- W czasie tej podróży zamarzło kilkoro dzieci - wspomina ze łzami w oczach Piotr Zagajewski, świadek piekła Sybiru. Miał pięć lat, kiedy w 1940 roku wraz z rodziną został wywieziony z kraju. Pamięta tę straszną podróż pociągiem, strażników, rodziców wracających z lasu po całym dniu ciężkiej pracy i biedę, której jako dziecko nie potrafił jeszcze nazwać. W czwartek, 17 września, podczas obchodów Światowego Dnia Sybiraka w Wieluniu jego wspomnienia znów wybrzmiały.
Był małym dzieckiem. Nie rozumiał wtedy wszystkiego, co działo się wokół niego. Wiedział tylko, że jedzie z rodzicami bardzo daleko. Jest strasznie zimno. Nie wiadomo, kiedy podróż się skończy. Dziś, po tylu latach pozostały wspomnienia, których nie da się wymazać z pamięci.
17 września 1939 roku Związek Sowiecki wkroczył na terytorium Polski. W kolejnych miesiącach i latach tysiące polskich rodzin zostało deportowanych w głąb ZSRR. Ich domy, majątki, dotychczasowe życie zostały za nimi. Przed nimi była długa podróż i nieznane miejsce, w którym mieli żyć wśród mrozu, głodu i ciężkiej pracy.
Piotr Zagajewski na Syberii spędził kolejne lata swojego dzieciństwa. Aż do jedenastego roku życia.
- 17 września spodobało się Rosji Sowieckiej wziąć sobie kresy ze wszystkim dobytkiem, z nami, pozbawiając wszelkiej nadziei na przetrwanie. Podróż miała być tylko i wyłącznie w jedną stronę - opowiada Piotr Zagajewski.
- Pamiętam okres przejazdu pociągiem. W czasie tej podróży zamarzło kilkoro dzieci. Był to okres dużych represji NKWD. Byliśmy pod ciągłym dozorem strażnika. To był barak tak odległy, że jeden strażnik wystarczył na nas - mówi Sybirak.
Dziecko, które znalazło się w świecie dorosłych represji, nie mogło wiele zrozumieć. Mogło tylko zapamiętywać. Zapamiętał również chorobę. Przeszedł odrę. Rodzice tymczasem każdego dnia musieli bardzo ciężko pracować w lesie. Wychodzili rano z siekierą i piłą. Wracali późno. Normy były wysokie. Ich wykonanie nie było tylko obowiązkiem. Od tego zależało jedzenie.
- Normy były tak wielkie, że trudno było wyrobić je. Wyrobienie normy gwarantowało posiłek dla całej rodziny. Nie wszyscy byli pod względem fizycznym przygotowani. Zresztą nikt nie był przygotowany, ale jedni byli w kondycji lepszej i gorszej - tłumaczy Zagajewski.
A nad wszystkim była bieda.
- Przeżywaliśmy okropną biedę. Zresztą ci bardziej zaradni usiłowali wspierać.
W jego opowieści są traumatyczne przeżycia, które zostały w pamięci dziecka na całe życie.
- Pamiętam zamieszanie w baraku. Nie rozumiałem wtedy wszystkiego. Pani Tabaczyńska urodziła dziecko. Dziecko zmarło - z trudem wypowiada te słowa Piotr Zagajewski.
I tak Zagajewski stał przy pomniku Sybiraków w Wieluniu i opowiadał. Kilka metrów dalej stali młodzi ludzie w mundurach. W ciszy słuchali opowieści. To spotkanie miało dla nich szczególne znaczenie.
- Obecność na takiej uroczystości jest dla nas ważna, ponieważ uczy patriotyzmu. Tym bardziej, że jesteśmy w klasie mundurowej. To nasz obowiązek - powiedział Tomasz Gmyrek, uczeń II LO w Wieluniu.
W Wieluniu, co roku, 17 września spotykają się mieszkańcy, przedstawiciele władz, uczniowie i świadkowie historii. Obchody Światowego Dnia Sybiraka rozpoczęła msza święta w intencji zmarłych i pomordowanych na zesłaniu oraz tych, którzy Sybir przeżyli. Później uczestnicy przeszli pod pomnik Sybiraków przy kościele ojców franciszkanów. W asyście kadetów oddziału przygotowania wojskowego z II Liceum Ogólnokształcącego im. Janusza Korczaka w Wieluniu złożono tam kwiaty.
Podczas uroczystości głos zabrała m.in. Renata Tatara, dyrektor II LO w Wieluniu i prezes Koła Związku Sybiraków w Wieluniu.
- Spotykamy się tutaj w szczególnym miejscu i w szczególnym momencie, aby pochylić się nad historią, która dla wielu z nas jest już odległym rozdziałem dziejów, ale dla innych wciąż pozostaje żywym wspomnieniem, bólem i doświadczeniem, którego nie da się zapomnieć - mówi dyrektor Tatara.
- Wspominamy tych, którzy zostali wyrwani ze swoich domów z całymi rodzinami, z miejsc w których się urodzili i nigdy do nich nie wrócili. Wspominamy tych, których deportowano w głąb Związku Sowieckiego skazując na życie w warunkach w których każdego dnia trzeba było walczyć o przetrwanie. Wspominamy ludzi, którzy doświadczyli głodu, zimna, ciężkiej pracy, rozłąki, tęsknoty za Ojczyzną. Tu przy pomniku Sybiraka w Wieluniu wraz ze świadkami tamtych dni, jesteśmy na straży każdego roku, by pamiętać - zaznacza szefowa placówki.
O znaczeniu pamięci o Sybirakach mówił również wicestarosta wieluński Krzysztof Dziuba. Podkreślił, że los zesłańców to nie tylko historia cierpienia, ale także niezwykłej siły.
- Można było odebrać człowiekowi dom, pozbawić go majątku, wywieźć tysiące kiloetrów od ojczyzny, ale wielu z tych ludzi zachowało coś, co odebrać było znacznie trudniej. Pamięć o tym kim są - mówi Dziuba.
- Dzisiaj jest to również ważna lekcja dla nas, bo wolność jest jedną z tych rzeczy do której bardzo łatwo jest się przyzywczaić. Wstajemy rano, idziemy do szkoły czy pracy, spotykamy się z przyjaciółmi, planujemy weekend, wakacje, studia, przyszłość. I tak właśnie powinno wyglądać normalne życie, ale historia września 1939 roku i historia Sybiraków przypominają nam, że ta normalność nie zawsze była i nie zawsze jest oczywista. I to jest przestroga szczególnie aktualna dzisiaj - podkreśla wicestarosta.
Burmistrz Wielunia Paweł Okrasa nawiązał do czasów wojny i współczesnych wydarzeń. Apelował o krytyczne podejście do przekazów dotyczących możliwości prowadzenia konfliktu z Rosją.
- Jeżeli słyszycie, jak to obecnie Polska może w ciągu kilku tygodni zmiażdżyć współczesną Rosję, to patrzcie na to bardzo krytycznie. Czy w tej chwili też nie jesteśmy świadkami dużej propagandy? Chodzi o to, abyśmy nie dali się wkręcić w nieswoją wojnę - podsumowuje Okrasa.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze