Ona zakłada „niebieską kartę” jemu. On robi to samo w stosunku do niej. Podobno mąż jest niesłychanym potworem, ale to żona wyrzuca go z domu i zmusza do nocowania w dobudówce przy stodole. On nadużywa alkoholu, ona z byle powodu wzywa policję… I tak toczy się życie pewnego małżeństwa na pajęczańskiej ziemi, a nikt i nic nie jest w stanie pogodzić tych dwojga. Pomoc społeczna rozkłada ręce, policja nie nadąża z interwencjami, a sąsiedzi nabierają wody w usta.
Nawet Jaworowicz nie pomoże
- Niech pan przyjedzie, bo przecież ja do głowy dostanę – prosi o interwencje reportera „Kulis…” Maryla, 60-latka z małej wsi w powiecie pajęczańskim.
- Nikt mi nie wierzy, znikąd pomocy – załamuje ręce kobieta, a potem wyciąga opasłą teczkę z dokumentami.
- Podawałam tego łacha (tak nazywa męża – przyp. redakcja) na prokuraturę, umarzali postępowanie. Na policję dzwonię, to przyjeżdżają, ale spiszą go tylko i odjeżdżają. Nikt nic nie robi, a ja z domu boję się wyjść – mówi zapłakana.
Maryla męża zgłaszała na prokuraturę i policję tyle razy, że trudno zliczyć, a opisywanie każdego z poszczególnych przypadków mogłoby zająć dobrych kilka stron w gazecie. Mundurowych na ratunek wzywa w tak błahych sprawach, że aż trudno w to uwierzyć. Raz na przykład zadzwoniła na telefon alarmowy i wezwała policjantów, bo Marian wyrzucił śmieci nie do tego kosza co trzeba. Innym razem policja interweniowała na żądanie 60-latki, bo mężowi potrzaskały się butelki z oranżadą… Jedno z poważniejszych wezwań dotyczyło rzekomego pobicia, ale nie potwierdziła tego faktu obdukcja, która na własne życzenie wykonała Maryla.
Kobieta chciała, żeby sprawą zajęła się Elżbieta Jaworowicz ze ,,Sprawy dla reportera’’, ale ta stanowczo odmówiła, wskazując że podobnych małżeńskich porachunków jest w Polsce tysiące.
Trzech mężów, trzech synów i tysiące zmartwień
Maryla wiele w życiu przeszła. Pierwszy mąż znęcał się nad nią fizycznie i psychicznie. Mimo, iż miała z nim syna, rozwiodła się, szybko znajdując drugiego męża. Z kolejnym życiowym partnerem także doczekała się syna, ale w wyniku samobójstwa męża została wdową. W końcu poznała Mariana, z którym zaszła w ciąże i urodziła trzeciego z synów.
Z Mańkiem ślub wzięła w 1997 roku, mimo że był on w trakcie odbywania kary więzienia. Jak się potem okazało za kraty trafił za znęcanie się nad żoną. Zaraz po ceremonii Maniek musiał pakować rzeczy i wracać do więziennej celi. Marylka znów została sama, z trójką synów, domem i setką innych spraw na głowie.
W końcu Marian opuścił zakład karny i wrócił do domu. Przez trzy lata było dobrze. Zdarzało się, że za dużo wypił i wtedy się awanturował, ale to było do przejścia. Najważniejsze, że przynosił do domu pieniądze, a dzieci miały ojca. Chociaż, jak zaznacza w rozmowie Maryla, Maniek dobrze traktował tylko własnego syna, pozostałą dwójkę odsuwał na bok.
- Nawet mnie to nie dziwiło, bo przecież były z poprzednich małżeństw – mówi Maryla.
- Ale nie mogłam pogodzić się, gdy jednemu z synów Maniek wyrywał chleb z ręki – opowiada wyraźnie poruszona.
Maryla przewlekle leczy się na astmę, ma spore problemy z kręgosłupem. Żyje z renty rodzinnej i rolniczych dopłat. Synowie są już dorośli. Jeden kategorycznie zerwał kontakt z matką i ojczymem już kilka lat temu, mieszka i pracuje w Łodzi. Pozostali też nie chcą mieć z rodzicami wiele wspólnego… Jedyną krewną, która wspiera Marylę jest jej matka. Ale zmęczona życiem seniorka, nie jest w stanie rozwiązywać sporów małżeńskich jej córki, nie ma już siły i możliwości.
Życie z pasożytem. Mąż mnie bił, dusił, szantażował
Pasożytnictwo to jak podają źródła naukowe forma współżycia dwóch organizmów, w której jeden czerpie korzyści ze współżycia, a drugi ponosi szkody. Tak właśnie dzieje się w małżeństwie Maryli i Mariana. Tyle tylko, że obie strony czują się wykorzystane i uważają za ponoszący szkody organizm.
Maryla twierdzi, że mąż już od kilku lat się nad nią znęca. Ale to ona wyrzuciła męża z domu, skazując go na mieszkanie w nieogrzewanym budynku gospodarczym. Czuje się stale krzywdzona przez męża, ale nie chce też dla świętego spokoju wyprowadzić się do matki pod Wieluń, gdzie są lepsze warunki mieszkaniowe. Nie chce też słyszeć o polubownym podziale majątku – domu z działkami rolnymi – bo uważa, że jemu nic się nie należy…
Jest pewna, że przyczyną jej gehenny stały się przygody męża z innymi kobietami, a także nadużywanie przez niego alkoholu.
- Teraz prowadza się z taką k…., co ją pod sklepem poznał w sąsiedniej miejscowości – mówi z przekonaniem Maryla.
- On by chciał, żebym ja go z nią wpuściła do chałupy. Nigdy w życiu. Wzięłam i łacha wyrzuciłam na zbity pysk do kuchni letniej – dodaje, wskazując na małą przybudówkę przy stodole.
- Teraz tam łach mieszka. Sprowadza ją czasem i znęca się nade mną psychicznie. Sika mi prosto w okno i jeszcze macha penisem, szyderczo się śmiejąc – kręci głową Maryla.
Jak nie wiadomo o co chodzi… to chodzi o kasę
W Gminnym Ośrodku Pomocy Społecznej rodzina Maryli i Mariana jest dobrze znana. Ale pracownice ośrodka straciły już nadzieję, że skłóconemu małżeństwu ktokolwiek jest w stanie pomóc.
- Zrobiliśmy wszystko co w naszej mocy, ale jak ktoś nie chce, żeby mu pomóc, to na siłę się nie da – przekonuje reportera przedstawicielka GOPS-u.
Maryla założyła niebieską kartę mężowi. On zrobił to samo w stosunku do niej. Efekt był zerowy. GOPS zainicjował spotkania pojednawcze stron. Znowu bez efektu.
- Ten mąż proponował różne rozwiązania, chciał żeby żona oddała mu część ziemi i 50 tys. zł za dom, a wtedy by się wyprowadził. Ale ta pani nie zgadzała się na jakiekolwiek rozwiązanie. Była w stanie zaakceptować jedno, że mąż się wyprowadzi i zostawi jej wszystko – relacjonuje pracownica ośrodka.
W GOPS-ie wiedzą, że Maryla wielokrotnie składała wnioski o ściganie męża za przemoc fizyczną i psychiczną. Zauważają jednak, że za każdym razem sama je wycofywała. Maryla twierdzi, że robiła tak z uwagi na groźby ze strony męża.
- Co miałam robić? – pyta niby retorycznie. – On mi groził, że mnie obleje kwasem, że dom podpali – zanosi się płaczem 60-latka.
Przedstawicielka GOPS-u nie ma złudzeń. Jest pewna, że w sprawie chodzi przede wszystkim o pieniądze.
- Pani nagrywa pana, pan nagrywa panią. On wyzywał ją, ona wyzywała jego. Z jednej strony ona ma rację, z drugiej on, a prawda leży pewnie po środku – ocenia na ile może obiektywnie.
- Z naszej strony przeprowadziliśmy wszystkie procedury, które tylko się da. Nic nie pomogło. Bo tu nie chodzi proszę pana o kłótnie, a o podział majątku, który jest praktycznie niemożliwy, w momencie gdy jedna ze stron uważa, że jej należy się wszystko, a małżonkowi nic – kończy.
Sąsiedzi nie chcą gadać. Odwracają się na pięcie i odchodzą
Marian z mediami woli nie rozmawiać. Uważa, że małżeńskie spory powinno załatwiać się samemu. Za to Maryla mogłaby godzinami opowiadać o konflikcie z mężem. Jego epilogiem miał być rozwód, o który wnioskowała do sądu – koniecznie z jego winy.
Kilka miesięcy po założeniu sprawy rozwodowej do Prokuratury Rejonowej w Wieluniu wpłynęło zawiadomienie o przestępstwie. W jego uzasadnieniu Maryla o mężu pisze tak:
,, (…) wielokrotnie używał wobec mnie słów obraźliwych, wypowiadał groźby w przedmiocie uszkodzenia ciała, naruszał wielokrotnie moją nietykalność. (…) zastrasza mnie pozbawieniem życia. (…) pod oknem mi się załatwia i używa słów wulgarnych na porządku dziennym. Nie wychodzę ze strachu z domu podczas jego pobytu na posesji.(…) Ten człowiek jest bandytą, ma bardzo bogatą przeszłość. Niejednokrotnie zostali pobici przez niego sąsiedzi’’.
Rzeczywiście sąsiedzi o zwaśnionych małżonkach słyszeć nie chcą. A samo przywołanie nazwiska Maryli i Mariana powoduje lustrzane reakcje u wszystkich zagadniętych przez dziennikarzy. Odwracają się na pięcie i odchodzą – jedni w zupełnym milczeniu, inni rzucając na odchodne krótkie, ale dosadne ,,do widzenia’’.
Antoni Zych
[email protected]
* dla dobra sprawy imiona bohaterów artykułu zostały zmienione
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze