Ojciec trójki dzieci i mąż z 19-letnim stażem, opowiada o stereotypach bycia tatusiem, a także o funkcjonowaniu ojcowskiego klubu tato.net w Wieluniu, którego jest założycielem i liderem. Z Tomaszem Wróblem rozmawia Sławomir Rajch.
Sławomir Rajch: W sierpniu ubiegłego roku założyłeś w Wieluniu klub ojcowski tato.net. Dziś widać, że to była dobra i trwała inicjatywa. Początki jak wszędzie były trudne?
Tomasz Wróbel: Dla mnie to była niespodzianka, bo spotkałem tu w Wieluniu bardzo dużo otwartych na tę inicjatywę ludzi. Między innymi tu w redakcji ”Kulis …”. To było mega zaskakujące, że wszędzie, gdzie pojawiłem się z pomysłem stworzenia takiego klubu ojcowskiego, spotykałem się z pozytywnym odbiorem.
Podobny klub prowadzisz w Poznaniu. Może dlatego uruchomienie go w Wieluniu to była „bułka z masłem”. Powiedz proszę skąd w ogóle ta inicjatywa. Dlaczego chciałeś zorganizować także tu, w Wieluniu, przestrzeń dla tatusiów?
- W poznańskim wydaniu tego klubu udało się zaprosić wielu ojców do udziału w projekcie. Dlatego po latach wracając do rodzinnego Wielunia stwierdziłem, że inicjatywa może być owocna także tutaj.
I jak widać, nie myliłeś się.
- Tak. Przez te 10 miesięcy spotykamy się regularnie. Są to spotkania raz w miesiącu. Trwają dwie godziny. Nie wszystkim oczywiście pasowały terminy i godziny spotkań, albo formuła. Ale w końcu wyklarowała się dość duża grupa ojców, którzy chcą się spotykać, gadać, wymieniać się spostrzeżeniami, opowiadać swoje historie. Chociaż ja cały czas zaznaczam, że tato.net to nie jest klub dyskusyjny. Bo przecież można się spotkać na meczu, na piwku. I wtedy też można sobie pogadać o ojcostwie? Tak naprawdę kluczowe jest to, co się dzieje po tych spotkaniach. Takie spotkanie to są tylko dwie godziny, a cały mecz dzieje się w życiu. Jeden powie, że to co robię nie jest dobre, inny że on robi to lepiej. Mówi na przykład: „Spróbowałem robić tak i to się sprawdza”. To się nazywa u nas „tatoplan” - coś stopuje, coś startuje, coś kontynuuje. Wtedy to ma rację bytu, jeśli te spotkania realnie zmieniają coś w życiu członków naszego klubu.
Widzisz te realne zmiany na konkretnych przykładach?
- Tak, myślę że te realne zmiany byłyby nawet gotowe potwierdzić żony czy partnerki naszych tatusiów.
Rozmawiamy z okazji Dnia Ojca. Jak Ty Tomku postrzegasz rolę ojca w życiu każdego dziecka?
- To dobre pytanie, dosłownie przed momentem widziałem taką fajną kampanię reklamową. Nie pamiętam jakie marki, która robi jakieś rzeczy dla dzieciaków? I tam było różne zdjęcia ojców, takie łamiące trochę stereotyp. Zdjęcia ojca, który jest z wózkiem, bawi się z dzieckiem, odrabia z nim lekcje. Ojca, który po prostu spędza czas. I w tej reklamie było takie hasło „To jest ojciec, który pomaga mamie”. I ta druga część zdania była skreślona. Chodzi o to, że coraz mocniej jako ojcowie odnajdujemy się w roli bycia współpartnerem w wychowywaniu dzieci, a nie tylko osobą wspierającą. I to jest jedyna słuszna droga. Już ten stereotyp taty, który 12 godzin pracuje i utrzymuje rodzinę, wychowanie dzieci przerzucając na swoją partnerkę, odchodzi do lamusa. Mamy coraz większą świadomość ile tracimy, nie będąc z dziećmi, gdy dorastają. Coraz częściej widzimy, że ten model ojca, zapewniającego wyłącznie byt materialny, nie do końca działa. Zapytasz Sławku, skąd ja to wiem? Skąd wiemy jak być dobrymi ojcami? Mamy jakieś wzorce. Szkół dla ojców nie ma. Uczymy się na własnych doświadczeniach. Pewien model społeczny spowodował że nasi ojcowie, byli mało w naszym życiu. I przez to czasami odczuwamy pewnego rodzaju deficyty.
Ale chyba nie wszyscy tatusiowie mają tego świadomość i potrafią się zmobilizować, by uczestniczyć w tego typu projekcie?
- Oczywiście, że nie wszyscy. Ktoś ostatnio na naszym spotkaniu użył ciekawego porównania. Mówił komuś o tym klubie i usłyszał „nie no, ja jestem dobrym ojcem, po co będę tam chodził”. To trochę jak, nie urągając nikomu, anonimowi alkoholicy. Niektórzy myślą, że nasza grupa to tacy anonimowi ojcowie. Tacy, którzy są źli, bo przecież mogą być lepsi. Nic bardziej mylnego. Jest bardzo wielu takich ojców, którzy przychodzą i mówią „robimy dużo fajnych rzeczy, jesteśmy dobrymi ojcami, ale przyszliśmy się zainspirować”. Poza tym trzeba też myśleć w taki sposób, że jeśli mi coś wychodzi, to może warto się tym podzielić z innymi i może też coś dla siebie z tego wyciągnąć. Na tym polega idea tego klubu. By inspirować się tym jak być w życiu naszych dzieciaków, jak poprawiać relacje, budować je, czasem naprawiać, no i pielęgnować.
Zgodzisz się ze mną, że jeśli mowa o dziecku, wychowaniu go, stwarzaniu dobrych warunków, to jest z tym kojarzona wyłącznie kobieta. Tylko mama, to ona jest najważniejsza.
- Z pewnością tak jest. Natomiast z drugiej strony, gdyby cofnąć się poza PRL, który narzucił tego typu standardy i spojrzeć jeszcze dalej w przeszłość, to jasne, że na początku były dzieciaki przy swoich mamach. Dawno temu ojcowie polowali, a matki wychowywały dzieci. Ale w pewnym momencie następowała inicjacja. Ten 12-letni chłopiec, choć teraz to należy rozszerzyć o dziewczyny, gdzieś tam szedł z tatą. Dostawał od niego wyzwania i szedł z nim dalej. Oczywiście, kobiety mają ważną rolę w wychowaniu dzieci. Natomiast, żeby był balans, to w wychowaniu dziecka udział powinien brać także mężczyzna. Czasu nie zatrzymamy.
Mam jednak wrażenie, że nawet jeśli przeszkodą nie jest brak czasu, to ważne jest jak go spędzamy. Bo przecież samo bycie obok dziecka, to może być za mało. Chodzi o poświęcaniu mu uwagi.
- To samo chciałem powiedzieć. Czasem jesteśmy niby z dzieciakami, a tak naprawdę dłubiemy w telefonie. Jesteśmy obok dzieci, ale nie jesteśmy z nimi. Opowiedziała mi koleżanka historię, która może otworzyć rodzicom oczy. Jej znajoma znalazła pracę w Niemczech. Dzieci niby są już nastoletnie, więc teoretycznie świetnie sobie radzą z nieobecnością mamy. Co ciekawe, gdy za jakiś czas ta moja znajoma spotkała córkę tej kobiety. Dziewczyna siedziała i płakała. Powiedziała jej, że już tego nie jest w stanie wytrzymać, że nie znosi wyjazdów jej mamy, że sobie z tym nie radzi. Niezwykle potrzebna jest nasza uważność. Czasem wydaje się, że dziecku pewne rzeczy są obojętne, ale tak naprawdę nie są.
Rozmawiając o roli ojca, musimy zauważyć, że ona się wzmacnia. Ojciec zaczyna odgrywać coraz istotniejszą rolę. Zresztą, nawet obchodzenie Dnia Ojca, z roku na rok, zdaje się być bardziej dostrzegane.
- Gdy pojawiły się skarpetki jako prezent na Dzień Ojca, to już było dobrze. A teraz jest coraz więcej ciekawych inicjatyw i to nasze święto jest coraz bardziej zauważalne.
I choć jeszcze długo to święto nie dogoni hucznie obchodzonego Dnia Matki, to rzeczywiście ma coraz większe znaczenie.
- Wiadomo, że rola mam jest niezwykła. I tu nie chodzi o to, by się z nimi ścigać. Ważne jednak, by ludzie zauważali istotną rolę ojców w wychowaniu dzieci. No i żebyśmy my odnajdywali się w tym niełatwym wyzwaniu. Same cyfry na koncie nie zmienią niczego i niczego nie załatwią. Mam wielu znajomych w korporacji, którzy mówią mi „Stary, fajne rzeczy robisz. Moje dzieci są już nastoletnie, ja nie byłem przy nich, gdy dorastały”. Wtedy mówię, że zawsze jest dobry moment, by coś zmienić.
Na koniec trudny temat. Wciąż prawo w Polsce podchodzi do ojców gorzej niż do matek. W sądach często są oni na przegranej pozycji. Zazwyczaj, jeśli jest konflikt między dwojgiem rodziców, to sądy bardziej są skłonne przyznać opiekę matce. Czy w klubie tato.net spotykasz się z takimi historiami, z takimi problemami, czy wasz klub to jest w ogóle miejsce na takie sprawy?
- Spotykam się z takimi sprawami w ostatnim czasie nawet mam wrażenie, że częściej. Zdarza się, że dzwonią do mnie faceci, którzy są w trakcie rozstawania się ze swoją partnerką. Dzwonią często ci, którzy są w procesie walki o dzieci. To znaczy, że tam jednak nie ma takiego partnerskiego, dojrzałego, dorosłego porozumienia, podzielenia się, dogadania.
I często w tym konflikcie obie strony koncentrują się na swoich potrzebach, a dobro dziecka schodzi na drugi plan.
- Zdecydowanie tak jest. Oni dzwonią do mnie, chcą się wygadać, szukają jakiegoś wsparcia, pomocy. Najczęściej szukają pomocy prawnej. I w tym zakresie klub ojcowski to nie jest miejsce, gdzie świadczy się usługi prawne. Ja zawsze w takich sytuacjach mówię, że jeśli ojciec, który się do mnie zgłasza chce rzeczywiście, w tej sytuacji zawalczyć o siebie i relacji z dzieckiem, to zapraszam. Ale jeśli chce walczyć o dziecko przeciwko partnerce, to niestety nie pomożemy w tym zakresie. Nasz klub to jest nieco inna specyfika. Co ciekawe dołączyło do nas ostatnio trzech nowych ojców, którzy przyszli pierwszy raz na spotkanie. Dwóch z nich było po rozwodzie. Jeden z nich powiedział nam, że jest jednym z niewielu przypadków, gdzie sąd przyznał jemu opiekę nad dziećmi. Jak widać coś się jednak zmienia w tym zakresie. Sytuacji jest bardzo dużo i każdy ma inną historię. Kluczowe jest, o czym powiedziałeś – co jest dobre dla dziecka.
Co powiesz na koniec? Jakaś puenta, może przepis na bycie dobrym tatą?
- Warto być z dziećmi, nie obok nich. Osobiście czuję niesłychaną dumę, gdy mój 16-letni syn, który jest ode mnie wyższy o pięć czy sześć centymetrów, pyta mnie „tato, przyjdziesz zobaczyć jak gram?”. To dla mnie oznacza, że jakoś jesteśmy ze sobą, że on mnie zaprasza do swojego świata. Bo przecież wielu rodziców ma zakaz wstępu do pokoju swojego dziecka. Nie mam przepisu na bycie dobrym tatą, ale myślę, że kluczem jest czas.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze