Planowana budowa biogazowni w Starzenicach, w gminie Wieluń, wywołuje falę sprzeciwów. Szczególnie oburzeni są mieszkańcy Masłowic. Postanawiają niezwłocznie wyrazić oburzenie i kategoryczne „nie” wobec tego pomysłu.
16 maja burmistrz Wielunia Paweł Okrasa wszczął postępowanie administracyjne w sprawie wydania decyzji środowiskowych uwarunkowań dla budowy biogazowni wraz z infrastrukturą towarzyszącą. Obiekt ma powstać w Starzenicach, w gminie Wieluń, na działkach o numerach ewidencyjnych 153, 154.
Planowana inwestycja budzi obawy i zdecydowany sprzeciw mieszkańców pobliskich Masłowic. 26 maja, z inicjatywy sołtys Marii Bilskiej, zgromadzili się w miejscowej remizie, by stanowczo zaprotestować, przedstawić argumenty przeciwko budowie i ustalić plan interwencji. Na spotkanie zaprosili reporterów portalu kulisy.net oraz mieszkańców okolicznych wsi. Burmistrz i inwestor nie pojawili się.
- Sprawa nie jest jasna i czysta. Wręcz przeciwnie – jest śmierdząca – rozpoczyna spotkanie radny powiatu wieluńskiego Sebastian Jasiński i oddaje głos sołtys Marii Bilskiej.
- Biogazownia tak blisko naszych domów to naprawdę przerażające. Róbmy więc wszystko, żeby nie powstała. Dla naszego zdrowia i dobra naszych gruntów – apeluje sołtys Masłowic.
W biogazowni są przerabiane odpady organiczne. Mogą tam zatem trafić resztki pochodzenia roślinnego, zwierzęcego, odpady komunalne oraz odpady z oczyszczalni ścieków, zawierające metale ciężkie.
Produkty do przetwarzania oraz gaz i odpad pozostały po jego produkcji muszą być przewożone do i z biogazowni, a także składowane na jej terenie. Nieprzyjemne, delikatnie mówiąc, zapachy są nieuniknione.
- Przecież to nie będzie więcej niż pół kilometra od Ludwiny. I jak mamy w tym żyć? Jak nie gnój wywożony od kur, to teraz smród niesamowity. I zawsze ta Ludwina ma w tym tkwić? - denerwuje się mieszkanka części wsi Masłowice.
Protestujący obawiają się, że przepisy ochrony środowiska nie określają norm stężenia uciążliwych zapachów oraz nie przewidują prawnych możliwości wpływania na producenta, aby musiał je ograniczać.
- Narzędzi prawnych raczej nie mamy. Większe znaczenie ma teraz presja społeczna i pokazanie, że jesteśmy gotowi zrobić wszystko – akcentuje radny Sebastian Jasiński.
Słowa Jasińskiego potwierdza radny Rady Miejskiej w Wieluniu Jarosław Stępień.
- Prawo do wglądu w dokumentację mają tylko osoby mieszkające w promieniu zagrożenia. My się w nim nie znajdujemy. Naszą jedyną możliwością jest presja społeczna – mówi radny Stępień.
- Radni nie mają na to żadnego wpływu. W przypadku braku planu zagospodarowania przestrzennego, a tam wygląda na to, że nie ma, bo sprawdzałem, decyzję o warunkach zabudowy wydaje jednoosobowo burmistrz, a właściwie urząd burmistrza – wyjaśnia Jarosław Stępień.
Radny zaznacza też, że według jego ustaleń firma inwestorska składa się z dwóch osób, posiada kapitał założycielski 5 tysięcy złotych, a biuro istnieje tylko w przestrzeni wirtualnej. W województwie Warmińsko – Mazurskim otrzymała już wcześniej odmowę na budowę biogazowni.
Kolejny problem to brak dojazdu do biogazowni od strony obwodnicy. To spowoduje, że cały ruch cystern z biogazami będzie przechodził przez Masłowice.
Na zakończenie radny Jarosław Stępień akcentuje, że na razie nie ma żadnej zgody na budowę biogazowni.
- Burmistrz jeszcze nic nie podpisał. On tylko wszczął postępowanie – podkreśla.
- Taa… A radni sami sprzedali grunt pod tę biogazownię… - pada riposta z końca sali.
Sprawa wymaga głębszej analizy. Będziemy do niej wracać.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Drogie kulisy. A co tak ucichła sprawa budowy bigazowni w Działoszynie? Byl artykul i cisza jakby makiem zasial…
Drogie kulisy. A co tak ucichła sprawa budowy bigazowni w Działoszynie? Byl artykul i cisza jakby makiem zasial…