Rodzice dzieci z Publicznego Przedszkola nr 3 w Wieluniu sprzeciwiają się planowanej likwidacji grupy 6-latków. Ich zdaniem decyzja władz miasta ignoruje dobro dzieci, a cała reorganizacja opiera się wyłącznie na rachunku ekonomicznym. Mimo protestów, pism i spotkań – decyzja została już podjęta.
W roku szkolnym 2024/2025 w Publicznym Przedszkolu nr 3 w Wieluniu funkcjonuje grupa łączona 5-6-latków. Obecnie uczęszcza do niej 14 dzieci. Od września, gdy starsze pójdą do szkoły, w grupie pozostanie siedmioro obecnych 5-latków. Wraz z nowymi zapisami, planowana ich liczba to 8. Według władz miasta, zbyt mało, by utrzymać grupę. Dzieci powinno być co najmniej 12.
– Zostaliśmy postawieni pod ścianą. Liczą się tylko finanse, nie nasze dzieci – mówi Monika Dudek, mama jednego z przedszkolaków.
– Powiedziano nam wprost: znajdźcie dzieci, będzie grupa. A jak nie, to musicie się z tym pogodzić. Mamy teraz chodzić z transparentami po ulicach i łapać dzieci do przedszkola? – pyta retorycznie.
Rodzice podkreślają, że nie chcą niczego dla siebie. Walczą o bezpieczeństwo, rozwój i stabilność dla swoich dzieci.
– Nasze dzieci będą miały trzecią zmianę grupy. Trzecią! Są traktowane jak podrzutki, jak zapchajdziury. Gdzie się zwolni miejsce, tam je wrzucają – mówi Iwona Nowak.
– Tu nie ma troski o edukację, rozwój czy indywidualne potrzeby. To jest czysta kalkulacja. Dzieci się nie liczą – dodaje.
Rodzice nie kryją frustracji. Ich zdaniem nikt ich nie słucha.
– O planach zmiany grupy rok temu dowiedzieliśmy się na trzy dni przed 1 września. Nawet nie mieliśmy czasu przygotować dzieci psychicznie – wspomina Ewelina Smolarz.
– Nie dano nam szansy powiedzenia dziecku: „Pójdziesz do innej pani, tej pani już nie będzie…” – dodaje.
W tym roku o planach reorganizacji poinformowano ich w marcu. Ale to nie poprawia nastrojów, ani nie uspokaja.
– Lepiej nie będzie. Na pewno nie. Mówi się nam, że może dzieci się szybciej zintegrują, może będzie dobrze. Ale nikt nie bierze odpowiedzialności za to, że może być gorzej – stwierdza Kamil Wołowiec.
Obecna grupa to dzieci z problemami społecznymi, emocjonalnymi i edukacyjnymi. Nie mają orzeczeń o potrzebie kształcenia specjalnego, ale pozostają pod opieką poradni psychologiczno - pedagogicznych i prywatnych specjalistów.
– Te dzieci nie są łatwe. Ale zrobiły ogromny postęp. Wszystko dzięki wychowawczyniom, które je znają, rozumieją i prowadzą – mówi Kamila Wołowiec.
– Tyle wspólnie wypracowali. Jeśli teraz dzieci zostaną rozrzucone po innych grupach, to wszystko pójdzie na marne. To jak krok wstecz – martwi się Monika Dudek.
Rodzice boją się też odrzucenia dzieci przez zżytych ze sobą rówieśników.
– Co będzie, jeśli inne dzieci ich nie zaakceptują? Co jeśli będą wyśmiewane albo izolowane? One już mają trudniej. Nie chcemy, żeby zostały kozłami ofiarnymi – obawia się Iwona Nowak.
Rodzice dzieci z Ukrainy również proszą o stabilizację.
– Wciąż jesteśmy w sytuacji przeprowadzek i zmian placówek. Nie ma żadnej stabilności. Ciągle zmiany. A dzieciom i tak trudno – mówi Ałła Mahhiboroda.
Rodzice zaznaczają, że obecna grupa działa dobrze, dzieci zrobiły postępy, zbudowały relacje i uwielbiają wychowawczynie.
– Nasze dzieci potrzebują małej grupy. Tak określili specjaliści w opiniach poradni. Ale nie mamy orzeczeń, więc nie możemy być grupą integracyjną. Jesteśmy w zawieszeniu. Niby potrzebujemy wsparcia, ale nie mamy narzędzi – wyjaśnia Monika Dudek.
– A dla burmistrza to proste: nie opłaca się, więc likwidujemy – dodaje z irytacją.
Rodzice spotkali się kilkakrotnie z burmistrzem Wielunia Pawłem Okrasą i z dyrektorem Zakładu Obsługi Placówek Oświatowo – Wychowawczych w Wieluniu Romualdem Kucharczykiem. Bez efektu.
– Burmistrz najpierw powiedział, że pierwszy raz o tym słyszy. A później zaczął wykład o finansach i kosztach – mówi Iwona Nowak.
– To jakiś absurd. Dla nas liczy się dobro dziecka, a dla niego tylko liczby – dodaje Monika Dudek.
Zgodnie z decyzją burmistrza Okrasy, grupa może zostać utrzymana tylko, jeśli będzie liczyć minimum 12 dzieci. W tej chwili brakuje co najmniej czwórki.
– Mamy łapać dzieci na ulicy? Stać z ulotkami? A co z tymi, które już są? Co z ich potrzebami? – pytają rodzice.
W odpowiedzi na pismo rodziców burmistrz zaznaczył, że zarówno dyrektor jak i nauczyciele przedszkola zrobią wszystko, żeby zapewnić dzieciom jak najlepsze warunki do rozwoju i zaspokojenia indywidualnych potrzeb, zgodnie z opiniami i zaleceniami specjalistów. W piśmie podpisanym przez burmistrza czytamy również, że:
„(…) Planując organizację pracy każdej jednostki systemu oświaty, ich dyrektorzy i organy prowadzące nie mogą robić tego w oderwaniu od danych demograficznych (…) i zasad określonych w przepisach prawa, nakazujących nam dokonywanie wydatków ze środków publicznych w sposób celowy i oszczędny (…)”.
Dyrektorka PP nr 3 w Wieluniu Danuta Frysiak rozumie obawy rodziców. Sama interweniowała u burmistrza, prosząc o utrzymanie grupy.
– Zrobiłam, co mogłam. Przedstawiłam sytuację, argumenty rodziców, potrzeby dzieci. Niestety, odpowiedź była jednoznaczna – mówi Danuta Frysiak.
– Decyzję podejmuje organ prowadzący. My musimy się do niej dostosować – dodaje.
- Zostaliśmy postawieni przed faktem dokonanym. Liczyliśmy, że coś się jeszcze wydarzy przed upływem terminów, ale teraz jest już za późno. Arkusz organizacyjny na następny rok jest zatwierdzony. Bez tej grupy – informuje dyrektorka przedszkola Danuta Frysiak.
Monika Dudek rozmawiała telefonicznie z przedstawicielką kuratorium oświaty Barbarą Kochanowską. Jak relacjonuje – kurator nie może wymusić utrzymania grupy.
– Usłyszałam, że najważniejsze jest dobro dziecka. Ale nikt nie daje narzędzi, żeby to dobro rzeczywiście ochronić – mówi.
Rodzice przyznają, że rozumieją kwestie finansowe, ale oczekują rozsądku i brania pod uwagę potrzeb dzieci.
- Rozumiemy, że pieniądze są ważne. Nie oczekujemy nie wiadomo czego. Tylko jeden rok normalności… - apeluje Iwona Nowak.
- Jesteśmy podatnikami gminy Wieluń. Tak naprawdę to my płacimy za utrzymanie przedszkoli. Teraz zostaliśmy postawieni pod ścianą z ultimatum: znajdźcie dzieci, to grupa będzie istnieć, a jeśli nie, to macie pogodzić się z tym co jest – z goryczą mówi Monika Dudek.
Istnieje jeszcze cień szansy, że jeśli do września pojawią się nowe dzieci, to druga grupa 6-latków zostanie utrzymana. Tego jednak nikt nie jest w stanie przewidzieć, a tym bardziej zagwarantować. W tej chwili brakuje co najmniej czwórki dzieci.
Reporterka „Kulis…” podjęła kilka prób kontaktu zarówno z burmistrzem Pawłem Okrasą jak i jego zastępcą Joanną Skotnicką – Fiuk. Do momentu oddania gazety do druku i publikacji artykułu w portalu kulisy.net nie doczekała się jednak od nich żadnej konkretnej odpowiedzi. Wiceburmistrz Wielunia przysłała jedynie informację na temat rekrutacji i liczby dzieci w PP3 w Wieluniu. Tę samą, którą rodzice już otrzymali.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze