włodarczyk zajmuje się wolno żyjącymi kotami od 4 lat. I chociaż obowiązek opieki nad zwierzętami ustawowo spoczywa na samorządach gminnych, to zdaniem Beaty Włodarczyk, w gminie Działoszyn to nie działa.
- Koty bezdomne i koty wolno żyjące to problem kompletnie ignorowany w tej gminie –– twierdzi Beata Włodarczyk, opiekunka kotów.
W listopadzie ubiegłego roku kobieta miała złożyć do urzędu gminy wniosek w sprawie finansowania sterylizacji kotów wolno żyjących. Okazuje się jednak, że nikt z władz nie widział go na oczy. Treść i losy wniosku pozostają wielką niewiadomą.
Wiceburmistrz Działoszyna Marta Gniecioszek twierdzi, że rozmawiała z mieszkanką na ten temat.
- Rozmawiałyśmy o tym, czy w budżecie gminy są środki na sterylizację i kastrację kotów. I owszem, w roku 2024 takie środki były uwzględnione i zadania w tym zakresie zostały wykonane. Może nie była to wysoka kwota, ale została zabezpieczona – przyznaje wiceburmistrz Marta Gniecioszek.
Zdaniem Beaty Włodarczyk rozmowy z radnymi, komisją i sekretarzem gminy nie przyniosły spodziewanych efektów.
- Jesteśmy w tym samym punkcie, co przed rozmowami – stwierdza Beata Włodarczyk.
- Nie chodzi o to, że sama uchwała jest z gruntu zła, ale o to, że nie realizujecie punktu: opieka. Gdybyście faktycznie opiekowali się tymi kotami, to bardzo chętnie dawalibyście pieniądze na sterylizację. Tymczasem nic nie jest w tym kierunku robione. Ja dosłownie wyżebruję od was jedną sterylizację na rok – irytuje się Beata Włodarczyk.
- Zagłosowaliście, że koty wolno żyjące będą dokarmiane raz w tygodniu. Przepraszam, ale czy wy też jecie raz w tygodniu? – nie kryje oburzenia kobieta.
Beacie Włodarczyk zależy przede wszystkim, żeby władze gminy w ogóle zauważyły problem kotów wolno żyjących. Druga rzecz, to żeby przeznaczono odpowiednie środki finansowe na ich sterylizację. W ten sposób rozmnażanie się kotów zostanie wyeliminowane, a przynajmniej mocno ograniczone, a to z kolei znacznie obniży poziom bezdomności.
- Nie ma gminy, w której nie byłoby kotów wolno żyjących. Jeśli jakaś gmina twierdzi, że nie ma takiego problemu, to znaczy, że po prostu się tym nie interesuje – podkreśla Włodarczyk.
- Gmina powinna mieć konkretną strategię dotyczącą bezdomności zwierząt, a przede wszystkim kotów wolno żyjących – dodaje.
Pod opieką zaangażowanej mieszkanki gminy bywa po kilkanaście kotów. Są to w większości zwierzęta z różnymi problemami zdrowotnymi. Opieka jest niekiedy bardzo trudna, bo koty często są nieufne, wystraszone lub agresywne. W gminie funkcjonuje schronisko w Trębaczewie, ale tylko dla psów. Koty nie są tam przyjmowane. Wizyty u weterynarza, leczenie, kroplówki, odrobaczanie, odpchlenie, krople do oczu, do uszu i oczywiście karma – to wszystko finansuje Beata Włodarczyk z własnej kieszeni. W tej chwili kotów jest 6, ale lada chwila będzie około 16, bo dwie kotki są ciężarne. Zdaniem opiekunki, jeśli gmina wzięłaby na siebie przynajmniej ciężar finansowy sterylizacji, tego problemu by nie było.
- Jestem już tak zdesperowana, że jeśli to się nie zmieni, to te koty będę przywozić na sesję. Niech radni wtedy uzgadniają między sobą, który iloma z nich się zajmie – oświadcza Beata Włodarczyk.
Koty przychodzą same, ale są i takie, które ludzie celowo podrzucają. Sami nie biorą na siebie odpowiedzialności, tylko w ten sposób pozbywają się problemu. I mają fałszywe poczucie spełnionego obowiązku i pomocy zwierzętom.
- Wydaje im się, że skoro to wiejska okolica, to zawsze ktoś się tymi kotami zajmie – z rozgoryczeniem mówi Beata.
Propozycje rozwiązania problemu wolno żyjących kotów
Jedna z propozycji radnych dotyczyła obowiązkowego czipowania każdego zwierzęcia, a wtedy będzie wiadomo skąd pochodzi i kto jest jego właścicielem. Zdaniem Beaty Włodarczyk takie rozwiązanie nic nie da, bo jeśli wolno żyjąca kotka okoci się, to nikt nie będzie się poczuwał do zaczipowania tego miotu.
- Po pierwsze edukacja, a po drugie sterylizacja. Innego wyjścia nie ma – stanowczo twierdzi Beata Włodarczyk.
- Sterylizacja i świadomość jej potrzeby to podstawa. Gmina musi znaleźć pieniądze na sterylizację, żeby rozwiązać problem wolno żyjących kotów. Jest przecież uchwała mówiąca o humanitarnym traktowaniu zwierząt, a przychodzące na świat maluchy umierają potem w ogromnym cierpieniu – nie kryje emocji opiekunka zwierząt.
- Potrzebna jest strategia. Chcę, żeby gmina w końcu przyznała, że problem istnieje i znalazła w budżecie pieniądze na sterylizację. To jest niezbędne, żeby ograniczyć rozmnażanie się kotów wolno żyjących – wyraża kategorycznie swoje oczekiwania wobec władz gminy Beta Włodarczyk.
Burmistrz Działoszyna Rafał Drab odnosi się do oczekiwań mieszkanki.
- Gmina Działoszyn absolutnie nie bagatelizuje tematu. W najbliższym czasie zastanowimy się, jaką kwotę przeznaczyć na sterylizację wolno żyjących kotów – mówi Rafał Drab, burmistrz Miasta i Gminy Działoszyn.

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze