Pasja fotograficzna była z nim praktycznie całe życie. Jego mama zawsze lubiła robić zdjęcia i chyba tę pasję odziedziczył po niej. Mama bawiła się fotografią analogową, a kiedy cyfrowa zaczęła wypierać analogową, to pałeczkę przejął on. A mowa o Radosławie Ziembie z Siemkowic,
W 2005 roku kupił swój pierwszy aparat cyfrowy, marki OLYMPUS. Był on taki zwykły, kieszonkowy, ale to z nim wkraczał w ten fotograficzny świat. Dwa lata później kupił sobie dużo lepszy aparat kompaktowy, był to Panasonic LUMIX, którego w 2011 roku niestety utopił w morzu podczas fotografowania jednego ze wschodów słońca. To była niespodziewana przygoda.
Na szczęście wtedy nie wziął ze sobą swojej pierwszej lustrzanki, którą kupił kilka tygodni przed tym nieszczęsnym wyjazdem nad morze. Bo gdyby zatopił swojego Nikosia – NIKON D90, to nie wiedział, co by wtedy ze sobą zrobił.
Ogólnie uwielbia fotografować przyrodę. Bardzo dużo ma ujęć wschodów i zachodów słońca. Drzewa, kwiatki, zwierzątka i inne żyjątka również fotografuje dalej.
Ale to dzięki lustrzance polubił fotografować zjawiska atmosferyczne. Nie ma aż takiego fioła, by uganiać się za burzami. Ale najwięcej ujęć piorunujących ma z Bełchatowa, z którego pochodzi. Mieszkając na czwartym piętrze miał fajny punkt widokowy. Inne bloki nie przysłaniały mu nieba.
Zawsze gdy się ma na burzę, jest w pogotowiu by uwiecznić ten piorunujący spektakl jaki Matka Natura podaje. 15.08.2008 roku, będąc w Gorzkowicach, udało mu się jego Lumixem złapać trąbę powietrzną, która wtedy nawiedziła tamtejsze okolice. Był od tego zjawiska dosłownie 100 metrów.
- Brat mi kiedyś powiedział, że lepiej mieć pasje niż nałogi - wspomina Radosław Ziemba.
- Moja pasja z czasem przerodziła się w nałóg, z którego nie potrafię się uwolnić. Nie mogę i nie chcę - akcentuje.
W 2012 roku spróbował swoich sił w fotografii okolicznościowej. U znajomych na weselu był jako gość, ale że nie mieli fotografa, to poprosili go o kilka ujęć z ich dnia. Zgodził się. Zawsze to coś innego. Po weselu umówili się na sesję w plenerze, która bardziej mu się podobała, bo była w otoczeniu przyrody, którą jednak najbardziej lubi fotografować.
Potem były jeszcze jakieś rodzinne uroczystości, które również w swoje kadry łapał. Myślał, że rozwinie się to bardziej, dlatego z czasem zakupił sobie już bardziej profesjonalny sprzęt, jakim był kolejny Nikoś – NIKON D750, ale chyba się przeliczył...
I tak pasja fotograficzna jest z nim do dnia dzisiejszego. Ze względu na to, że ma małe dzieci, to i czasu na pasję jest mniej. A najlepsze jest to, że mimo iż dwie lustrzanki ma w posiadaniu, to najczęściej w ostatnim czasie używa aparatu w swoim telefonie.
Telefon jak to każdy nosi przy sobie i gdzie by nie był, jest on z nim. Jadąc do pracy, do której z Siemkowic, gdzie obecnie mieszka, ma ponad 30 km, bardzo często zatrzymuje się gdzieś, by coś uwiecznić. A to wschód słońca, a to mgła, a to bociany na łące, żurawie czy inne zwierzęta, a to chmury, wiosną drzewa, zimą śnieg, liście jesienią… Wracając z pracy robi to samo. Nie zawsze, ale jednak zdarza mu się.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze