Mateusz Walczak i jego żona Martyna mają wieluńskie korzenie. On się tu urodził, chodził do szkoły i stąd wyruszył w świat. Ona co prawda dorastała we Wrocławiu, ale z Wielunia pochodzi jej mama i cała rodzina od jej strony. Poznali się w telewizji TVN. Niedawno, 3 września, pobrali się, a ślub wzięli oczywiście w Wieluniu, w kościele pw. św. Stanisława. Wesele zaś odbyło się w dworze w Kraszkowicach, które od pewnego czasu jest ich własnością.
Mateusz jest dziennikarzem TVN 24. Teraz prowadzi tam program „Dzień na żywo”. Martyna z kolei od kilku lat zajmuje się firmą eventową. Specjalizuje się w organizowaniu ślubów i wesel.
- W programie „Dzień dobry TVN” prowadziłam cykl dekoracyjny – rozpoczyna.
- Mateusz miał wtedy jakiś program gospodarczy. Kiedy zaczęliśmy rozmawiać, wyszło coś o Wieluniu. Okazało się, że i ja, i on mamy z tym miastem wiele wspólnego. Mąż z niego pochodzi, a ja byłam tutaj zawsze bardzo częstym gościem.
- Od razu to nas tak jakoś do siebie zbliżyło – zdecydowanie dodaje mężczyzna.
Mateusz chodził tu do Szkoły Podstawowej nr 1, Gimnazjum nr 1, a potem do II Liceum Ogólnokształcącego przy ul. Piłsudskiego. Martyna przyjeżdżała tu do dziadków.
- Kiedyś w rozmowie wyszło, że jak byliśmy mali, to chodziliśmy do tego samego kościoła pw. Świętego Stanisława – uśmiecha się Martyna.
- Dziś wygląda na to, że trzeba było pojechać aż do Warszawy, żeby dowiedzieć się nawzajem o swoim istnieniu.
Od tego spotkania minęło już ponad dwa lata. Mateusz, z racji swojej pracy, mieszkał w Warszawie. Do Wielunia przyjeżdżał okazjonalnie, żeby odwiedzić swoją rodzinę. Teraz będzie tu o wiele częściej.
- Jak już poznaliśmy się, to wiedzieliśmy, że właśnie tutaj będziemy szukać swojego miejsca na ziemi – promienieje Martyna Walczak.
- Szukaliśmy w okolicy nieruchomości o charakterze dworskim, pałacowym. No i trafiliśmy tutaj – do Lipowego Dworu w Kraszkowicach. Zobaczyliśmy ten dwór w otoczeniu pięknego parku. Od razu się w tym miejscu zakochaliśmy i stwierdziliśmy, że jest ono idealne dla nas. I chociaż był zaniedbany, a park łącznie z alejkami cały zarośnięty, to ja już oczami wyobraźni widziałam go takim, jaki jest teraz.
- Wychodzimy z założenia, że możemy myśleć globalnie, możemy wyjeżdżać w daleki świat, poznawać ludzi, ale zawsze ta mała ojczyzna jest w sercu – dodaje Mateusz Walczak.
- A Wieluń niewątpliwie kojarzy nam się z momentami rodzinnymi, ciepłymi, świątecznymi.
Drewniany dwór znajduje się na skraju wsi. Za nim są już tylko pola. Zbudowany został w 1932 r. przez przemysłowca z Pabianic Karola Endera. Dwa lata po wojnie umieszczono tu szkołę. Kiedy w 1999 r. zbudowano w Kraszkowicach nowy budynek szkolny, dwór został opuszczony. W 2004 r. przeszedł on wraz z parkiem w ręce prywatnego właściciela, który rozpoczął nawet remont obiektu. Ale po kilkunastu latach postanowił go sprzedać. I właśnie na ogłoszenie o sprzedaży natknęli się Martyna i Mateusz.
- Skontaktowaliśmy się z właścicielem – opowiada nasza rozmówczyni.
- Dworek był w nie najlepszym stanie. Nic się w nim nie działo. A wiadomo, że jak się o coś nie dba, to niestety, wszystko niszczeje. Odkupiliśmy go, a potem wszystko potoczyło się już dalej. Rozpoczęliśmy jego odnawianie. Pracy przy tym było bardzo dużo. Chcieliśmy jak najbardziej zachować dawny charakter dworu i parku, więc odnowiliśmy go również z zewnątrz, aby wyglądał tak jak kiedyś.
Dwukondygnacyjny obiekt o powierzchni użytkowej 600 m 2 udało się doprowadzić do dobrego stanu. Nowi właściciele rozpoczęli urządzanie jego wnętrz. I tu chcą jak najbardziej zachować jego dworski styl.
- Troszkę brakuje nam na to czasu, więc urządzamy się powoli - pomieszczenie po pomieszczeniu – mówi gospodyni dworu.
- Chcemy zdążyć do świąt, by zorganizować je tutaj. Mamy już zrobioną przepiękną, wielką jadalnię z wyjściem na taras. Ma ona taki pałacowo – dworski klimat z wielkim stołem, krzesłami, długimi firanami w oknach. Jest tu też piękny hol, z którego widać właśnie jadalnię. Kuchni jeszcze nie ma, jest dopiero w trakcie urządzania. A to urządzanie jest dla nas już taką rozrywką w stosunku do tego, co było tu robione wcześniej, kiedy trwał remont i te wszystkie prace budowlane.
Małżonkowie jeszcze nie mieszkają w Lipowym Dworze na stałe, chociaż przebywają bardzo często.
- To jest miejsce, gdzie naprawdę można wypocząć od codziennego zgiełku – cieszy się Martyna.
- Gdy tu przyjeżdżamy, wchodzimy zupełnie inny klimat. Czuje się tutaj historię. Ten park, te przepiękne alejki, pozwalają się w niej zagłębić. To idealne miejsce na stworzenie rodziny. W pobliżu jest szkoła, są fajni sąsiedzi. Poszczęściło nam się.
Ela Wodecka
[email protected]
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
A teraz Mateuszek będzie kiwał co najmniej 3 miesiące w pierdelku mają kasę i jeszcze im mało ????????????
A teraz Mateuszek będzie kiwał co najmniej 3 miesiące w pierdelku mają kasę i jeszcze im mało ????????????