Ryk silników, zapach benzyny i tłum ludzi, który z każdą chwilą gęstniał. W sobotę, 8 sierpnia, spokojne na co dzień ulice Kiełczygłowa wypełniły się motocyklami i innymi fascynującymi pojazdami. A wszystko za sprawą III Kiełczygłowskiego Święta Motoryzacji.
Sobota w Kiełczygłowie od samego początku zapowiadała się inaczej niż zwykle. Zamiast ciszy słychać było coraz głośniejszy pomruk silników. Jeden motocykl, drugi, kolejny samochód… A potem już trudno było je policzyć.
Plac przy szkole podstawowej szybko wypełnił się niezwykłymi pojazdami. Były maszyny, które pamiętają czasy, gdy motoryzacja wyglądała zupełnie inaczej. Były samochody zachwycające swoim wyglądem i motocykle przyciągające uwagę samym dźwiękiem silnika. Każdy pojazd miał coś, co wyróżniało go z tłumu.
I właśnie ten tłum okazał się największym zaskoczeniem.
- Dzisiejszy zlot przerósł najśmielsze oczekiwania. Jest niesamowicie mnóstwo ludzi, samochodów i motocykli - mówi wójt gminy Kiełczygłów Mariusz Mielczarek.
- Można powiedzieć, że jesteśmy wręcz zablokowani, ale tak pozytywnie. Pogoda sprzyja, bawimy się doskonale. Myślę, że mieszkańcy również. Jest to święto całej gminy jak i gości, którzy tutaj przyjechali - dodaje włodarz gminy.
Współorganizator wydarzenia Krzysztof Osiński stwierdza, że z roku na rok uczestników jest coraz więcej, a organizacja imprezy wymaga ogromnego zaangażowania.
- Z roku na rok uczestników przybywa. To już trzecia edycja. Mamy nadzieję, że kolejne będą jeszcze większe. Oby nam tylko wystarczyło miejsca tutaj na placu - mówi Krzysztof Osiński.
Przygotowania do wydarzenia rozpoczynają się na długo przed tym, zanim na plac wjadą pierwsze samochody i motocykle. Organizatorzy wspólnie omawiają pomysły i dzielą się zadaniami, aby w dniu imprezy wszystko zagrało.
- W tamtym roku było dobrze, a w tym jest bardzo dobrze. Jesteśmy zaskoczeni większą ilością aut. Jest ich naprawdę bardzo dużo - przyznaje współorganizator.
Kiełczygłów na kilka godzin stał się miejscem spotkania miłośników motoryzacji z różnych stron, których połączyła jedna pasja: miłość do dwóch i czterech kółek.
Najbardziej widowiskowa była oczywiście parada. Kolumna ruszyła ulicami Kiełczygłowa, a dźwięk silników niósł się po okolicy. Trudno było przejść obok obojętnie.
Na chodnikach pojawili się mieszkańcy i widzowie. Jedni wyciągali telefony, inni po prostu obserwowali przejazd, podziwiając kolejne pojazdy. Wśród uczestników znalazły się bowiem prawdziwe motoryzacyjne perełki: samochody zabytkowe, rzadkie modele i motocykle, których próżno szukać na ulicach na co dzień.
Każdy kolejny przejeżdżający pojazd miał swoją historię. Dla jednych był spełnieniem marzeń, dla innych efektem wielu lat pracy. Niektóre maszyny przyciągały wzrok wyglądem, inne charakterystycznym brzmieniem silnika. Były też takie, które wywoływały uśmiech. Wśród pojazdów pojawił się nawet zielony autobus! I to nie był zwykły autobus. W środku znalazła się strefa imprezowa, miejsce do spania, zaplecze kuchenne, a nawet toaleta.
- Jest to autobus przerobiony na campera. Jeździ po świecie. W tym roku był w Maroku, w tamtym w Turcji. Jest również na różnych zjazdach m.in. na Zjazdach Koguta. Spala około 30 litrów, także nie jest źle. Dajemy radę. Zależy od komfortu jazdy, czy jest klima, czy nie - śmieje się Janusz Sylwester, który zaprezentował tę przyciągającą uwagę furę.
Nie zabrakło również młodszych uczestników. 9-letnia Oliwia Foltyńska z Kiełczygłowa przyjechała na paradę niezłym cackiem.
- Po raz pierwszy brałam udział w paradzie. Jest fajnie. Jechało mi się bardzo dobrze. Mój brat i tata jeżdżą na quadzie i to oni mnie tym zarazili - opowiada Oliwka.
Miłośnicy motoryzacji mogli również stanąć do rywalizacji. Organizatorzy przygotowali konkursy, w których oceniano m.in. najgłośniejszy motocykl i samochód oraz najbardziej oryginalny pojazd.
W kategorii najgłośniejszego motocykla zwyciężyła Honda WSC, która osiągnęła wynik 103,4 dB. Jej właścicielem jest Konrad Kurczewski, ps. „Kurczak”, prezes Motocyklistów Widawa.
Jeszcze głośniej było w kategorii samochodów. Zwyciężył Mustang Damiana Jaworskiego, którego silnik osiągnął aż 126,6 dB.
Przy takiej liczbie wyjątkowych pojazdów trudne zadanie czekało również jury konkursów. I trudno się dziwić, że wybór nie należał do łatwych.
- Przechadzam się, wybierając już wcześniej, ponieważ będą konkursy i trzeba będzie wręczyć nagrody. Powiem szczerze, że jest ciężko, ale coś będzie trzeba z bólem serca wybrać - mówi z uśmiechem Krzysztof Osiński.
Każdy właściciel miał powód, by z dumą opowiadać o swoim pojeździe. Bo podczas tego wydarzenia nie chodziło wyłącznie o konie mechaniczne, rocznik czy wygląd. Za każdą maszyną stał człowiek i jego historia.
- Auto posiadam od dwóch lat. Jest to Nysa 522, 88 rocznik, pojemność 2100, 70 koni mechanicznych - tłumaczy Michał Mikołajczyk z Kraszkowic.
- Jeśli tylko czas pozwala to z chęcią pojawiam się na takich zlotach. Pracuję za granicą, więc jeśli jestem w Polsce to wtedy uczestniczę. Kolejny zlot będzie w Wieluniu. Już sobie urlop zarezerwowałem, żeby tam być. Jedziemy razem z żoną. Ja jadę Nyską, a żona Fiatem 125p. Szwagier bierze jeszcze ode mnie malucha. Jedziemy rodzinnie - opowiada uczestnik zlotu.
W wydarzeniu własnym pojazdem wzięła udział również Agnieszka Ryś, marszałek województwa łódzkiego. Jej obecność była dodatkowym akcentem spotkania miłośników motoryzacji.
W sobotę Kiełczygłów pokazał, że pasja potrafi połączyć ludzi niezależnie od wieku, miejsca zamieszkania czy rodzaju posiadanego pojazdu. Jedni przyjechali motocyklami, inni samochodami, jeszcze inni przyszli po prostu popatrzeć. A było na co...
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze