Pojawiły się nowe wątki w sprawie tajemniczej śmierci Damiana z Rząśni. Chociaż śledztwo policji i prokuratury postępuje nie tak jak życzyłaby sobie tego rodzina, to dziennikarze nie odpuszczają i nadal robią to, czego nie zrobili śledczy. Tym razem pod lupę reporterów trafił maszt, z którego miał rzekomo spaść Damian, a w szczególności zainstalowany na nim system alarmowy.
Policja i prokuratura nie skontaktowała się z właścicielem masztu
O tragicznej śmierci Damiana Pawełoszka z Rząśni, niejasnych okolicznościach wydarzeń w nocy z 7 na 8 marca w Kozłówkach (gm. Szczerców), budzącej wątpliwości wersji policji i opieszałych działaniach prokuratury pisaliśmy kilkakrotnie. Wykazaliśmy, że działania policji i prokuratury w tej sprawie budzą duże wątpliwości. Ani policja, ani prokuratura nie poprosiły mieszkańców o nagrania z monitoringu, większości mieszkańców nikt o nic nie pytał. Dopiero dziennikarze. Policjanci podjechali na miejsce zdarzenia kilka godzin po znalezieniu ciała, ale nawet nie raczyli wyjść z radiowozu – czego dowodem są nagrania z monitoringu… Szerzej o wielu wątpliwościach w sprawie pisaliśmy we wcześniejszych materiałach, które znajdziecie w portalu kulisy.net.
Reporterów nurtowało pytanie o monitoring i systemy alarmowe instalowane na masztach telekomunikacyjnych. Nikt z policji, ani z prokuratury nie skontaktował się do tej pory z właścicielem masztu w Kozłówkach, pod którym znaleziono ciało Damiana. Jako pierwsi zrobili to dziennikarze Onetu.
„Pokonanie zabezpieczeń i wejście na maszt bez użycia specjalistycznego sprzętu jest niewykonalne”
Jak powiedział w rozmowie z dziennikarzem Onetu ekspert od zabezpieczeń systemów radiowych na masztach telekomunikacyjnych, pracujący w tej branży blisko ćwierć wieku Piotr Kłosek - Krawcowicz, prawie wszystkie maszty telekomunikacyjne w Polsce mają system alarmowy, a często również wizyjny.
- Każde wejście na taki maszt, a nawet wejście za płot obiektu powoduje uruchomienie alarmu w Centrum Nadzoru Sieci u operatora i na miejsce natychmiast jedzie firma ochroniarska lub policja. Maszty jako elementy instalacji krytycznej muszą być wyposażone w instalacje alarmowe – akcentuje dla Onetu ekspert Piotr Kłosek – Krawcowicz.
Tu pojawia się pytanie o działania śledczych. Czy w ogóle sprawdzili tę kwestię? Czy w nocy, gdy zginął Damian Pawełoszek, na maszcie w Kozłówkach włączył się alarm i czy na miejsce zadysponowana została firma ochroniarska lub policja.
- Po włączeniu alarmu zostaje ślad w logach operatora. Jeśli naprawdę uruchomił się alarm, wtedy policja miałaby dokładną datę i godzinę wejścia na obiekt. Wygląda na to, że tego nie mają lub nie podają. Albo nie sprawdzili – mówi dla Onetu Piotr Kłosek - Krawcowicz.
Ekspert zapewnia, że nie ma możliwości wejścia na maszt bez uruchomienia alarmu, bo każdy maszt w Polce przechodzi corocznie przegląd budowlany i eksploatacyjny. Sprawdzane jest działanie systemów alarmowych oraz zabezpieczenie mechaniczne przed dostępem osób niepowołanych.
- Te zabezpieczenia są bardzo skuteczne i działają bez jakichkolwiek awarii, które są usuwane na bieżąco w trybie pilnym. Każda próba wejścia na taki maszt kończy się przyjazdem policji lub ochrony.
Zdaniem Piotra Kłoska – Krawcowicza pokonanie zabezpieczeń i wejście na maszt bez użycia specjalistycznego sprzętu jest niewykonalne.
– Jeśli ten chłopak leżał sześć metrów od masztu, to coś tu nie gra. Przecież się nie odbił od konstrukcji. Nie ma na to szans. Gdyby się wspinał i spadł, musiałby mieć złamania, a także pocięte i zakrwawione dłonie. Wiem, jak wygląda ciało człowieka, który spadł z masztu – zapewnia w rozmowie z dziennikarzem Onetu Tomaszem Pajączkiem.
„W nocy z 7 na 8 marca nie odnotowano żadnej próby wejścia na ten maszt powyżej drutu kolczastego”
Onet ustalił, że właścicielem masztu jest spółka Towerlink należąca do grupy Cellnex Poland. Ze względów bezpieczeństwa nie podano, jakie konkretnie zabezpieczenia zainstalowane są na maszcie w Kozłówkach. Jednak przedstawiciele grupy Cellnex jasno i bez wątpliwości informują, że w nocy z 7 na 8 marca nie odnotowano żadnej próby wejścia na ten maszt powyżej drutu kolczastego. Zapewniają, że gdyby ktoś próbował wspiąć się na konstrukcję, to na pewno by o tym wiedzieli, lecz nic takiego nie miało miejsca.
Przedstawiciele właściciela masztu, z którego rzekomo miał spaść Damian Pawełoszek mówią też, że do tej pory nikt z policji ani z prokuratury nie zwrócił się do firmy w tej sprawie. Nie było żadnej próby kontaktu i ustalenia, czy w noc tragedii alarm na maszcie w Kozłówkach został uruchomiony.
Do sprawy będziemy wracać.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze