Reklama

Chcą mieć znowu dach nad głową

Po kilku latach oszczędzania Beata i Łukasz Ramusiowie kupili mały domek w Skrzynnie. Miał być ostoją dla nich i dla pięciorga dzieci, które wspólnie wychowują. Te dwa pokoje i kuchnia to był cały ich majątek. Przed świętami pokój dzieci został gruntownie wyremontowany, na wiosnę Łukasz planował rozbudowę. Niestety rodzinie nie dane było długo nacieszyć się odnowionym miejscem. W piątek, 15 stycznia, wybuchł pożar, który strawił cały ich dobytek. Beata z dziećmi wybiegła z mieszkania tak, jak stała. Łukasz był w pracy, kiedy żona zadzwoniła z dramatycznymi wieściami. Społeczność wsi zapewnia, że nie pozostawią ich samych sobie. Zbiórki na dom dla nich już ruszyły.

Stracili wszystko
12-letni Wiktor, 10-letni Dawid, 8-letnia Judyta, 6-letni Sylwester i 4-letni Piotruś, a także rodzice, Beata i Łukasz Ramusiowie zostali nagle bez niczego. Żaden z członków rodziny nie odniósł fizycznego uszczerbku na zdrowiu, ale trauma psychiczna po stracie miejsca, które do tej pory uważali za najbezpieczniejsze, pozostanie z nimi na długo. Zostali w tym, co mieli na sobie. Nie było czasu na ratowanie dobytku. Niestety ogień, który wybuchł w kotłowni, doprowadził do zniszczenia niemal całego domu. Beata z najstarszymi dziećmi jeszcze próbowała gasić ogień, ale rozprzestrzeniał się zbyt szybko. Musieli uciekać.
- W pierwszej chwili pomogli sąsiedzi, dali ubrania, bo przecież nie mieliśmy nic. Sąsiadka swoje buty z nóg zdjęła i mi dała – wspomina Beata Ramuś.
Kobieta przyznaje, że jest dalej poddenerwowana i trudno jej wyciszyć emocje.
- Mam problemy ze snem. Nie mogę w ogóle spać, mam koszmary. Zdarza się, że budzę się o piątej i przewracam z boku na bok – mówi.
Niespokojne są również dzieci.
- Przez pierwsze dwa dni to były takie osowiałe, teraz już trochę lepiej – podaje Łukasz. 
- Pojechaliśmy tam na miejsce, to widać było, jak dzieci to przeżywają, szczególnie jak zobaczyły kota – dodaje jego żona.
- Najbardziej traumę widać po najmłodszym Piotrusiu. On najbardziej boleśnie to odczuwa, wspomina, że stracił zabawki, że się wszystko spaliło. Dwa pierwsze dni, to cały czas mówił, że wszystko stracił. Mówi po swojemu, że domek się zepsuł – Łukasz Ramuś. 
- Starsze dzieci może tak po sobie tego wszystkiego nie pokazują.
Przez kilka ostatnich miesięcy poprzedniego roku w domu trwał remont. Rodzicom zależało, aby na święta dzieci dostały nowy pokój. Łukasz powoli prace wykonywał własnoręcznie.
- Nie dysponowaliśmy zbyt dużymi funduszami, ale wspomogliśmy się kredytem. Nie przelewa nam się i czasami ledwo wiążemy koniec z końcem, mamy też problemy finansowe, ale chcieliśmy, żeby to wszystko dobrze wyglądało. Dla dzieciaków. Ten remont szedł powoli, od października, bo wiadomo, że miejsca mało, wszystkiego się powystawiać nie dało. Ale udało się. Były nowe panele, no wszystko świeże. Dzieci dostały nowe łóżka. Pokój był naprawdę ładny – nie ukrywa żalu Ramuś. 
- Wkrótce miałem się brać za drugą część domu, żeby to wszystko zmodernizować.
Gromadka z lepszych warunków cieszyła się jednak bardzo krótko.
- Spaliło się właściwie wszystko. Nic z tego domu się nie nadaje do użycia. Pod domem stoi nasze auto, wieloosobowe, ale nie jestem w stanie go uruchomić. Po prostu kluczyki były w domu i też się spaliły – podkreśla mężczyzna.
- Mieliśmy z żoną sporo planów. Nas jest dużo, a ten domek był naprawdę malutki. Na wiosnę chcieliśmy go rozbudować. Zgromadzić środki, materiały. No niestety – załamuje ręce.
Nie zostawią ich bez pomocy
Pomoc dla poszkodowanej rodziny nadeszła niemal natychmiast. Lokalna społeczność stanęła na wysokości zadania. Ramusiowie zostali zabezpieczeni w odzież i obuwie. Sołtys wsi, Marek Panek, jeszcze w dniu pożaru deklarował wsparcie. W akcję wkroczyli też strażacy z Ochotniczej Straży Pożarnej ze Skrzynna. 
- Sam jestem strażakiem i nieraz brałem udział w akcjach charytatywnych. Ostatnio zbieraliśmy pieniądze na lek dla chłopczyka z Galewic, Wojtusia. Czy jak były jakieś remonty w remizie czy tego typu rzeczy, to się udzielałem. Nie sądziłem, że ja też będę kiedyś potrzebował pomocy. Ale czuję, że to do mnie wraca i jestem wszystkim za to wsparcie wdzięczny – podkreśla Łukasz Ramuś.
- Odbieram mnóstwo telefonów, nawet z Anglii, gdzie mam znajomych. Deklarują wsparcie. Ludzie przynoszą ubrania, niektóre są nowe albo niezniszczone. Staram się dziękować chociażby za pośrednictwem mediów społecznościowych, ale dostęp mam ograniczony. W domu mieliśmy Internet, ale urządzenie, tak jak wszystko, poszło z dymem. Być może uda się uzyskać dostęp do sieci ze szkoły. Dzieciom mają zostać użyczone laptopy. Powinny wrócić do nauki, ale przez tę sytuację mają jeszcze tydzień wolnego. Niestety sprzęt bez dostępu do sieci będzie bezużyteczny, a nas w tej chwili nie stać, aby kupować routery – ze smutkiem dowodzi Ramuś.
Łukasz wspomina, że duże zrozumienie okazał jego szef.
- Od razu, kiedy się dowiedział, wsparł mnie gotówką na najpilniejsze potrzeby. Również członkowie jego rodziny bardzo się zaangażowali w pomoc. Pożyczyli mi wieloosobowe auto, zatankowane do pełna. Bardzo to doceniam. Pewnie nie każdego byłoby stać na taki gest. Bez tego byłoby nam jeszcze ciężej, bo do zwykłego auta się nie mieścimy, a załatwiania i wizyt w urzędach jest sporo. Dzieci zabieramy wtedy ze sobą, nie mogą zostać same przecież – komentuje.
- Szef okazuje mi zresztą bardzo dużo wyrozumiałości. Aby załatwiać te wszystkie sprawy formalne muszę brać wolne, a jestem jedynym pracownikiem. 
Póki co, dzięki uprzejmości starosty, Marka Kielera, rodzina została zakwaterowana w bursie na ul. Wojska Polskiego. Dostali do dyspozycji dwa pokoje. Mają również dostęp do pralki.
- Nie możemy tu długo zostać. Dzieci biegają i wiadomo robią hałas, potrzebują miejsca. Na początku to musiały przywyknąć, ale dalej nie jest to dom, swój kąt to zawsze swój kąt – uważa Łukasz.
Gmina zapewniła też obiady z firmy cateringowej. Są dla rodziny codziennie dowożone.
- Te posiłki są bardzo obfite. Nie możemy tego nawet przejeść. Na śniadanie dzisiaj odgrzałam zupę pomidorową z wczorajszego obiadu. Nie będziemy przecież marnować jedzenia, a dzieci bardzo lubią – opowiadała Beata we wtorek.
Jak mówią małżonkowie, liczą, że dzięki wsparciu ludzi dobrej woli, uda im się odzyskać własne miejsce na ziemi. 
- Nie zostawiliśmy naszych mieszkańców be wsparcia. Mają zapewnione potrzeby bytowe na najbliższy czas. Kierowniczka GOPS-u odwiedzała ich w bursie i w piątek, i w sobotę. Został im również wypłacony jednorazowy zasiłek na najpilniejsze, bieżące potrzeby. Pani Ilona, kierowniczka, zadbała również, aby cała rodzina była zaopatrzona w bieliznę osobistą. To jest na pewno dla tych państwa wielka tragedia. Ciężko jest dzieciom. Z tego co słyszałem to najmłodszym było bardzo przykro z powodu braku zabawek, miały tylko misia – relacjonuje wójt Ostrówka, Ryszard Turek.
- Rada sołecka ma pomysł, jak rodzinę w staraniu o odzyskanie swojego domu wesprzeć. Założyli konto, na które można wpłacać datki. Wszystkie te środki, co podkreślam, pójdą na zapewnienie tej rodzinie domu – informuje samorządowiec. Spotkaliśmy się nawet w gminie, aby problem omówić. Bardzo będę trzymał kciuki, aby udało się zebrać wystarczającą kwotę i zapewnić tym ludziom dom. Najbardziej mamy na uwadze dobro dzieci. 
Marek Panek, sołtys Skrzynna i jednocześnie członek miejscowej OSP od początku deklarował duże wsparcie dla siedmioosobowej rodziny. Na deklaracjach się nie skończyło.
- Będziemy zbierać pieniądze, pierwsze wpłaty już się pojawiły. W niedzielę jedna z jednostek OSP przeprowadziła zbiórkę do puszek. Mamy informacje, że inne jednostki OSP też się włączą. Chcemy dotrzeć do jak największej liczby ludzi. Szczególnie mamy na względzie dobro dzieci, o ich los i przyszłość nam chodzi – podkreśla sołtys. 
- Zbieramy zresztą nie tylko pieniądze, ale i wyposażenie domu. Sprzęty będą czekały na nich, aż uda się zorganizować im dach nad głową. 
Jak mówi Ramuś budynek był ubezpieczony, ale obawia się, że ubezpieczyciel może nie wypłacić całej sumy.
- Będę się kontaktował z prawnikiem, zależy nam, aby wypłacone ubezpieczenie było jak najwyższe. Nie ukrywamy jednak, że strach jest, że będą chcieli nam wypłacić jak najmniej – nie kryje obaw Ramuś. 

Magdalena Lizurej
[email protected]

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kulisy.net




Reklama
Najnowsze wiadomości