Teoria o tym, że katastrofa prezydenckiego Tupolewa z prezydentem Lechem Kaczyńskim i 95 innymi osobami na pokładzie została spowodowana przez wybuch, znalazła uznanie Tomasza Akulicza, wieluńskiego radnego. Przemawiając w imieniu Chrześcijańskiego Porozumienia Wieluń, nie omieszkał podzielić się swoimi spostrzeżeniami. I choć stwierdził, że 10 kwietnia 2010 r. doszło do zamachu, nie wskazał dowodów, które by za tym przemawiały.
W niedzielę, 10 kwietnia, jak co roku od kilkunastu lat, odbyły się w Wieluniu obchody rocznicy zbrodni katyńskiej. Od 2010 r. w tym dniu wspomina się również 96 osób, które zginęły tragicznie w katastrofie prezydenckiego samolotu pod Smoleńskiem. Delegacja leciała na obchody katyńskie.
Po mszy w kolegiacie, złożeniu wiązanek pod pomnikiem Jana Pawła II zgromadzeni przenieśli się pod obelisk ku czci sowieckich ofiar.
Okolicznościowe przemówienia zarówno starosty, Marka Kielera, jak i burmistrza Pawła Okrasy, dotyczyły zbrodni katyńskiej i powtarzalności historii w odniesieniu do Ukrainy.
- Nigdy nie myśleliśmy o tym, że będziemy świadkami kolejnej zbrodni na ludności cywilnej, na inteligencji – mówił Kieler.
- Tutaj należy się zastanowić, dlaczego się tak dzieje, że jedno państwo napada na drugie, ucieka się do bardzo makabrycznych rzeczy, popełniając zbrodnie na osobach, które tak naprawdę niczemu nie są winne.
- Po 82. latach, na terenach tych samych, na których znajdowały się obozy sowieckie, postsowiecka Rosja, w tych samych miejscach, w Charkowie, zabija ludobójczo ludzi, którzy są Ukraińcami – stwierdził Okrasa.
-Tylko dlatego, że są Ukraińcami, że nie są narodowości rosyjskiej i nie przywitali kwiatami, chlebem i solą najeźdźców rosyjskiego, który przyjechał z tak zwaną misją stabilizacyjną. Współczesna Rosja jest spadkobiercą sowieckiej Rosji. Homo sovieticus, czyli osobowość człowieka sowieckiego dalej panuje i pokutuje w społeczeństwie rosyjskim, a na pewno pokutuje wśród władz współczesnej Rosji – dodawał.
Zupełnie w innym kierunku poszły rozważania byłego przewodniczącego Rady Miejskiej Wielunia. Tomasza Akulicza. Samorządowiec sam poprosił o możliwość zabrania głosu. Przypomnijmy, że Akulicz został odwołany ze swojej funkcji po tym, jak wyszły na jaw nieprawidłowości w dokumentacji prowadzonej przez niego firmy. Myjnia samochodowa działała bez koniecznych pozwoleń wodno-środowiskowych. W niedzielę radny wystąpił w imieniu Chrześcijańskiego Porozumienia Wieluń.
- Wiosną 1940 roku, z rozkazu Kremla, zamordowano niemal 22 tys. polskich obywateli, patriotów, stanowiących elitę państwa – zaznaczył Tomasz Akulicz.
- Zabici strzałem w tył głowy, zakopani w katyńskim lesie. W zamierzeniu Rosjan mieli być oni zapomniani, wymazani z pamięci. 70 lat później historia się powtarza. Prezydent Lech Kaczyński, 10 kwietnia 2010 r, zmierzał do Katynia. Miał tam wypowiedzieć znamienne słowa: "kłamstwo katyńskie było fundamentem PRL-u, zaś prawda o Katyniu jest fundamentem Rzeczpospolitej"– kontynuował.
- Jednak tych słów nie zdążył wypowiedzieć. O godzinie 8:41, nad błotami Smoleńska, zabito jego serce. Zabito serca 96 wybitnych Polaków. Zamarło wtedy serce Polski. Wołaliśmy o pełną prawdę o zamachu w Smoleńsku. Dziś są dowody, dziś tę prawdę znamy: to był wybuch, to był zamach, to była zbrodnia – stwierdził, ku niedowierzaniu sporej części zebranych.
Były przewodniczący wpisał się w ten sposób w narrację części czołowych polityków Prawa i Sprawiedliwości na czele z Jarosławem Kaczyńskim i Antonim Macierewiczem. Ten ostatni jest autorem tezy o wybuchu w statku powietrznym. Takiego przebiegu zdarzeń nie wykluczyła też Marta Kaczyńska, siostrzenica prezesa PiS, która w katastrofie straciła ojca i matkę. Wątpliwości nie przeszkodziły jej zainkasować z polisy za śmierć rodziców w wypadku komunikacyjnym 3 mln zł. Gdyby doszło do zamachu, nie należałaby się jej nawet złotówka z powodu wyłączenia z ubezpieczenia zgonu w wyniku działań terrorystycznych. Jako prawnik zapewne doskonale zdaje sobie z tego sprawę. Podobnie jak jej wuj.
Macierewicz oraz jemu podobni pomijają milczeniem fakt, że pod Smoleńskiem panowały trudne warunki lotnicze, była mgła, a samo lotnisko nie było w kiepskim stanie, nieprzystosowane do przyjmowania lotów HEAD, o najwyższym statusie bezpieczeństwa. Oficjalnie nawet nie było czynne. Ponad to przed Tupolewem lądował polski Jak z dziennikarzami na pokładzie. Jego kapitan informował załogę Tupolewa o pogarszających się warunkach, m. in. fatalnej widoczności. Ta miała wynosić zaledwie 200 m, podczas gdy zgodnie z przepisami, można lądować przy widoczności 1500 m. Według komisji Jerzego Millera, powołanej do wyjaśnienia tragedii, do katastrofy przyczyniło się kilka bezpośrednich kwestii, jak wykorzystanie złego wysokościomierza, zbyt późnej zmiana toru lotu przez pilotów czy błędne informacje, przekazane przez kontrolera wieży.
Magdalena Lizurej
[email protected]
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze