Jarosław Rozmarynowski został szefem Gminnej Komisji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych. Ten wybór nie spodobał się innej radnej, Annie Dziubie-Marzec, która na swoim profilu w mediach społecznościowych wypunktowała, dlaczego jej zdaniem kandydat jest kiepski. Nowomianowanemu w dość kpiący sposób pogratulował też przewodniczący rady Tomasz Akulicz. Spór o kompetencje przeniósł się z sieci na salę obrad, gdzie Rozmarynowski próbował udowodnić, iż nadaje się do tej roboty. Dyskusja jak zwykle była burzliwa i pełna kwiecistych metafor.
Anna Dziuba-Marzec ma za złe Jarosławowi Rozmarynowskimu wygłoszoną opinię, że ilość punktów z dostępem do alkoholu nie wpływa na jego spożycie.
„To że ja co 10 metrów otworzę księgarnię nie wpłynie, że więcej książek w Wieluniu się sprzeda. To samo z alkoholem. I tu i tu potrzebna jest kultura, edukacja i w tym kierunku trzeba iść. A nie ograniczać. Ja jestem, prowadzę działalność gospodarczą i wiem co znaczą zakazy. Nic nie znaczą. Tylko edukacja” – miał powiedzieć Rozmarynowski. Radna uznała w związku z tym, że nowy przewodniczący GKRPA wybiórczo traktuje zapisy ustawy „O wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi” skoro mówi ona m.in. o ograniczeniu dostępności alkoholu.
Kwestia kompetencji Rozmarynowskiego powróciła na sesji rady gminy. Radna Dziuba-Marzec odkryła, że część członków komisji może nie mieć odpowiednich, wymaganych szkoleń, aby w ogóle spełnić wymóg formalny, co do powołania, dlatego próbowała dojść do sedna.
- (…) w związku z covidem też uczestniczę w wielu szkoleniach, te szkolenia są on-line, są darmowe, więc myślałam, że tutaj też tak jest, na co pan sekretarz odpowiedział (GKRPA, przyp. red.), że zarówno on, jak i pan przewodniczący, radny Rozmarynowski, to oni by chcieli jechać na szkolenie, żeby się nauczyć jak się powinno te raporty pisać, jak tę komisję powinno się prowadzić, co tak naprawdę powinno być i to wzbudziło moje takie zainteresowanie, bo zgodnie z punktem 4 „Ustawy o wychowaniu w trzeźwości” w skład gminnych komisji ds. rozwiązywania problemów alkoholowych wchodzą osoby przeszkolone w zakresie profilaktyki rozwiązywania problemów alkoholowych. Czyli to jest obowiązek (…) – podkreślała, dążąc do wyjaśnienia sprawy.
- Pani radna nie musi tłumaczyć się z powodu zadawani pytań, bo ja je przyjmuję, tylko wierzę, że nie będą podszyte żarem niechęci, co do mojej osoby – zwrócił się do radnej Rozmarynowski.
- Zresztą mówiąc o tym żarze, teraz powinniśmy wygasić tę wojnę, powinniśmy współpracować. Mamy jeden cel wspólny, żeby minimalizować straty w związku ze spożyciem alkoholu (…). Oczywiście, że chcemy odbyć konkretne szkolenie. Ja jestem obłożony masą książek w temacie, od dwóch tygodni studiuję je regularnie (…). gdzie to, co ja mogę usłyszeć za darmo po to, żeby dostać jakiś certyfikat, żeby zadowolić czyjeś mniemanie, że chłopak się przeszkolił i ze może być . Dla mnie to żaden dokument – stwierdził, podkreślając, że chciałby uczestniczyć w szkoleniu z prawdziwego zdarzenia, które pokaże różne formy pracy w komisjach. Zwracał też uwagę na swoje doświadczenie w pracy z młodzieżą oraz współpracę z członkami podobnych komisji z innych gmin, kiedy jeszcze nie wiedział, że przyjdzie mu pełnić podobną funkcję. Gorąco zapewniał, że podejmie wszelkie działania, aby przeprowadzić skutecznie czynności i młodzież od alkoholu odciągać.
Te dobre intencje nie wystarczyły radnej i postanowiła przyprzeć Rozmarynowskiego do muru prosząc o jasną odpowiedź czy ma wymagane szkolenie czy nie.
- Nie będę się szkolił i wyciągał maila tylko po to żeby pani pokazać, mam duże doświadczeni w tym temacie, pewnie większe niż pani – odparował przewodniczący GKRPA. Radna zaczęła wątpić czy zarządzenie burmistrza, Pawła Okrasy, którym powoływał Jarosława Rozmarynowskiego, jest zgodne z przepisami, jeśli nie dopilnował odpowiedniego przygotowania osób, które nominuje i zawnioskowała o zbadanie sprawy przez komisję rewizyjną.
- Czyli gramy dalej w tą samą grę – skwitował Rozmarynowski.
- Na razie nie udało się pani mnie usunąć (…) próbuje pani mnie na FB deprecjonować jak się da, kolejny raz będę sprawdzany w komisji rewizyjnej, co panią kieruje prawo czy sprawiedliwość? – zapytał.
Uspokajał go Tomasz Akulicz.
- Jeżeli jest jakaś nieprawidłowość, a sam pan przyznaje, że pan nie ma tego szkolenia i którykolwiek z radnych chce to wyjaśnić, to ma do tego prawo, proszę to uszanować – zaznaczył.
Piotr Radowski z kolei stwierdził, że zarówno Rozmarynowski, jak i Okrasa, mogli nie widzieć o obowiązku posiadania szkoleń, ale skoro teraz radny już o nich wie, to o ile takiego nie ma, powinien honorowo złożyć rezygnację.
W obronie nowego przewodniczącego stanął Radosław Buda.
- Jako praktyk mogę powiedzieć, że wiele osób miało przeszkolenia, ale nie czuło tego i się do tego nie nadawało – akcentował.
- Ja bym tutaj dał szansę koledze Rozmarynowskiemu. Nie wiemy czy ma przeszkolenie czy nie, to jest mało istotne, bo z tymi ludźmi trzeba umieć pracować (…). Nie masz Jarku, zrób szkolenie, bo widzę że chcesz w tym pracować, i życzę ci powodzenia.
Takie postawienie sprawy nie spodobało się Wojciechowi Psui.
- Czyli jak ktoś nie ma pozwolenia na broń, a potrafi się nią obsługiwać, to może z nią chodzić? – zapytał.
- Wydaje mi się Wojtku, że przykład nie trafiony, ale niech będzie – odpowiadał mu Buda.
Sam Rozmarynowski w rozmowie z „Kulisami…” przyznaje, że w chwili powołania w lutym wymaganego szkolenia jeszcze nie miał. Braki miał jednak szybko uzupełnić. Swoją funkcję sprawuje od 1. marca, a całą sytuację, która okazała się burzą w szklance wody, składa na karb niechęci do niego Dziuby-Marzec.
- Pani radna uważa, że na wszystkie funkcje najlepiej nadaje się ona sama. Począwszy od stanowiska dyrektora szkoły a skończywszy na każdym innym. Pewnie sądzi, że wszystko robi najlepiej – kwituje.
Magdalena Lizurej
[email protected]
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze