Dagmara Świerc, mieszkanka wsi Strugi w gminie Wierzchlas, jest zrozpaczona. Na programie Czyste Powietrze miała skorzystać 78 tys. zł. Nie dość, że nie doczekała się planowanego w ramach dotacji remontu, to jeszcze będzie musiała zwrócić funduszowi duże pieniądze, których nigdy na oczy nie widziała… do tego odsetki i 6 tys. zł VAT, który zapłaciła z góry. Krótko mówiąc wyszła na tym „jak Zabłocki na mydle”.
Takich historii jak ta jest w Polsce dziesiątki, a może setki. Dagmara Świerc z małej miejscowości pod Wieluniem czuje się bezsilna wobec machiny urzędowej, która miała jej pomóc, a okazuje się że zaszkodzi. I to tak bardzo, że kobieta popamięta „pomocną dłoń” państwa na lata…
O programie Czyste Powietrze słyszeli już chyba wszyscy. Mówiąc w wielkim uproszczeniu ma on pomagać Polkom i Polakom znajdującym się w nienajlepszej sytuacji finansowej na termomodernizację domów, w których mieszkają. W grę wchodzą m.in.: Odnawialne Źródła Energii – fotowoltaika, pompy ciepła, a także ocieplenie budynku czy wymiana okien i drzwi.
Dagmara zainteresowała się programem Czyste Powietrze, bo nie pracuje, ma na utrzymaniu trójkę dzieci, a jej dom wymaga gruntownego remontu. Znalazła firmę wykonawczą, która dokonała audytu, potem zrobiła kosztorys robót i pomogła złożyć wniosek. Była szczęśliwa, gdy dowiedziała się, że jej wniosek został pozytywnie rozpatrzony. Jej radość była przedwczesna.
Warunkiem skorzystania z dotacji było opłacenie VAT-u od kwoty dotacji.
- Dokładnie 24 grudnia wpłaciłam sześć tysięcy złotych . Byłam pewna, że za moment ruszy remont – opowiada portalowi kulisy.net pokrzywdzona.
Na początku stycznia firma otrzymała pierwszą transzę pieniędzy, która miała zostać przeznaczona na remont jej domu. Wykonawca pieniądze wziął, ale roboty nie zaczął.
- Miała być termomodernizacja domu. Czyli ocieplenie ściany styropianem, zrobienie tynku, wymiana okna, drzwi i na stropie miało być również ocieplenie zrobione – precyzuje mieszkanka Stug.
- Wszystko miało kosztować 78 tys. zł i taką dotację otrzymałam. Tylko ten podatek miałam zapłacić, a reszta miała zostać zrobiona za pieniądze z tego programu – dodaje zdenerwowana.
W końcu firma przyjechała na pomiar okien i drzwi. Czekała dalej. Dzwoniła, pytała. Żadnych konkretów. W końcu powiedzieli jej, że musi cierpliwie czekać, bo wszystko jest w realizacji.
- Okno i drzwi były zamówione, ale co z tego... Pani od okien zadzwoniła do mnie dokładnie 8 maja, że w kolejnym dniu mija 120 dni od terminu zapłaty, a firma, z którą podpisałam umowę nie wywiązała się finansowo z tego zobowiązania, więc okna i drzwi nie ma – rozkłada ręce kobieta i dodaje, że prace powinny być już dawno zakończone. Tymczasem firma nawet nie kiwnęła palcem, choć otrzymała pierwszy przelew od funduszu w kwocie 35 tys. zł.
Wojewódzki Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej żąda od kobiety zwrotu wspomnianej kwoty, czyli 35 tys. zł wraz z odsetkami od dnia wypłacenia ich firmie wykonawczej.
- Ja tych pieniędzy nie widziałam na oczy. Na dodatek nie zrobiono u mnie nic w ramach tego programu, a teraz mam oddawać dotację, którą wzięła firma mająca realizować wniosek – mówi zdruzgotana.
Dagmara Świerc próbowała kontaktować się z firmą wykonawczą, ale bezskutecznie.
- Dzwoniłam kilkakrotnie do pana, który nam ten wniosek przygotowywał. Wszystkie dokumenty nam organizował. On również nie odbiera telefonów. W końcu pojechaliśmy do tej siedziby firmy, dowiedzieć się o co tak naprawdę chodzi. Przedstawiciele firmy powiedzieli, że nie są w stanie spłacić teraz tych pieniędzy, bo przechodzą restrukturyzację.
- Twierdzą, że fundusz zatrzymał środki przeznaczone na tego typu działania i dlatego oni zostali na lodzie – wzdycha.
Kobieta nie może pojąć jak to możliwe, że ona nie otrzymała ani złotówki, a teraz ma oddawać 35 tys. zł z odsetkami, które przecież wzięła jakaś firma.
- Dlaczego fundusz nie żąda zwrotu od tej firmy? – zastanawia się i dodaje, że ma kontakt z wieloma osobami z całej Polski, które są w podobnej sytuacji.
- Nie wiem kto pisał ten program, ale przecież to jest absurdalny system. Gdybym dostała te pieniądze na moje konto i nienależycie je wydała, na coś innego zamiast na remont, to rozumiem, że powinnam zwrócić dotację. Ale skoro ja z tego nie dostałam nawet złamanego grosza, to jak teraz może ktoś ode mnie żądać zwrotu. Nie mogę tego pojąć – irytuje się Dagmara Świerc.
W czwartek, 10 lipca, poruszony sprawą poseł z Wielunia Paweł Rychlik zwołał specjalną konferencję prasową. Do udziału w niej zaprosił także partyjną koleżankę poseł Małgorzatę Golińską.
Poseł Golińska otwierając konferencję zauważyła, że pieniądze dla firm realizujących program Czyste Powietrze nie są im wypłacane, co skutkuje wnioskami o upadłość lub restrukturyzację wielu przedsiębiorstw.
- Niestety coraz częściej zaczynają pojawiać się sytuacje, że beneficjenci, czyli osoby zakwalifikowane do udziału w programie, choć nie widziały na oczy ani złotówki, dzisiaj od nich żąda się zwrotu zaliczek wypłaconych firmom, którym fundusz przestał wypłacać kolejne środki – mówiła podczas konferencji.
- Mamy błędne koło i dramaty ludzi – akcentowała parlamentarzystka.
Poseł Paweł Rychlik zaznaczył, że w konferencji biorą udział ludzie pokrzywdzeni przez państwo, czyli wspomniana wcześniej Dagmara Świerc i Szymon Sadowski.
- Przyszedł czas, że pani minister klimatu Paulina Hennig-Kloska wstrzymała wypłaty w ramach programu Czyste Powietrze. To spowodowało problemy firm, które wyspecjalizowały się w dziedzinie termomodernizacji i OZE. To spowodowało, że te inwestycje w skali całego kraju nie zostały wykonane. Na ten temat zwoływane były komisje ochrony środowiska – zaznaczył Paweł Rychlik, parlamentarzysta z Wielunia.
- Niestety, tematem tych komisji nie był fakt, że WFOŚiGW wzywa do natychmiastowych zwrotów wypłaconych dotacji zwykłych ludzi – ciągnął dalej temat.
- Oto cały obraz państwa Tuska. To jest oblicze państwa, które jest silne wobec słabych, a niestety niemogące wiele wobec tych, którzy mają duże pieniądze i siłę – podkreślał poseł.
Paweł Rychlik zaznaczył, że pani Dagmara została oszukana i wyrolowana przez państwo dwukrotnie. Raz gdy zapłaciła na rzecz państwa 6 tys. zł jako VAT od dotacji, a drugi raz gdy fundusz wezwał ją do zwrotu pieniędzy, które zostały przelane na konto jakiejś firmy.
- To jest ogromny skandal. I to dotyczy pani Dagmary z powiatu wieluńskiego, ale tego typu poszkodowanych są tysiące. Obywatele zderzają się ze ścianą. Mają oddawać pieniądze, których nigdy nie otrzymali – podsumował poseł Paweł Rychlik.
Na koniec głos zabrali pokrzywdzeni. Opowiedzieli swoje historie, wyrażając wielki żal wobec państwa polskiego…

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Bratanek na ,,czystym powietrzu,,zostal orzniety na 130 tys zl.te programy sa dla oszustow,zeby mogli sie wzbogacic,dla jednych jest pelne koryto dla innych programy
Żadna z parti politycznych nie przygotowała dobrze projektu to po pierwsze. Tłumaczenie jest absurdalne- że beneficjeci oraz firmy oszukiwali. Tak pewnie były takie przypadki. Jednak aby nieprawidłowości było możliwie mało muszą być madrze określone zasady- to po drugie. Jestem wykonawcą (nikogo nie oszukałem), w umowie jest zapis o rozliczeniu drugiej transzy do 31 dni od prawidłowo złożonych dokumentów końcowych. Mam pytanie dlaczego czekamy ponad rok na zapłatę drugiej transzy ( my odsetek karnych nie dostaniemy). Dla mnie silne i mondre państwo, to państwo z zasadami. Państwo z dobrymi przepisami, państwo gdzie jego instytucje pilnują zasad i DAJA przykład! Niestety, kiedy doczekamy takiej ojczyzny. Dla nas na przestrzeni ostatnich lat beż zmian.
Co za bzdury ten Rychlik pisze,owszem są takie przypadki jak opisany ale nie jest ich tysiące to tylko propaganda,a kto przewidzi że dana firma oszuka.Jedynie zgadzam się z tą Panią że przelewy powinny być na konto a nie firmie która ewentualnie zajmie się remontem.
Jak można być tak naiwnym ,podpisać umowę z nieznaną i niewiarygodna firmą na prefinansowanie inwestycji o wartości 78 tys. z przekazaniem pieniedzy na jej konto.Ta Pani jest sobie sama winna a nie Fundusz.To Pani podpisała taka umowę z wykonawcą. Można było samemu wypełnić wniosek przez Urzad Gminy x ,podpisać we własnym imieniu umowę z funduszem i otrzymac pieniądze na swoje konto po przedstawieniu rachunków za dany etap robót. Pani oczekiwała,że bez jakiegokolwiek wysiłku, ponoszenia chociażby minimalnego wkładu finansowego otrzyma w prezencie wyremontowany dom za ok.80 tys zł.Kazdy by tak chciał.Ja i moja żona pracujemy całe życie zawodowe,mamy dzieci i nie otrzymaliśmy wsparcia finansowego bo przekraczamy limit dochodu .Gdzie tu sprawiedliwość?.Fundusz przyznał pieniądze osobie beż dochodów-nie pracującej mającej troje dzieci.To z czego się utrzymuje ? A może i tak wielokrotnie jest ,że dochody są i to bardzo wysokie ale są ukrywane i nie ujawniane .Fundusz postępuje zgodnie z prawem.To Pani zaciagla zobowiązanie i to Pani winna oddać pieniądze.To my pracujący mamy z naszych podatków spłacać Pani zobowiązania?
Bratanek na ,,czystym powietrzu,,zostal orzniety na 130 tys zl.te programy sa dla oszustow,zeby mogli sie wzbogacic,dla jednych jest pelne koryto dla innych programy
Żadna z parti politycznych nie przygotowała dobrze projektu to po pierwsze. Tłumaczenie jest absurdalne- że beneficjeci oraz firmy oszukiwali. Tak pewnie były takie przypadki. Jednak aby nieprawidłowości było możliwie mało muszą być madrze określone zasady- to po drugie. Jestem wykonawcą (nikogo nie oszukałem), w umowie jest zapis o rozliczeniu drugiej transzy do 31 dni od prawidłowo złożonych dokumentów końcowych. Mam pytanie dlaczego czekamy ponad rok na zapłatę drugiej transzy ( my odsetek karnych nie dostaniemy). Dla mnie silne i mondre państwo, to państwo z zasadami. Państwo z dobrymi przepisami, państwo gdzie jego instytucje pilnują zasad i DAJA przykład! Niestety, kiedy doczekamy takiej ojczyzny. Dla nas na przestrzeni ostatnich lat beż zmian.
Co za bzdury ten Rychlik pisze,owszem są takie przypadki jak opisany ale nie jest ich tysiące to tylko propaganda,a kto przewidzi że dana firma oszuka.Jedynie zgadzam się z tą Panią że przelewy powinny być na konto a nie firmie która ewentualnie zajmie się remontem.