- Policjant pozwolił, aby moją córkę uprowadziły babka i matka – uważa mieszkaniec Wielunia. Mężczyzna ma w ręku prawomocny wyrok sądu, według którego to on sprawuje władzę rodzicielską nad 7-letnią córką, a prawa jego byłej żony są ograniczone tylko do decydowania o najważniejszych sprawach dziecka. Mimo to, mundurowi podczas interwencji i przy wyraźnym sprzeciwie ojca zezwolili, aby babka wywiozła spod szkoły wnuczkę. „Może pan teraz iść na komisariat zgłosić uprowadzenie dziecka” – miał usłyszeć 44-latek. „A jak się nie podoba, to możesz zgłosić na mnie skargę” – mężczyzna twierdzi, że z tymi słowami zwrócił się do niego młodszy aspirant.
Historia walki o prawo do wychowania dzieci przez 44-letniego Szymona z Wielunia (mężczyzna ze względu na prawo dzieci do prywatności prosi o zachowanie swojego nazwiska i imion małoletnich do wiadomości redakcji) ma kilka lat i jest zapisana w opasłych tomach akt sądów różnych instancji. Po rozstaniu z żoną, udowodnił, że lepiej poradzi sobie z wychowaniem trzech córek. Trzy lata temu sąd uznał, że po rozstaniu rodziców to właśnie on powinien sprawować pieczę nad starszymi dziećmi, obecnie nastolatkami (które od kilku lat i tak faktycznie wychowywał), a przy matce pozostawić najmłodszą pociechę.
W ciągu kolejnych dwóch lat, jak twierdzi mężczyzna, matka nie dopuszczała do kontaktu z nim najmłodszego dziecka, z którym mieszkała we Wrocławiu. Matka miała też sporadycznie realizować swoje prawa do kontaktu ze starszymi córkami.
Oficjalnie ma prawa do opieki, ale…
Argumenty, co do większych kompetencji, odnośnie pełnienia władzy rodzicielskiej nad najmłodszą córką, ostatecznie podzielił też sąd. 28 września ubiegłego roku Sąd Rejonowy dla Wrocławia-Śródmieścia postanowił powierzyć pieczę ojcu nad 7-letnią teraz dziewczynką. Tę decyzję podtrzymał wyrokiem z 12 września br. Sąd Apelacyjny.
„wykonywanie władzy rodzicielskiej nad małoletnią (…) powierzyć wnioskodawcy Szymonowi (…), a obowiązki i uprawnienia uczestniczki postępowania (…) w tym zakresie ograniczyć do współdecydowania w istotnych sprawach takich jak wybór placówki edukacyjnej, leczenie w razie poważnej choroby (…)” - czytamy w prawomocnym postanowieniu.
Reklama
Pełnomocnicy rodziców ustalili, że przekazanie dziecka pod pieczę ojca odbędzie się 16 września 2023 r.
Ojciec opowiada, że przez kolejne dni robił wszystko, aby córka zaaklimatyzowała się w domu. Dziewczynka bardzo szybko miała polubić nową szkołę, dostała się też do szkoły muzycznej, jednak cały proces adaptacji zdaniem ojca, zakłócały matka oraz babka.
- Zamęczała dziecko telefonami. Po każdym takim kontakcie córka stawała się niespokojna, płakała. Była żona ze swoją matką przychodziły też do szkoły – relacjonuje mężczyzna.
Reklama
Ojciec prosił o czas na przystosowanie się 7-latki do nowego środowiska. Ostatecznie nie wyraził zgody na to, aby matka zabrała dziecko na weekend, zaledwie po sześciu dniach od kiedy z nim zamieszkało. Zapowiedział również w szkole, że nie wyraża zgody, aby ktokolwiek, poza nim, odbierał dziewczynkę. Mimo to, w piątek, 22 września, w placówce pojawiła się matka z zamiarem zabrania dziecka. Ponieważ rodzice nie mogli dojść do porozumienia, dyrektorka wezwała policję.
- Przyjechali dwaj policjanci, przeczytali wyrok i wytłumaczyli matce, że jestem opiekunem dziecka, że postanowienie jest prawomocne i skoro nie wyrażam zgody, aby dziecko zabrała, to nie może tego zrobić – mówi Szymon.
Reklama
Mundurowi na prośbę dyrektorki mieli też wyprosić matkę i babkę dziecka z terenu szkoły. Czekały jednak na koniec lekcji przed bramą.
- Córka pobiegła się przywitać ze swoją mamą, czego oczywiście nie zabroniłem. Była żona ją przytuliła, a wtedy babcia wrzasnęła „zabieraj dziecko, wsiadaj do auta i jedziemy”. Wyraźnie powiedziałem, że nie wyrażam zgody i proszę, żeby córkę zostawić. Jednak babka otwarła drzwi, a moja była żona zaczęła iść w kierunku samochodu – podaje Szymon.
… to matka zajmuje się córką
Wtedy miało dojść do przepychanki, a ostatecznie matka zamknęła się z dzieckiem w samochodzie. Inni rodzice mieli zajechać kobietom drogę, aby uniemożliwić porwanie dziewczynki. Na miejsce ponownie wezwano policję. Suchej nitki na jednym z mundurowych, nie zostawia ojciec. Według 44-latka policjant zezwolił ostatecznie, aby babka odjechała samochodem, mimo, że znał treść wyroku i miał wiedzę, że to ojciec posiada władzę rodzicielską.
- Policjantów było trzech, ale tę interwencję w zasadzie prowadził jeden. Wydaje mi się, że był najmłodszy z nich. W pewnym momencie zaczął się nawet przechwalać, że ma duże doświadczenie w tego typu sprawach. Policjant stwierdził, że dla niego postanowienie sądu nie jest jednoznaczne, że on może sobie różnie je interpretować i nie jest napisane, że matka ma dziecka nie zabierać – relacjonuje mężczyzna.
Reklama
Ostatecznie z monitora, na którym widać zapis z kamer, ojciec obserwował, jak mundurowy wydaje babce zgodę na odjazd. Jak twierdzi 44-latek policjant miał ostatecznie przyznać, że kurator sądowy potwierdził, iż to on pełni pieczę nad dzieckiem.
- Zapytałem go, dlaczego w takim razie puścił babkę i matkę z dzieckiem, odpowiedział, że mogę iść na komendę i zgłosić uprowadzenie– podaje Szymon.
- I mówi do mnie: „jak ci się nie podoba, skargę na mnie możesz złożyć”. Podejście tego funkcjonariusza to jest jakieś nieporozumienie. On nie zdaje sobie chyba sprawy, na co naraził moje dziecko – dodaje ojciec dziewczynki.
Reklama
Podczas interwencji pozostali policjanci (z których jeden wcześniej się oddalił) mieli nie zabierać głosu. Zdaniem Szymona doszło do porwania.
- Nie oczekiwałem, że policja przyjedzie i będzie na siłę odrywać dziecko od matki, ale że pouczy byłą żonę i jej matkę, że nie pozwoli im odjechać – podnosi 44-latek.
Mężczyzna liczy, że wobec mundurowego zostaną wyciągnięte konsekwencje służbowe.
- Policjant postawił się wyżej niż sąd, niż wyrok, nie wykonuje postanowienia, stawia dziecko w stan zagrożenia, nie wiem jak się to skończy. W momencie, kiedy składałem skargę, wszedł do tego samego pomieszczenia z uśmiechem na twarzy, minęło kilka dni, a on chodzi uśmiechnięty. Obawiam się, że żadne konsekwencje go nie spotkają za to, co zrobił. Będę naciskał, aby przebieg tej interwencji został przebadany, bo moim zdaniem była skandaliczna. Nie chcę, żeby ktoś trafił na policjanta, który czytać umie, ale nie potrafi zrozumieć – dodaje mężczyzna.
Reklama
Obecnie dziewczynka, która jest objęta obowiązkiem szkolnym, nie chodzi do szkoły. Matka przysłała do szkoły maila, w którym informuje, że dziecko jest chore.
Ojciec złożył do sądu wniosek o wydanie dziecka. Jeśli zapadnie wyrok, dziewczynka będzie odebrana siłą.
Matka dziecka podnosi, że córka obecnie przeżywa ciężkie chwile.
- Respektuję postanowienie sądu i porozumienie rodzicielskie stron – twierdzi.
- W trakcie odbioru dziecka spod szkoły, będąc z dzieckiem na rękach, zostałam zaatakowana przez byłego męża i moja mama też – podaje swoją wersję wydarzeń z 22 września.
Reklama- Dziecko przeżyło traumę. Obecnie córka jest pod opieką psychologa. Lekarz podejmie decyzję, kiedy powróci do szkoły – informuje dziennikarkę „Kulis…” matka dziewczynki.
Funkcjonariusze z wieluńskiej komendy potwierdzają, że 22 września 2023 roku interweniowali w szkole dwa razy. Za pierwszym przedmiotem interwencji był konflikt odnośnie kwestii odbioru ze szkoły, mundurowi mieli przekazać stronom informacje co do możliwości prawnych.
- Tego samego dnia policjanci otrzymali ponowne zgłoszenie, które dotyczyło zabrania dziecka przez matkę wbrew woli ojca – relacjonuje asp. Katarzyna Stefaniak z Komendy Powiatowej Policji w Wieluniu.
Reklama- Skierowani na miejsce dzielnicowi zastali strony konfliktu, świadków oraz dziecko, które znajdowało się w samochodzie z matką. Strony okazały się dokumentami, z których wynikało, że kobieta ma ograniczone prawa rodzicielskie. Jednakże wynikało z nich również, że matka ma mieć umożliwione kontakty z dzieckiem. Strony w tej kwestii pomiędzy sobą zawarły pisemne porozumienie, że kobieta może odebrać córkę w piątek po szkole i odwieźć ją w niedzielę, jednak w chwili interwencji ojciec dziecka zmienił zdanie w tej kwestii – podaje przedstawicielka policji.
Katarzyna Stefaniak zaznacza też, że policjanci ponownie mieli przekazać możliwości prawne w tej sprawie.
- Kobieta wraz z dzieckiem i swoją matką odjechała samochodem wskazując miejsce, gdzie będą przebywać. Należy tutaj zaznaczyć, że policjanci nie są upoważnieni, aby decydować, z którym z rodziców ma przebywać dziecko. Przy tego typu interwencjach wymagana jest wyjątkowa rozwaga i kierowanie się dobrem dziecka – zaznacza policjantka, dodając, że do tej interwencji został skierowani funkcjonariusze, którzy na co dzień podejmują czynności w sprawach rodzinnych.
- Mundurowi przekazali ustalenia z interwencji Służbie Kuratorskiej przy Sądzie Rejonowym w Wieluniu. Całość zgromadzonych materiałów została przekazana również do Wydziału Rodzinnego i Nieletnich Sądu Rejonowego w Wieluniu, który jest jedynym decydentem w tej sprawie – podkreśla policjantka.
Art. 211 kodeksu karnego mówi o uprowadzeniu rodzicielskim wtedy, gdy dokonuje go rodzic mający odebraną lub zawieszoną władzę rodzicielską. Grozi za to do trzech lat pozbawienia wolności.
- Mundurowi od ojca dziecka przyjęli zawiadomienie dotyczące podejrzenia popełniania przestępstwa, dotyczącego uprowadzenia rodzicielskiego osoby małoletniej poniżej 15 lat. Czynności te mają na celu wyjaśnienie czy doszło faktycznie do złamania przepisów prawnych oraz rzetelnego wyjaśnienia całej sytuacji –podaje asp. Katarzyna Stefaniak.
Mundurowi kontrolowali miejsce pobytu dziecka, dziewczynka miała być zadbana i czuć się dobrze.
- Dokumentacja z ustaleń została włączona do postępowania przygotowawczego, z którego aktami zapoznał się nadzorujący prokurator oraz Sąd Rejonowy w Wieluniu – informuje asp. Katarzyna Stefaniak.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze