Na co dzień wykonują różne obowiązki zawodowe, jedne są dyrektorkami, inne skarbniczkami, czy lekarkami. Wszystkie jednak są matkami i zgodnie przyznają, że to ich najważniejsza życiowa rola. Z okazji Dnia Matki zapytaliśmy znane kobiety z naszego regionu o uroki macierzyństwa.
Mamą dwójki dorosłych już dzieci (syna i córki) jest Mirosława Kłobus, dyrektorka GOK-u w Osjakowie.
- W obu przypadkach dopiero po urlopie wychowawczym wracałam do pracy, czyli kiedy dzieci miały po trzy lata – wspomina.
- Kiedy wróciłam do zawodowej pracy, bardzo pomogła mi moja mamunia w opiece nad dziećmi. Wiedziałam, że kiedy wcześniej np. kończyły zajęcia w szkole czy przedszkolu, są bezpieczne w domu, mają ugotowany obiad i ciepło domowe, które zapewniała im moja mamunia, a ich babcia.
Mirosława Kłobus podkreśla, że miała bardzo dobre relacje ze swoją mamą. Otrzymała od niej wiele życiowych rad, z których najbardziej utkwiła jej w pamięci, że zamiast kłamać nie mów nic. Tą zasadę wpoiła również swoim pociechom.
- Mamunia była najwspanialszą dla mnie osobą i nie tylko dla mnie. Mamy bardzo dobre relacje z siostrami, jest nas cztery. Nieraz podkreślamy w gronie rodzinnym, że już tyle lat minęło, a my nadal utrzymujemy dobry kontakt i najczęściej, jak to możliwe, spotykamy się. To jest wartość, którą mamunia przekazała nam w dzieciństwie – zaznacza dyrektorka GOK-u.
- Sama jestem dzisiaj szczęśliwa, że mam dwoje dzieci, przynosi mi to wiele satysfakcji i dumy. Wtedy kiedy one są szczęśliwe to i ja jestem po stokroć szczęśliwa.
Pracę zawodową z wychowywaniem trójki małych dzieci, czterolatka, dwulatki i sześciomiesięcznego synka, stara się godzić Anna Podgórniak.
- Na razie się udaje, nie jest może bardzo łatwo, ale przy zaangażowaniu 100 procent własnego wysiłku, męża, wszystkich dziadków jest to możliwe i przynosi bardzo dużą satysfakcję, kiedy się wszystko uda połączyć – przyznaje skarbnik gminy Wieluń.
- Jestem za tym, że każda mama powinna iść do pracy, niektóre może zrobią to wcześniej, inne od razu nie mają możliwości zapewnienia dziecku opieki. Natomiast gdy pociecha może już iść do żłobka, czy przedszkola, to wtedy jest dobry czas na powrót do pracy, żeby złapać też trochę dystansu, odetchnąć.
Anna Podgórniak w niecałe pół roku po urodzeniu pierwszej dwójki dzieci wróciła do pracy, po trzecim porodzie jeszcze szybciej.
- Praca to jest taka mobilizacja dla każdej matki, że wyjdzie, trochę o sobie też pomyśli, bo przy trójce dzieci tego czasu dla siebie jest bardzo mało. Zawsze wszystkie obowiązki domowe są priorytetowe. W pracy matka ma szansę też odkrywać jakieś swoje umiejętności i talenty, czuje się z tym dobrze. Nie tylko jest matką, bo kiedyś te dzieci dorosną, będą wymagały mniej opieki i wtedy już będzie doświadczenie zawodowe oraz satysfakcja, że udało się połączyć pracę z wychowywaniem dzieci – uważa.
Skarbnik zdradza, że ma też bardzo dobre relacje ze swoją mamą i jest jej bardzo wdzięczna, podobnie jak pozostałym dziadkom, za nieocenioną pomoc w opiece nad pociechami.
- Teraz też już jestem osobą dorosłą, więc te relacje są nawet przyjacielskie, aczkolwiek uważam, że mama to nie jest do końca przyjaciółka. To raczej instytucja wyższa, do której trzeba odnosić się z wielkim szacunkiem i dopiero jak się zostaje mamą, to widać ile to było trudu i wyrzeczeń, by wychować dziecko. Wydaje mi się, że chyba nie ma cięższej, ale i bardziej szlachetnej, pięknej pracy, jak wychowanie dzieci – podkreśla Podgórniak.
- Bardzo doceniam każdą mamę i chylę czoło, szczególnie jeżeli ma jeszcze więcej dzieci i potrafi jakoś połączyć pracę zawodową z ich wychowywaniem, bo wtedy to jest naprawdę praca na dwa etaty – podsumowuje.
O tym, że nie zawsze było łatwo pogodzić obowiązki zawodowe z byciem mamą najlepiej wie lek. med. Elżbieta Cieślak, kierownik Samodzielnego Publicznego Zakładu Opieki Zdrowotnej w Czarnożyłach.
- Pamiętam, że na studiach jeden z profesorów na wykładzie powiedział, że można być albo dobrą matką i żoną, albo dobrym lekarzem, że tego nie da się połączyć – opowiada.
- Starałam się być dobrą matką i żoną, ale i dobrym lekarzem. Nie wiem, czy mi się to udało, bo to musiałyby ocenić moje dzieci i moi pacjenci.
- Po ukończeniu studiów rozpoczęłam pracę właśnie tu – w przychodni w Czarnożyłach i pracuję w niej do dziś. Ale był też okres, kiedy pracowałam i dyżurowałam na oddziale dziecięcym. W tym czasie w opiece nad dziećmi bardzo dużo pomogli mi rodzice i to dzięki nim udało mi się połączyć pracę zawodową z macierzyństwem. A w przychodni też zawsze starałam się stworzyć taki drugi dom - kontynuuje Elżbieta Cieślak.
Kierownik przychodni w Czarnożyłach od swojej mamy przejęła przeświadczenie, że rodzina jest najważniejsza. Starała się to również przekazać to dzieciom, Aleksandrze i Markowi, dlatego nie brakowało wspólnych posiłków, niedzielnych wyjazdów, czy spacerów.
- Macierzyństwo to dla mnie najważniejsza rola, jaką dostałam od życia. Dzieci były i są dla mnie zawsze na pierwszym miejscu. Do tej pory staram się uczestniczyć w ich życiu, pomagać w jakiś sposób. Na pewno nie wtrącam się w to, co one chcą robić, ale czasem im doradzam. Lubię też mieć co nieco przygotowane do jedzenia, aby dzieci, kiedy mają czas wpaść do mamy, mogły coś zjeść – wyznaje lekarka.
- Nieraz nachodzą mnie myśli, że może zbyt mało czasu poświęciłam swoim dzieciom. Jednak patrząc z perspektywy czasu na swoją rodzinę, mogę powiedzieć, że bycie mamą jakoś mi się udało.
O spełnieniu w roli rodzicielki mówi także Katarzyna Wiśniewska, sołtyska Zbęku (gm. Skomlin), mama Pauli i Damiana.
- Dałam dzieciom z siebie tyle, ile mogłam. Są poukładane, prawdomówne i pracowite. Chociaż, jak każdy, też mają swoje wady – stwierdza.
- Dziś, jak sięgnę wstecz, to wiem, że ważne dla mnie było to, żeby dzieci mówiły prawdę, nie kłamały. Zależało mi na obustronnym zaufaniu – dzieci do mnie i moim do nich, szczególnie, gdy dorastały. Chciałam, żeby wiedziały, że zawsze mogą przyjść do mnie ze swoim problemem, że je wysłucham, coś poradzę. I myślę, że udało mi się to, bo do dziś mam z córką i synem dobre kontakty.
Katarzyna Wiśniewska kiedy wyszła za mąż, nie pracowała zawodowo. Miała więcej czasu dla swoich pociech, zwłaszcza, że mieszkała z dziadkami i wiele obowiązków domowych, jak np. gotowanie, wykonywała babcia.
- Myślę, że wychowywanie dzieci jest najważniejszą rolą w życiu kobiety. Każda mama chce dla nich jak najlepiej. Uważam, że poświęcenie dzieciom większej ilości czasu jest bardzo ważne. One później to doceniają – uważa sołtyska.
Podobnie o macierzyństwie myśli Joanna Królewicz, sekretarz gminy Ostrówek, która wychowuje dziewięcioletnią córkę i 14-letniego syna.
- Macierzyństwo to jest coś, co mogło mnie najlepszego w życiu spotkać, trudno to zdefiniować, to jest szczęście i wszystko to, co najważniejsze – podkreśla.
- Zdarzają się trudne sytuacje, ale nie miałam takiego problemu, którego by się nie dało rozwiązać. Największa trudność to znalezienie opieki, kiedy trzeba swoje obowiązki zawodowe wypełnić.
Po urodzeniu syna Królewicz już po pół roku wróciła do pracy, a opiekę na nad dzieckiem przejęli jej rodzice. W przypadku córki urlop macierzyński trwał rok, a potem znów pomagali rodzice.
- Dużo wzorców przejęłam od moich rodziców i teraz sama wykorzystuje je w stosunku do moich dzieci. Moja mama to osoba bardzo ciepła, chętna do pomocy, zawsze miała czas i cierpliwość. Kiedy z bratem byliśmy mali, angażowała nas w zajęcia domowe, to były takie przyziemne czynności. Pamiętam jak w kuchni robiliśmy rożne rzeczy. Ja również dopuszczam córkę do takich zajęć w kuchni, mimo, że czasami jest potem więcej sprzątania, ale ma z tego mnóstwo radości, że możemy coś wspólnie przyrządzać. Lubimy wspólnie spędzać czas, jeździć na rowerach, grać w gry planszowe. Syn jest straszy, ale chętnie też w tym uczestniczy. Teraz może mniej, ponieważ ma więcej zajęć i nauki – zdradza sekretarz.
W różne prace domowe, ale nie tylko, stara się też angażować swoje dzieci Emilia Łaniewska, dyrektorka Domu Pomocy Społecznej w Skrzynnie.
- Kiedy piszę projekty z pozycji stowarzyszeń, fundacji, dla różnych grup odbiorców i coraz częściej są to projekty ze względu na potrzeby zdiagnozowane u naszych dzieci, wtedy rozmawiam z dziećmi i one podpowiadają - opowiada.
- Kiedy można zaangażować dzieci w to, co się robi zawodowo, to jest podwójna satysfakcja, bo one czują się usatysfakcjonowane i przy okazji uczą się samodzielności.
Łaniewska uważa, że obecnie rodzice mają większą świadomość wychowywania dzieci, więcej możliwości szkoleniowych.
- Część wzorców mamy zapisane w dzieciństwie, to są te pozytywne sprawy i wzorce, których się powielić nie chciało. Teraz, dzięki narzędziom szkoleniowym, możemy te rzeczy, które się z naszego dzieciństwa nie sprawdziły, wyeliminować. Od mamy na pewno powieliłam to, że chcę być przyjaciółką mojej córki, tak jak mama była i jest moją przyjaciółką. To jest największą wartość, którą mama mi dała i którą chcę dzieciom przekazywać – podkreśla mama 12-letniej Wiktorii i siedmioletniego Filipa.
- Macierzyństwo to jest dla mnie służba, ale w pozytywnym sensie, służba drugiemu człowiekowi poprzez pełnienie roli mamy, to jest oddanie, satysfakcja, to powołanie i owoc. To też rozwój osobisty i zawodowy, bo rozwijam się, pracując nad sobą jako człowiekiem, nad swoimi emocjami, nad wartościami i chcę się rozwijać zawodowo, aby pokazać dzieciom, że to jest dobra droga, a przez naśladowanie dzieci się najbardziej uczą.
- Myślałam, że tylko ja mam wpływ na to, jak ukształtować dziecko. Życie mi pokazało, że w momencie, kiedy oddajemy dzieci pod opiekę dziadków, aby łączyć życie zawodowe i rodzinne, musimy się godzić też z ich wpływem, np. z rozpieszczaniem. Trzeba się pogodzić w macierzyństwie, że dziecko to nie jest plastelinka, którą sobie ulepię i tak to będzie wyglądało – kończy dyrektorka DPS-u.
Ela Wodecka
[email protected]
Katarzyna Cieślik
[email protected]
Magdalena Lizurej
[email protected]
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze