Reklama

Raczkujące koło, wielkie pomysły. KGW „Cytrynki” z Kuszyny przypominają smaki, których nie znajdziemy w książkach

Koło Gospodyń Wiejskich „Cytrynki” z Kuszyny w gminie Kiełczygłów w ciągu niespełna dwóch lat zdążyło zbudować zgraną ekipę, pojechać na wojewódzkie jarmarki i przede wszystkim przypomnieć potrawy, które powoli znikały z pamięci mieszkańców. A w Kuszynie gotuje się naprawdę smacznie!

Wszystko zaczęło się jesienią 2024 roku. Dziś do Koła Gospodyń Wiejskich „Cytrynki” w Kuszynie należy 26 osób. Są kobiety i są mężczyźni. Młodsi i starsi. Każdy wnosi cząstkę siebie.

- Do naszego koła w każdej chwili można się zapisać. W statucie mamy zadeklarowane, że członkami mogą być wszyscy z naszej gminy, nie tylko z miejscowości - tłumaczy Katarzyna Janaszek, przewodnicząca Koła Gospodyń Wiejskich „Cytrynki” w Kuszynie.

- Zapraszamy osoby chętne. Każda osoba będzie mile widziana - podkreśla szefowa koła.

Reklama

Od marca tego roku to właśnie ona stoi na czele „Cytrynek”. Wcześniej była zastępcą przewodniczącej. Kiedy Justyna Foltyńska zrezygnowała z funkcji, przejęła stery.

- Czuję się w tej roli bardzo dobrze. Jest zgrany zespół. Fajne dziewczyny, wspierają mnie - opowiada Katarzyna. 

- Jedna drugiej pomaga. Dzwonimy, wymieniamy się informacjami. Mamy stworzoną grupę. Piszemy, wysyłamy sobie zdjęcia. Myślę, że stworzyłyśmy bardzo fajny team - stwierdza.  

„Cytrynki” nie mają własnej świetlicy ani sali w OSP. Każdy działa więc w swoim domowym zaciszu. Na zebrania spotykają się w świetlicy w Kiełczygłówku. Brak własnego miejsca nie przeszkadza im jednak w rozwijaniu skrzydeł. Wręcz przeciwnie.

Reklama

Smalec, który zaskoczył wszystkich

W ubiegłym roku „Cytrynki” pojechały na Jarmark Łódzki. Zabrały ze sobą m.in. smalec. Tyle że nie taki, jakiego spodziewali się odwiedzający. Był z białej fasoli.

- Miałyśmy kolejkę, bo nikt nie wierzył, że może być smalec z fasoli - wspomina Janaszek.

Okazało się, że prosty pomysł może wzbudzić ogromne zainteresowanie. Podobnie było w tym roku, kiedy sołtys Kiełczygłówka, a zarazem członkini koła Agata Niemczyńska na jarmark przygotowała kiszczonkę. A co to takiego? To żur na kaszance.

- Po raz drugi zrobiłyśmy furorę. Wszyscy przychodzili, próbowali. I każdy mówił, że rzeczywiście coś takiego na wsiach było, tylko że jest to bardzo zapomniane - mówi Katarzyna. 

Reklama

- Bardzo duże wrażenie w Łodzi zrobiły też kotlety z kaszy jaglanej, gryczanej, pasztety vege. Co miasto, co region, to zupełnie inne potrawy. W takich większych miastach chwalą sobie vege posiłki - dopowiada Agata Niemczyńska. 

Tyle że zanim taki kotlet trafi na stół, trzeba się trochę napracować. To metoda prób i błędów. Uda się albo się nie uda. Jednak jak widać, gospodyniom z Kuszyny się to udaje!

Krokiety zniknęły w 20 minut

Jednym z miejsc, w których „Cytrynki” planują pojawiać się regularnie, jest Wojewódzkie Święto Chrzanu w Osjakowie. Były tam już po raz drugi. Tym razem przygotowały m.in. krokiety z farszem ziemniaczanym. Nie zdążyły jednak nacieszyć się ich widokiem na stoisku. 

Reklama

- Poszły tak szybciutko i były tak dobrze odebrane, że w przeciągu 20 minut wszystkie się rozeszły. Pytałyśmy, czy smakowały. Jedna pani powiedziała, że były pyszne. W życiu takich krokietów nie jadła - wpomina Agata.

Koło ma też na koncie udział w wielu innych wydarzeniach. Pojawiły się m.in. na dożynkach w Buczku i Strzelcach Wielkich. Były na Dniach Osjakowa, po raz drugi uczestniczyły w Święcie Motoryzacji w Kiełczygłowie. Na własnym terenie również nie próżnują. W ubiegłym roku zorganizowały Święto Marchewki.

Reklama

Nie tylko gotowanie

Choć jedzenie jest ważną częścią działalności, nie zamierzają ograniczać się do kuchni.
Zaprosiły policjantów z Komendy Powiatowej Policji w Pajęcznie, żeby porozmawiać o bezpieczeństwie. Było o tym, jak zachowywać się na ulicy, od kogo odbierać telefony i kogo wpuszczać na podwórko.

Był też Dzień Mamy z tortem i opowieściami. Były warsztaty kosmetyczne, czy plecenie wianków do kościoła na ostatni nieszpór. Pojechali również na wycieczkę do Częstochowy. 

- Staramy się, żeby u nas też się coś działo - mówią.

Reklama

A dzieje się dlatego, że nikt nie stoi z boku.

- U nas każdy ma prawo się wypowiedzieć. KGW istnieje na zasadzie, że każdy ma prawo głosu. I to jest najważniejsze - zaznacza Niemczyńska.

Panowie też są potrzebni

Działalność w kole często oznacza konieczność przekonania domowników, że kolejny weekend znowu będzie wyglądał trochę inaczej. 

- Nasza działalność wiąże się z wieloma wyrzeczeniami. Mężowie nie są zbyt zadowoleni, że ich opuszczamy, ale staramy się ich też angażować. Też są w kole. W miarę możliwości pomagają nam - przyznaje sołtys. 

Reklama

- Pomoc męska jest mile widziana. Jesteśmy bardzo wdzięczne naszym panom za to, że chcą, jadą i pomagają - wtrąca Katarzyna. 

Zbierają nie tylko przepisy, ale i wspomnienia

Najcenniejsze dla koła są rozmowy ze starszymi mieszkańcami. Panie odwiedziły jubilatkę z Kuszyny Stanisławę Hadryś, która w tym roku skończyła 101 lat.

- Jest to dla miejscowości ogromna duma. Staramy się od tych starszych pań uzyskać przepisy. Jak to było, kiedy była małym dzieckiem. Co wtedy jadła. Czasami przypomni im się coś fajnego i nam opowiedzą - mówi szefowa koła. 

Reklama

I właśnie podczas takich spotkań pojawiają się przepisy, których nie znajdzie się w żadnej książce kucharskiej. Tak dowiedziały się o pietruszczance i zupie z gruszek.

Powoli, ale do przodu

KGW „Cytrynki” same mówią o sobie, że są młodym, raczkującym kołem. Dopiero kompletują sprzęt i krok po kroku budują swoje zaplecze.

Pomagają w tym dofinansowania. Koło składało wnioski do Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa. W ubiegłym roku udało się pozyskać pieniądze, w tym roku również otrzymały kolejną pulę. Dzięki temu mogą kupować potrzebny sprzęt i rozwijać działalność.

Reklama

- Jesteśmy raczkującym kołem. Dorabiamy się po troszku. Coś kupujemy, pozyskujemy dofinansowania. Uważam, że przez te dwa lata i tak dużo zrobiłyśmy - przyznaje Katarzyna Janaszek.

Patrząc na listę wydarzeń, w których już uczestniczyły, trudno się z tym nie zgodzić. Nie zamierzają jednak spocząć na laurach.  

W kole chodzi o coś więcej niż stoisko i garnek z potrawą. Chodzi o ludzi. O to, żeby chciało im się wyjść z domu, spotkać, coś wspólnie wymyślić i zrobić.

- Koło Gospodyń Wiejskich to zgrana grupa osób, które muszą mówić jednym językiem - podsumowuje Katarzyna.

Reklama

A w Kuszynie, jak widać, wychodzi im to doskonale!
 

Miejsce zdarzenia mapa Wieluń
Czytaj nas w Google
Dodaj do Google
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kulisy.net




Reklama
Najnowsze wiadomości