Reklama

Tragedia hodowców trzody! Tysiące świń do utylizacji

W Świątkowicach i Kolonii Dzietrzkowice wykryto ogniska afrykańskiego pomoru świń. Choć zarażone ASFV zwierzęta zlokalizowano na terenie jednego z gospodarstw, to problem mają wszyscy hodowcy w okolicy. Kilka tysięcy świń już zostało przeznaczonych do utylizacji. A to jeszcze nie koniec tragedii hodowców trzody chlewnej…

„Przyjechali, wszystko zabili i zabrali”
Trzy ogniska wirusa wykryto na terenie województwa łódzkiego. Pierwsze z nich w gospodarstwie w Kruszynie (gm. Tuszyn). W gospodarstwie znajdowało się 149 świń, z czego aż 29 padło. W sobotę, 19 czerwca, gdy w gospodarstwie stwierdzono wirusa ASFV, natychmiast zostały podjęte działania przewidziane w ustawie o ochronie zwierząt i zwalczaniu chorób zakaźnych. Wszystkie świnie zostały zabite, a ich zwłoki zostały przekazane do zakładu utylizacji. 
Drugie ognisko choroby stwierdzono w Świątkowicach, gm. Lututów. Państwowy Instytut Badawczy w Puławach potwierdził, że w badanych próbkach krwi potwierdzono obecność materiału genetycznego wirusa ASFV. W gospodarstwie przebywało 46 świń. Wszystkie, natychmiast po uzyskaniu wyników badań, zostały zabite i oddane do utylizacji. Ustalono, że to właśnie ognisko w Świątkowicach było pierwotnym dla ogniska w Kruszowie, a wirus przeniesiono poprzez zakup zakażonych świń.
- Przyjechali, wszystko zabili i zabrali – mówi reporterom „Kulis …” ojciec właściciela gospodarstwa, w którym stwierdzono wirusa (nazwisko znane redakcji).
- Mało tego nawet zboże zabrali. 300 metrów zboża poszło w gnój – macha ręką starszy mężczyzna i dodaje, że żyć mu się odechciewa, gdy chodzi po pustej oborze.
Zdenerwowania sytuacją nie kryją inni gospodarze ze Świątkowic, którzy zostali zmuszeni do likwidacji swoich hodowli trzody.
- Ani nam się gadać nie chce – mówi jeden z nich (nazwisko znane redakcji).
- Będziemy musieli wszystkie 250 świń wybić. To jest niedorzeczne. Powinni przebadać wszystkie i jak są zdrowe to pozwolić je sprzedać. Tyle świń pójdzie w piach – kręci głową dodając, że u sąsiada aż trzy tysiące zwierząt będzie najpewniej musiało zostać zutylizowanych.
Trzecie ognisko choroby, zostało wykryte w Kolonii Dzietrzkowice (gm. Łubnice). W gospodarstwie znajdowały się tylko 23 świnie, które nie wykazywały jeszcze objawów choroby. Zwierzęta zostały zutylizowane.
W każdym przypadku likwidacji hodowli, w związku z wystąpieniem ASF lub zagrożeniem zakażenia tym wirusem, rolnicy mogą otrzymać odszkodowania, które wypłacane są ze specjalnego funduszu, przeznaczonego na walkę z chorobami zakaźnymi wśród zwierząt. Jednak nie każdy otrzyma takie odszkodowanie. Aby hodowca był uprawniony do tego typu świadczenia, muszą zostać spełnione określone warunki. W skrócie mówiąc, hodowla musi być prowadzone zgodnie z przepisami i zaleceniami służb weterynaryjnych.

Nieprzespana noc i niepewne jutro
O swoje hodowle boją się też gospodarze z sąsiedniej wsi. Miejscowość Swoboda oddalona jest od Świątkowic o kilometr „z hakiem”.
- Na szczęście do mnie jest więcej jak kilometr, ale nie wiadomo co będzie. Boję się bardzo, bo kredytów tyle jest nabrane, że masakra. Nie wiem co dalej będzie – martwi się Piotr Szczepański, hodowca ze Swobody.
- Jakby tak przyszło wszystkie zwierzęta stracić, to sznurek na głowie już jest uwiązany – wyznaje młody rolnik.
Szczepański podkreśla, że i bez problemów z ASF, właściciele trzody chlewnej nie mają lekkiego życia. Hodowla świń przestaje się opłacać.
- Jak skupują trzodę po 4 zł to jak ma się opłacać. W głowie się nie mieści co się w rolnictwie teraz wyprawia – zauważa Piotr Szczepański i dodaje, że hodowlę świń i tak planował jeszcze w tym roku zlikwidować.
W takich chwilach rolnicy tracą cierpliwość. Dochodzą do wniosku, że kolorowo nie jest i przymierzają się do, jak powiada jeden z rozmówców, „rzucenia tego w cholerę”.
- To nie ma sensu. Lepiej iść do pracy, osiem godzin dziennie zrobić i do domu. A tu trzeba zapierniczać od 5 rano do północy. A na koniec jeszcze dostanie się głodową emeryturę…
Anna Siwik wraz z mężem Jarosławem od kilku dni nie mogą spokojnie spać. Hodują trzodę chlewną i boją się, że wirus może zrujnować ich życie.
- Mamy trzodę w cyklu zamkniętym. Boimy się. Jeżeli nam te świnie zagazują, to ja jestem bankrutem – stwierdza bez ogródek.
- To po prostu jest tragedia. Ja dzisiaj trochę ochłonęłam i mogę z panem rozmawiać, ale gdyby pan przyszedł wczoraj, to nie byłabym w stanie – zaznacza Siwik.
Anna Siwik opowiada reporterom jak razem z mężem zaczynali od zera. Przyznaje, że wiedziała o istnieniu ASF, ale nigdy nie spodziewała się, że problem będzie ich w jakikolwiek sposób dotyczył.
- W życiu bym nie przypuszczała, że to przyjdzie tutaj. Ja nie mogę zrozumieć, że nie jest ważne czy zwierzęta są zdrowe czy chore, wszystko się wybija jeśli jest taka decyzja – załamuje ręce kobieta.
Siwik zaznacza, że nakaz o wybiciu wszystkich świń będzie oznaczał dla nich koniec gospodarstwa. Martwi się, że syn, który poszedł do szkoły rolniczej nie będzie miał co od nich przejąć.
- Spać nie można, jeść nie można, a żyć trzeba.
Najgorsze dla rolników, że teraz nikt nie będzie chciał z tego rejonu kupować trzody. A można się spodziewać, że i ceny skupu, w związku z zaistniałą sytuacją spadną.
Inni hodowcy mają pretensje do gospodarza, u którego stwierdzono ognisko choroby.
- Jak kupił chore, to mógł lekarza wezwać i tyle. I on by był czysty i ludzie nie mieli by do niego żalu – mówi rolnik, który chce pozostać anonimowy.
- Wiadomo, chciał chronić swoją kieszeń, ale przez to nas naraził na straty – dopowiada.

Reklama

Utylizacja, dezynfekcja i szukanie padłych dzików
W komunikacie resortu rolnictwa czytamy:
„Na polecenie Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi Grzegorza Pudy Inspekcja Weterynaryjna podjęła w województwie łódzkim natychmiastowe działania. Wpisują się one w nową strategię zwalczania ASF. Strategia ta oparta jest na szybkości wykrywania i zwalczania nowych ognisk chorób. Polega na działaniach podejmowanych w oparciu o ustalenia dochodzeń epizootycznych, a także działaniach prewencyjnych i wyprzedzających w wyznaczonych obszarach objętych ograniczeniami”.
Prócz utylizacji zwierząt w gospodarstwach, w których stwierdzono ASF, a także znajdujących się w promieniu 1 km od wystąpienia ognisk wirusa, zaplanowano dodatkowe działania, mające na celu zwalczanie choroby.
Planowane jest podjęcie dezynfekcji lub czasowe zamknięcie odcinków dróg, w celu redukcji ryzyka dalszego przeniesienia wirusa, a także dalsze prowadzenie akcji informacyjnej dla hodowców świń w zakresie przestrzegania bioasekuracji.
Zapowiadane jest także zorganizowanie na dużą skalę akcji poszukiwania padłych dzików oraz badania wszystkich dzików pozyskanych w polowaniach i odstrzale sanitarnym. 

W wieluńskim ASF-u nie ma
W powiecie wieluńskim, póki co, wirusa ASF nie stwierdzono. Zapobiegawczo zostały wykonane badania w kilku gospodarstwach, szczególnie narażonych, przez kontakt z hodowcami z terenów objętych strefą czerwoną.
- Podjęliśmy szereg działań, żeby sprawdzić czy u nas w terenie nie ma wirusa. Na ten moment wykluczyliśmy taką możliwość – mówi dr n. wet. Grzegorz Łuczak, powiatowy lekarz weterynarii w Wieluniu.
Przeprowadzono także akcję informacyjną wśród rolników i lekarzy weterynarii.
We wtorek, 22 czerwca, odbyły się posiedzenia Powiatowych Zespołów Zarządzania Kryzysowego. Byli na nich obecni także włodarze gmin, którzy zadeklarowali pomoc w walce z ASF.
Służby weterynaryjne w całym regionie bardzo intensywnie przystępują do lustracji gospodarstw, czyli przeglądu stad hodowlanych. Przeprowadzane są kontrole identyfikacji i rejestracji zwierząt. A w razie jakichkolwiek podejrzeń, będą przeprowadzane badania.

Reklama

Sławomir Rajch
[email protected] 
 

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kulisy.net




Reklama
Najnowsze wiadomości