Marcin Trzeciak sołtysowanie poznał od podszewki. Najpierw sołtysem był jego tata, następnie mama, a po jej śmierci sam przejął funkcję gospodarza Gumniska. Pierwszą kadencję zapamięta przede wszystkim ze starań o remont wiaduktu w wiosce, który w końcu ruszył. Po zrealizowaniu tego zadania ma pomysł na kolejną inwestycję. Wywiązywanie się z obowiązków sołtysa próbuje godzić z zawodową pracą i wychowywaniem niedawno urodzonej córki.
Tata Marcina Trzeciaka został sołtysem w latach 80-tych.
- To były zupełnie inne czasy. Wioska była wtedy bardziej zintegrowana, mieszkańcy w czynie społecznym, wspólnymi siłami robili np. jakąś drogę – wspomina syn.
- Później mój tata już nie chciał pełnić tej funkcji, a jego obowiązki powoli przejmowała mama i następnie ona została sołtyską. Mama jeździła na rowerze i w ten sposób załatwiała wszystkie sprawy. Żyła tym, kochała ludzi i lubiła się z nimi spotykać.
Marcin opowiada, że kiedy rozwoziła podatek, to niektórzy mieszkańcy szykowali obiad na jej wizytę. Za jej kadencji powstały też fundusze sołeckie, przez które przybyło kolejnych zadań.
- Po śmierci mojej mamy musiałem dokończyć jej kadencję. W kwietniu (2018 r.) zmarła, w maju były wybory i poczuwałem się w obowiązku, żeby w nich uczestniczyć. Gdyby ktoś miał jakieś uwagi do mamy kadencji, to chciałem ją wytłumaczyć i stanąć w obronie – przyznaje Trzeciak.
- Panie koło naszego domu śpiewają tzw. majówki i jeszcze przed wyborami przyszła delegacja kobiet, informując mnie, że skoro sołtys w tym domu jest już tyle lat, to tutaj ma pozostać. Z jednej strony nie miałem głowy do takich spraw, z drugiej tkwiłem w sołtysowaniu od dziecka, więc w sumie to dla mnie taka naturalna rzecz.
W 2018 r. został więc sołtysem i wybrano go też do rady gminy Kiełczygłów. Podkreśla, że dużym sukcesem było wówczas wykonanie projektu chodnika we wsi Podrwinów, które też należy do sołectwa (podobnie jak Beresie Duże). Wybory sołeckie rok później były już tylko formalnością, bo mieszkańcy znów dali mu kredyt zaufania. Okazuje się, że od tamtego czasu w sołectwie bardzo wiele się już wydarzyło.
- Bardzo jestem zadowolony z wykonania chodnika (ok. 800 m) w Podrwinowie, bo wcześniej zginęła tam jedna z mieszkanek, co też było przesłanką do zrobienia tego chodnika. Udało mi się przekonać radnych do tej inwestycji, mieliśmy swój materiał, a wójt zorganizował grupę pracowników – mówi sołtys Gumniska.
- Miło teraz chodzić za podatkiem, bo ludzie są wdzięczni, że tyle czasu czekali i ktoś im w końcu to załatwił.
Pierwszą z inicjatyw Trzeciaka było też własnoręcznie wykonanie i zamontowanie tablic ogłoszeń w Beresiach Dużych. Wioska znajduje się w lesie, dlatego do tej pory wszelkie kurendy wieszano na drzewach, co nieraz sprawiało trudności. Marcin interweniował już także m.in. w sprawie odbiorów śmieci, by ciężarówki podjeżdżały bliżej do dwóch domostw. Z jego pomocą udało się też załatwić dodatkowy kosz na pieluchy dla kobiety z chorym, dorosłym synem. Mierzył się również z mniej poważnymi sprawami, jak np. zabezpieczanie martwego dzika.
- Naszą wioskę (Gumnisko) dzielą na pół tory kolejowe i mieszkańcy zgłaszają mi, kiedy zauważą jakieś potrącone przez pociąg zwierzę. Raz była to już sarna, a z dzikiem dwa dni walczyłem, bo czekałem aż przyjadą po niego odpowiednie służby – przedstawia historię.
Marcin zdradza, że największe problemy, na jakie napotyka sołtys w Gumnisku to PKP, nadleśnictwo i drogi powiatowe. Z tego też m.in. powodu cała uwaga przez ostatnie dwa lata była zwrócona na wiadukt, który wymagał pilnego remontu. Pierwszy protest mieszkańców na wiadomość o zamknięciu wiaduktu odbył się jeszcze za kadencji mamy Trzeciaka.
- W tej sprawie było dość dużo spotkań, jeszcze z ówczesnymi władzami powiatu. Cieszę się, że ten wiadukt będzie w końcu zrobiony i dziękuję naszym radnym powiatowym. Jestem im bardzo wdzięczny, bo przekierowywali tą uwagę na nas – podkreśla sołtys.
- W poniedziałek (22 lutego) rusza remont. Wiadomo, że droga na samym końcu będzie robiona. Rozmawiałem z kierownikiem budowy i wydaję mi się, że się dogadamy. Jak nie trafią na jakąś niespodziankę w wiadukcie, to do czerwca zostanie wszystko wyremontowane. Początkowo koszty miały być podzielone pomiędzy powiatem i gminą. Moim zadaniem było też przekonać radnych, żeby udzielili zgodę na przekazanie dofinansowania na ten cel. Akurat tak się udało, że dotacja na to zadanie jest wystarczająco duża i pokryje całość inwestycji.
Sołtys ma już kolejny ambitny plan, ale zgodnie ze swoją zasadą nie zajmuje się kilkoma rzeczami naraz.
- Chciałbym zrobić coś dla Beresi. To jest bardzo mała wioska, która należy do naszej gminy, a do parafii Siemkowice. Jedyne czego chcą to dobrej drogi. W stronę gminy jest np. cztery kilometry przez las – zauważa.
- Do gminy już była kiedyś robiona, ale to jest droga jest w lesie, więc same korzenie ją wybijają. Na dodatek często korzysta z niej nadleśnictwo. Za punkt honoru stawiam sobie jednak, żeby chociaż jakiś odcinek poprawić i wtedy w każdej miejscowości sołectwa udałoby się coś zrobić.
Trzeciak myśli też o zakupie w niedalekiej przyszłości kawałka ziemi, gdzie mogłaby stanąć altana i plac zabaw. Sołectwo ma w swojej własności działkę w Podrwinowie, ale jej niekorzystna lokalizacja (w lesie) uniemożliwia zagospodarowanie terenu.
- Sołtysowanie nie jest dla mnie niczym wyjątkowym, bo mam to w domu od dziecka, nawet przezywali mnie sołtys, jak byłem małym. Cały czas zachęcam młodych do tej funkcji, bo ja bardzo chętnie oddam pałeczkę. Jeżeli mieszkańcy wyrażą chęć, to mogę kontynuować sołtysowanie, ale sprawia mi to coraz więcej trudności, m.in. ze względu na zawodową pracę – zaznacza.
- Nie czuję się ważnym jako sołtys, ale mam wrażenie, że można jeszcze coś więcej zrobić. Wolę wszystkie sprawy załatwiać rozmową. Jeżeli ktoś mówi, że czegoś się nie da, to próbuje inaczej obejść, a nie szukać winnych. Nie lubię konfliktów, lepiej porozmawiać z kimś w cztery oczy. Na prywatnym terenie nie ingeruje, ale bez pytania działam na sołeckim obszarze.
Sołtys na co dzień pracuje w piekarni, a cztery miesiące temu został tatą. Wolne chwile poświęca więc teraz głównie Lenie Gai. Wśród swoich zainteresowań wymienia oglądanie sportu, od piłki nożnej, po Formułę 1 i boks. Ciekawi go też polityka, a odpoczywa w małym, prywatnym zakładzie stolarskim przy pracy z drewnem.
Katarzyna Cieślik
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze