Prawdziwie magiczny wieczór w Pajęcznie zapewnił młodszym i starszym iluzjonista Paweł Kwiecień. Człowiek młody, utalentowany i czarujący. Pasjonat magii i niewymuszonego kontaktu z publicznością. Chętnych do asystowania artyście na scenie nie brakowało. W tym przypadku, także dorośli uwalniani na chwilę swoje wewnętrzne dziecko.
W czwartkowy wieczór 25 września, w kinie Świteź w Pajęcznie, wielopokoleniowa publiczność zgromadziła się licznie, aby doświadczyć niezwykłych wrażeń i przenieść się na chwilę do świata magii.
To, co na scenie wyprawiał iluzjonista Paweł Kwiecień zachwyciło, rozbawiło i zaskoczyło nie tylko dzieciaki, ale i dorosłych. Były magiczne sztuczki, sflaczałe różdżki, fruwający stolik, znikające piłeczki i banknoty, śnieżne burze, uwalnianie się z więzów i dziwna lina, która nie mogła się zdecydować czy występuje w jednym kawałku, czy rozmienia się na drobne. Nie zabrakło też radosnego tańca, czytania w myślach i przewidywania przyszłości. A na koniec mrożący krew w żyłach posiłek – żyletki jako danie główne.
Publiczność reagowała żywiołowo na sceniczne wydarzenia, a większość nie mogła doczekać się asystowania artyście. A gdy Paweł Kwiecień zniknął na chwilę ze sceny, z rzędów widowni rozległo się wołanie:
- Magik! Magik, gdzie ty jesteś?! Maagik wychodź, bo mój brat jeszcze nie był!
Śmiechu, zabawy i emocji było co niemiara, ale i chwili refleksji, zadumy i wzruszenia nie zabrakło.
- To historia o dwóch osobach. Jedna z nich była starsza - pełna życia, energii i niczego się nie bała. Druga była młodsza - nieśmiała, strachliwa, ale głodna spełniania marzeń. Te dwie osoby przez całe życie były ze sobą blisko, chociaż często nie mogły się dogadać. Czas też ma swoją magię – z biegiem lat stali się najlepszymi przyjaciółmi. Chwilę potem wydarzyła się tragedia – młodszy z nich został sam. Tym młodszym byłem ja, a moim najlepszym przyjacielem – mój dziadek – opowiada Paweł Kwiecień i w magiczny sposób prezentuje postać dziadka.
A po spektaklu artysta wcale nie zniknął, tylko dalej żartował z dziećmi i dorosłymi, rozdawał upominki i radośnie pozował do pamiątkowych fotek. Chętnych nie brakowało - w kolejce ustawili się chyba wszyscy goście. I chociaż dzieci, zamiast oczekiwanego królika z kapelusza ujrzały wyczarowane skarpetki, to nikt z tego powodu nie narzekał.
- Dzisiejszy spektakl był bardzo emocjonujący. Naprawdę można było zobaczyć coś dla dzieci i coś dla dorosłych. To z żyletkami – bardzo ciekawe – jak to w ogóle się stało? Fascynujące i warte uwagi - akcentuje Milena Bujak, spędzająca magiczny wieczór z małą Lilianką.
- To było świetne wydarzenie. Po prostu super. Mam nadzieję, że będzie takich więcej w Pajęcznie - podsumowuje Ilona Szymczykowska, która na spektakl przyjechała z córką Marysią z Patrzykowa.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze