Inauguracja cyklu Fishing Cup Działoszyn 2026 udała się pod każdym względem. Otwarcie sezonu wędkarskiego biło wszelkie rekordy. Łowisko Starorzecze Wały w Działoszynie zaroiło się od zawodników, pogoda była wymarzona, a ryby brały jak szalone. Turniejowi towarzyszyła zbiórka na zakup lamp solarnych oświetlających parking przy łowisku. Hojności darczyńców również nie zabrakło. A jeden z wędkarzy poszalał szczególnie. Własnoręcznie wykonał, osobiście przytargał i podarował kolegom masywny drewniany stół, który będzie świadkiem niejednego spotkania działoszyńskiej braci wędkarskiej.
W sobotę, 11 kwietnia, oficjalnie rozpoczął się sezon wędkarski w Działoszynie. W towarzyskich zawodach, inaugurujących cykl Fishing Cup Działoszyn 2026 wystartowało aż 35 zawodników. Zacięta rywalizacja przebiegała w dwóch klasycznych dyscyplinach: feeder i spławik. Łowienie było na całym zbiorniku, a wszystkie stanowiska zajęte.
Skłonność ryb do współpracy zaskoczyła nawet starych wyjadaczy. Byli tacy, co wyciągali zdobycze niemal z prędkością światła. Rzec można: Branie takie, że nie ma kiedy robaka założyć. W siatkach lądowały głównie leszcze i karasie, ale karpie, jazgarze i płocie też się pchały w ramiona wędkarzy.
- Ja nie narzekam. Mówiłem im, że trzeba chodzić do kościoła, a oni – młodzi - grzeszą. Ja, w tym wieku, już nie grzeszę, to i ryby są bardziej przyjazne – z przymrużeniem oka opowiada Ignacy Łakomy z Działoszyna reporterce portalu kulisy.net.
Bardziej poważnie, doświadczony wędkarz mówi, że nie ma reguły. Tak się złoży, że w danym miejscu ryby się skumulują, a w drugim pustka. Technika czy rodzaj zanęty też mają znaczenie, ale ogólnie, żeby ryby łapać, to one po prostu muszą być.
- My tu dbamy, zarybiamy na grubo, to są efekty takie, a nie inne – akcentuje Ignacy Łakomy i wyciąga kolejną rybę.
Największe emocje i niecodzienne rekordy opanowały sektor spławikowy. Wszyscy medaliści przekroczyli 20 kilogramów zdobyczy. Sędziowie musieli wykazać się niezłą krzepą, żeby udźwignąć i zważyć niektóre połowy. Fenomenalny rekord łowiska ustanowił Artur Antosik, wyciągając niemal 26 kilogramów różnorodnych ryb.
Niekwestionowany zwycięzca sobotniego turnieju i rekordzista łowiska w Działoszynie zapewnia, że nie stosuje żadnych tajemnych rytuałów i magicznych sztuczek.
- Dorzucam po prostu dużo grubych robaków i tyle. Gruby robak jest najważniejszy.
Rozgrywki feeder wymagają większej strategii i taktyki. Tu liczą się nerwy ze stali, cierpliwość i wręcz aptekarska precyzja. Paweł Raczyński udowodnił, że posiada wszystkie te cechy i zwyciężył konkurencję wyciągając prawie 8 kg.
Józef Gozdek z Działoszyna przedstawia się jako stary wędkarz i wiekowy zawodnik. Jego wyniki na otwarciu sezonu nie są tak oszałamiające jak kolegi obok.
- U mnie akurat nie za bardzo: dwa karpiki, dwa leszczyki i tyle – pogodnie rozkłada ręce Józef Gozdek i dodaje, że nie inwestuje tak mocno w zawody jak niektórzy wędkarze.
- Chcąc osiągać wyniki, trzeba jednak mieć pieniądze. Wędkarstwo to wcale nie jest tani sport. Musi być dobra zanęta, przynęta i sprzęt. A to kosztuje dość sporo – mówi Józef i wspomina dawne czasy.
- Mam tych pucharów od pierona. 30, 40 lat temu szanse były bardziej wyrównane. Wszyscy wędkarze stosowali tę samą naturalną zanętę, na przykład kukurydzę, i każdego było na to stać.
Różowo nie było też na kilku innych stanowiskach. Były miejsca, gdzie walka toczyła się dosłownie o każdy gram.
- Jeżeli chodzi o moje dzisiejsze stanowisko, to nie wróżę sobie sukcesów. Co prawda stanowisko pierwsze, ale lokata będzie pierwsza od końca – śmieje się Albert Kudliński z Działoszyna.
Zwycięzcy zostali uroczyście udekorowani, a ciąg dalszy świętowania miał miejsce przy ciepłym posiłku.
Nie tylko wyniki liczone w kilogramach ryb były ważne tego dnia. Uczestnicy turnieju szczodrze wsparli inicjatywę zakupu solarnego oświetlenia parkingu przy Starorzeczu Wały, a Jakub Grajek, wędkarz z Koła PZW Działoszyn, sprezentował kolegom „po fachu” własnoręcznie wykonany masywny drewniany stół.
A później nadszedł czas na uroczystą dekorację i biesiadowanie. Były puchary, dyplomy, gratulacje i pełne zadowolenia podsumowania.
- Nie mogę narzekać. Jestem zadowolony. W tamtym tygodniu, po przymrozkach, ryba odmówiła posłuszeństwa, a dzisiaj jest zupełnie inaczej - mówi Artur Jabłoński, prezes Koła PZW Działoszyn.
- W porównaniu do poprzednich zawodów, dzisiaj jest rewelacja. Nie dość, że pogoda i frekwencja dopisały, to ryba też. Nasze łowisko jest dobrze utrzymane i zarybione na co dzień. Do zawodów dopuszczamy dodatkowo dużą ilość ryb i zachęcamy wszystkich do udziału. Jak pokazują dzisiejsze wyniki: jest w tym sens – podsumowuje Kacper Siwiec, wiceprezes ds. sportu Koła PZW Działoszyn.
Oto czołówka ostatecznej klasyfikacji:
Spławik:
Feeder:
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze