Piękna, kolorowa impreza w ludowym stylu, przypominająca o zanikających tradycjach polskiej wsi. Wszędzie ozdoby dziergane na drutach i szydełku, starannie haftowane obrusy, serwety i bluzki, a także tańce regionalne i przeróżne pyszności z wiejskiego stołu. To wszystko kobiety z Mokrska chcą ocalić od zapomnienia, bo w końcu dziedzictwo jest w ich rękach.
W sobotę, 10 października, dworek w Mokrsku wypełnia się wiejskimi gospodyniami, gwarem, ludową muzyką oraz miłośnikami folkloru, a przede wszystkim smakoszami tradycyjnej kuchni domowej. Wszystko za sprawą wielkiego finału projektu „Dziedzictwo w rękach kobiet – od tradycji do współczesności”.
- Projekt polega na tym, żeby zachować to, co ocalało w zasobach naszych domów, na strychach, w szufladach. Robimy zdjęcia i tworzymy archiwum cyfrowe, żeby w przyszłości można było do nich sięgnąć i odtwarzać te wzory, które są przepiękne – mówi Renata Cieślak, dyrektor Gminnej Biblioteki Publicznej w Mokrsku, opiekująca się stoiskiem z dzierganymi cudeńkami.
O prawdziwy zawrót głowy przyprawia strefa gastronomiczna.
- Mamy drożdżowca i starodawną polewkę z ziemniaczkami i z masełkiem. Do tego skubany chlebek - mówi Sabina Kmiecik z Klubu Seniora w Słupsku, pokazując reporterowi portalu kulisy.net swojskie przysmaki.
Przepis na słupski drożdżowiec jest prosty.
- Robimy rozczyn. Drożdże, cukier, mąka, mleko i mieszamy. Odstawiamy w ciepłe miejsce i czekamy aż drożdże zrobią swoje i wszystko urośnie. W drugim naczyniu rozbijamy jajka, dodajemy mąkę, mleko i roztopioną margarynę, a potem gotowy rozczyn. I znowu czekamy aż wszystko urośnie do swojej wielkości. Wykładamy na blachę. Na wierzch dajemy kropeczki marmolady i kruszonkę. Pieczemy 45 minut w 180 stopniach i gotowe – opowiada Sabina Kmiecik.
Na stoisku gospodyń ze Skrzynna króluje kapusta.
- Polecamy gołąbeczki mięsne i jarskie oraz kapuśniak, czy jak kto woli, kwaśnicę. Na osłodę mamy ciasto sezonowe, czyli jabłecznik – zachęca Grażyna Konarzewska z KGW w Skrzynnie.
- Cieszymy się, bo jest dużo chętnych na nasze produkty. Szybciutko znika nam to z garnków, więc jesteśmy zadowolone – dodaje wesoło.
Na pytanie, co ona najchętniej by zjadła, Grażyna Konarzewska śmieje się i z dystansem do siebie odpowiada:
- Proszę pana, chyba widać po mnie, że jem wszystko. U siebie pojadłam kapuśniaku, a wszystkie inne stoiska też już obeszłam.
Agnieszka Mielczarek z KGW w Gaszynie prezentuje okazały talerz pełen kanapek wszelkiego rodzaju.
- Częstujemy kanapeczkami z salsą z mango, z tapenadą i szynką szwarcwaldzką, z serkiem śmietankowym i wędzonym pstrągiem – wymienia gospodyni.
A to oczywiście nie wszystko na stole KGW Gaszyn. Nie brakuje też przeróżnych wypieków na słodko i na słono. Prawdziwym hitem jest jednak zupa krem z czerwonych warzyw z dodatkiem chrupiących, złocistych grzaneczek.
- Pyszna. Wyśmienita jest – chwali z zachwytem jeden z gości już po pierwszej łyżce.
- Krem warzywny, grzaneczka, mmm, po prostu bomba – potwierdza bez wahania Grażyna Konarzewska ze Skrzynna i dodaje, że będzie męczyć sąsiadki o przepis.
Na stoisku KGW Łagiewniki też jest tłoczno.
- Serwujemy dzisiaj pyszny obiad. Najpierw grochówka wojskowa, a na drugie danie kasza z warzywami i grzybami, kotleciki schabowe moczone w mleku i cebuli oraz suróweczka – poleca Mariola Bącela, przewodnicząca KGW Łagiewniki.
- Zapraszamy na polewkę z pierożkiem, ciasto drożdżowe z owocami, makowiec, domowy chleb z pasztetem i żurawiną, a na deser czeka panna cotta – kusi Agnieszka Burzyńska, przewodnicząca KGW w Wicherniku.
I może panna cotta nie jest typowym deserem kuchni staropolskiej, ale gospodynie z Wichernika potrafią trafnie uargumentować swoje pomysły.
- To taka nasza swojska panna cotta. Z musem truskawkowym, robionym na winie i z jagłami – mówi Magda Musiał.
Tak się goście delektują w Mokrsku do późnego wieczora. Wszędzie wokół sałatki, surówki, bigosy, kapusta zasmażana, mięsa, śledziki, przekąski, roladki, pasztety, sosy i wiele innych. Wszystko przygotowane w oparciu o sezonowe jesienne warzywa i owoce. Prym wiodą grzyby, kapusta, dynie, buraki, ziemniaki, śliwki, jabłka i co tylko można znaleźć jesienią w polu, sadzie czy w ogródku. A jak zgodnie zapewniają gospodynie Dorota Mamzer i Bożena Bąkowska: wszystko rozgrzewające. Żeby nadchodzące jesienne i zimowe wieczory nie były takie straszne, jak je malują.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze